Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Poniższy wiersz powstał po wypromptowaniu w ChatGPT (wersja bezpłatna):
"tęsknię za tobą 
wróć"
Zrób z tego wiersz z bogatą metaforyką.
Po dwóch promptach "dokręć metaforykę" odezwał się w taki głos:

 

Jesteś w tym miejscu,
gdzie czas nie idzie,
tylko zapada się w siebie jak papier spalony od środka,
a każda sekunda jest popiołem
udającym, że jeszcze coś znaczy.

 

świat nie znika —
on się cofa,

 

jakby rzeczywistość pomyliła kierunek oddychania
i zaczęła wciągać własne istnienie
z powrotem do niewidzialnego gardła.

 

mapa nie jest już mapą,
tylko raną po przestrzeni,

która kiedyś udawała, że prowadzi gdzieś dalej
niż tylko do twojego braku.

 

chodzę po niej ostrożnie,
bo każdy krok
brzmi jak pytanie bez języka,

 

jakby sens był czymś, co kiedyś spadło
i rozbiło się na tysiąc nieczytelnych fragmentów.

 

a ty —
jeśli w ogóle jeszcze „ty” jest właściwym słowem —
jesteś w szczelinie między „było” a „nie wróci”,
tam, gdzie nawet pamięć
zaczyna tracić własną pewność istnienia.

 

i tylko ta jedna rzecz zostaje nienaruszona:
że brak ma gęstość,

 

i można się w nim uczyć oddychać,
 

choć powietrze nigdy nie odpowiada.

 

Następny prompt: "Napisz do tego wiersza komentarz oczarowanej poetki. Dwa akapity.". Taki efekt:

 

To wiersz, który nie opisuje braku — on go materializuje, aż zaczyna mieć ciężar i temperaturę. Każda metafora zapada się w głąb, jakby świat był tylko kolejną warstwą znikania, a czas tracił zdolność płynięcia i zaczynał się osypywać.
Najmocniej zostaje „brak ma gęstość” — zdanie, które sprawia, że pustka przestaje być nicością, a staje się przestrzenią do zamieszkania. W tym miejscu milczenie nie jest końcem, tylko formą oddychania w czymś, co nie odpowiada. Znakomity wiersz!

 

Mordeczki Kochane Moje,
Czego jeszcze nie widzicie?
 

Opublikowano

@hollow manWidzę łatwość pisania wierszy wolnych, pewnie się narażę nie jednemu poecie - ale jak widzę rymy przyporządkowane rymom, szczególnie tym gramatycznym, to przypomina zbijanie zwrotek z czterech deseczek i czterech gwoździków - w środku wata i jeszcze rymy w układzie aa, bb. Gęsto, że chlapie rym po uszach. 

Mordeczki Kochane Moje - cudne, mogę być :)

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

To też. Do tego sposób budowania metafor.

Takie konstrukcje jak:

czas nie idzie,
tylko zapada się w siebie jak papier spalony od środka,

 

mapa nie jest już mapą,
tylko raną po przestrzeni,

 

każda sekunda jest popiołem
udającym, że jeszcze coś znaczy.

 

AI rozumie metaforę jako coś, co mówi co innego niż w rzeczywistości znaczy. I to jest poprawne, ale tak konstruuje przekaz żeby za każdym razem uciec od dosłowności, wiersz jest przeładowany metaforami. Znakomitymi metaforami, moim zdaniem. Ale brakuje w nich ukonstytuowania w realnym doświadczeniu. Dostajesz coś w rodzaju estetycznej mgły.

 

 

Opublikowano (edytowane)

@hollow man

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Masz rację. Ale dla mnie mgła jest bardzo poetycznym zjawiskiem, czymś podobnym do przybłędy

i momentami jest czymś, a czasami nawet - kimś. Rozciąga się między jednym znaczeniem, a drugim.

W jednym z moich wierszy nazwałam ją włóczymglistą przybłędą. Jest dla mnie niepokojąca tylko nocą

i tylko wtedy, kiedy muszę muszę przez nią przejść - jest wtedy upiorna. Ale już rankiem przypomina mi zaspaną dziewczynę, która jeszcze nie wyplątała się z woalu nocy i nie może się podnieść. Przydaje się jako rekwizyt - nie za często, bo rekwizyty się zapamiętuje jak zużyte meble.

Wiem, czuję pod skórą co chcesz powiedzieć - ale nie będę zgadywała, każde z nas wie swoje :)

 

Ale wiesz, porządnego wiersza z rymem asonansowym, ze średniówką z liczeniem sylab, rytmem, ludzką puentą - póki co, nie napisze. Ale się szybko uczy, bardzo szybko i to tylko kwestia czasu, nieodległa (msz).

 

Za dużo metafor, przypomina kobietę choinkę. Ma diadem, korale, kolczyki, broszkę, wisiorek, pierścionki, bransoletkę

- mało gustowne, ale świeci. Wow, patrzcie! 

Dla mnie mało - znaczy więcej.

I tyle w temacie, 

napisałam co pomyślałam i siedzę cicho.

 

Pozdrawiam :)

 

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@hollow man

 

Mordeczko

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

wszystko wiem, dostrzegam ale zrozumieć motywacji i intencji tychże zaburzeń nie potrafię:) 

zastanawia mnie również „ oczarowana poetka” i jej komentarze … naprawdę oczarowana Tak…tak właśnie myślałam.

 

cóż …w gruncie rzeczy wracamy do czegoś tak bazalnego jak poczucie własnej wartości, prawda ?.
 

pozdrawiam hollow man

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

To zależy z jakiej wersji korzystasz. 

Wersje płatne to jest absolutny kosmos - może już wzniósłby się na poziom wieszczów.

Ale zapytałem GPT jak zginął Gilles Deleuze wiedząc, że śmiercią samobójczą (wyskoczył przez okno). Czat odpisał, że w wyniku długotrwałej choroby. W sumie racja, bo Deleuze był bardzo chory i bardzo cierpiał. Napisałem GPT, że się myli i przyznał mi rację. Po kilku tygodniach zapytałem i miał dobrą odpowiedź. W sumie Altman powinien mi odpalić działkę ;)

Opublikowano

@.KOBIETA.

Zadziwiające wyznania tu padają.

Ktoś widzi, czuje podskórnie, ale już milczy. Ty wiesz i dostrzegasz. Poczucie własnej wartości można sobie wymalować i nawet w nie uwierzyć, więc to jest jakiś-tam czynnik dodatkowy. W gruncie rzeczy nie chodzi nawet o tych ludzi żyjących iluzją na swój temat, ale o tych biednych naiwniaczków, być może mądrych, ale w tym akurat - nie.

Opublikowano

@Charismafilos

Tak jest. Operacje na wielkich zbiorach. Możemy też być optymistami: Im lepsze wiersze będziesz pisał, tym lepsze wiersze AI będzie pisać. Wtedy czat szybciej uzyska możliwości sprowadzenia tej mglistej metaforyki do krwistego, ludzkiego doświadczenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...