Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Najpierw niewinnie

trochę ciszej
trochę grzeczniej

tak jak trzeba

potem już szybciej

łapałeś gesty


słowa
reakcje

jakbyś składał siebie

z cudzych kawałków

oszukiwałeś

 

aż przestałeś widzieć różnicę

między tym
co twoje

a tym
co działa

 

zostałeś zmontowany

przez...

ich lęki
ich ambicje
ich niedokończone życie

i nikt nie zapytał

czy chcesz?

 

Udawałaś

przed wszystkimi

że to twoje

że tak ma być

że to wybór

a to tylko rola

dobrze zagrana

 

czasem

w nocy

coś się rozjeżdża

gest nie pasuje
głos nie twój

 

patrzysz...

 

i nie wiesz

kto patrzy

ile jeszcze

utrzymasz tę wersję

 

kiedy się rozpadniesz

bez scenariusza

bo tam...

 

pod tym wszystkim

coś jeszcze jest...

 

albo już nie ma...

 

Edytowane przez Achilles_Rasti (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Gortatów – dom wakacji” – 6   A za drogą z asfaltu, gdzie czasem leżałem, było sadownictwo, które obserwowałem. Jabłka tam rosły, wiśnie i piękne czereśnie. Jadłem je pełną buzią, ale tylko we śnie!   Bo wszystko było wielkim płotem ogrodzone, a wchodzenie do sadu było zabronione. Ale raz pamiętam, że to się wydarzyło – jakby ogrodnictwo wszystkich zaprosiło.   I zbiegli się ludzie, z piętnastu ich było, do koszyków rwali, co się im trafiło. Ja z wujkami i siostrą też się najedliśmy, jeszcze koszyk owoców babci przynieśliśmy!   Raz tylko tak się stało, nie wiedzieć dlaczego. Może to z życzliwości zarządcy głównego? A może po prostu, z braku tych pilnujących, doszło do haraty ludzi tam mieszkających.   A co do cegielni, często się przyglądałem. Z oddali patrzyłem, nazbyt się nie zbliżałem. Widziałem młode dziewczyny, wózki pchające, z cegłami z gliny w hangary wjeżdżające.   Cegły kładzione do suszenia tam bywały, zanim już wysuszone do pieców trafiały. Dziewuchy je pchały, cegłą naładowane, żelazne wózki na szynach przepychane.   Dziewczęta mnie widziały, często mnie wołały: „Kawalerze, chodź do nas!” – tak ze mną żartowały. Omijałem cegielnię, zawsze gdy pracowały. Nie lubiłem, kiedy się ze mnie wyśmiewały.   Ale po południu, gdy pracę już skończyły, to wózki na szynach wtedy moje już były. I puste wcale nie były ciężkie do pchania, rozpędzania ich mocno i na nie wskakiwania.   Hamulce działały, a szyny długie były, środkiem hali suszarni fajnie mnie woziły. Takich hal tam było, jak dla dziecka od gromu. Moją ta pierwsza była, bo najbliższa przy domu.   Z każdym rokiem te zabawy – takie płytkie raczej – wzrokiem coraz mądrzejszym widziałem inaczej. Rowery naprawiałem i nimi jeździłem. Do ptaków nie strzelałem – domki im robiłem.   Kuzynów przybywało – co rok więcej nas było. Widziałem, jak za mamą im też się tęskniło. Wraz z dorastaniem inaczej to odbierałem, ale wciąż na wakacje jeździć tam chciałem.   – cdn   Leszek Piotr Laskowski. 
    • wełną miękkością swoją otuli przyjemny dotyk co dłonie liże przy którym jedwab z cienkiej koszuli sprawi że ciebie nic nie ugryzie   i choć na zewnątrz ściskają mrozy serce w ciepełku wolne jak sokół letnim wspomnieniem nikt nie uwodzi a ty gotowa Harpia do lotu   Harpia:

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Budzi mnie środek nocy Wychodzę na przystanki Podglądam, jak przemijamy. Czekając na poranki   Po troszę jestem sępem.  Choć bardzo mało lotnym. Bywa, że zmieniam się w hienę,  bywa - że jest odwrotnie.    Dziś nie chcę słuchać o śmierciach.  Chorobach według roczników.  Schedach i osiągnięciach  i o tym, co ''w wyniku.''   Nic dzisiaj się nie stanie. Choć pląsam nad przepaścią. Obłęd przesyła wiadomość:  wyskoczysz o szóstej szesnaście.   Klapa na dach na oścież Przyznaję, trochę bałagan ...   Jest Bóg! I mocno trzyma za rękę ... Nad głową - czerwona flaga   Croissant czarnego księżyca Przynosi ostatnią kolację    Bóg nadal trzyma za rękę  I planujemy wakacje ...
    • po zachodzie ucztują zdobywcy, o wschodzie jutrznie wyśpiewują asceci. mało kto dziś gorset zakłada  zreszta dziś znowu dekadencja i degrengolada.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...