Dojrzewają w sadzie wiedźmy
jak tuziny zwiędłych drzew,
wysuszonych owoców paciorki
wiszą jak ciała, serca, krew.
Wiszą na strumieniach mgły
ciągle żywe w rześkim tlenie,
w rąk obwisłych białe lny
trupy liści kładą drżenie.
Wiszą jak niechciana kukła,
łza na wargach, bólu śpiew,
wiszą jak rozdarta suknia,
jak materiał zszyty w grzech.
Śnimy, śnimy ciężkie ćmy
krzesane czaszka o czaszkę,
może dolecą gdzie ludzie
klękają przed Bogiem o łaskę.