Przed
poranek
Do Ciebie,
każdego kto złotem pokrywa swą skroń
powierzając w odwadze, swą wiarę,
zwrócone zostają zawołania;
użycz mi swej dłoni,
złącz szum dyrektyw
zerwij apel wzburzonej toni
Do każdego co ma czelność, przy murze tworzyć napis
wzywam, by uwierzył nad swe morały
ulegając ciałem, duchem i mową
spragnionych zrozumienia adekwatnego
złączonego z jestestwem
buntu, ścianą ograniczonego
która zdaję się, na wskroś mierzyć nad zapędy
ustąp na sekundę
po tyle tylko, co złączy wzrok mój
z Twym imieniem
czego znaczenia, rozum nie pojmie
lecz co z człowieka pozostało;
błądzącego poranną górą, wysoko nad innymi szczytami
Zmartwione stają się wizerunki
nocą, gdy nikną chodniki w świetle żarówek
Nie wiadomo o czym mówię?
Ależ o tej chwili, gdy ciszą wiedzie hałas
zapachu noszonego przez mowę
zwodniczy pakt,
dnia i cienia
którego obserwatorami jesteśmy od dnia narodzin
Powołuję się na swoje postrzeganie,
oddając do dyspozycji
papierowy tlen i występ;
z nadzieją, że nikomu się nie ukłonię
W trakcie
Wczesny wieczór
Mętniejemy
W ścieżce co brodzi nam pod kolanami, starając się łapać oddech
I krzyczymy, że przyrzekamy
W doli czując, iż to w następnej kolei stoimy my, którzy wiedzą więcej
Wyrazy naszych sfer, stają się projekcją
salą, chwilę przed audiencją
Budząc się rano, zapewniamy
Wedle woli, trącając na boki tą jedną lampę w rogu biurka
Niżli ja, nie obronię tego
rozpoznaję wzór
odbity na mym monogramie
Uwikłani myślą niezamierzenie
zanikamy w mgle,
wtem też, umiera spełnienie
Prawda toczy się ulicą,
Mknie jak łza senna po policzku
Towarzysze w sieni mej zebrani!
Bym podzielił się swą mową,
co człowieka tworzy,
jak poeta słowo,
ogrom mnie objął
zbitych marzeń, czy też oczekiwań
Mąci mnie sen zapachem trawy,
by po chwili zmienić się w koszmar morałem, niepoprawny
Dzieję swe,
objąłem pasją ku naturze
mur krzywd,
w swój czas, jedną myślą zburzę
Słysz mnie!
Obrazie na zakręcie, dostrzeż w końcu zbity próg
Bo ja ten, co pragnął wizji tak zawzięcie
poglądu na krajobraz
Co uklęknąć mi da
spoczywać
na nowo być
jako dawny fotograf
Pierwszy, drugi, piąty rzędzie!
Rwij się do krzyku,
tak ja wewnątrz, swą młodość zerwę!
Już po
północ, nikogo w sieni
Tylko tyle pragnę
że wszystek obejmą nadzieję
