Niechże nie uczą mię,gdzie ma ojczyzna,
Bo pola,sioła,okopy
I krew,i ciało,i ta jego blizna
To ślad-lub-stopy
Cyprian Kamil Norwid
Po licznych samobójstwach żołnierzy-Rok 1830
ks.Konstanty:
Rozstąpcie się na strony,żołnierze.
Swe ciała pełne niedoli.
Uzdrówcie je dzięki wierze.
Dzięki mej dobrej woli.
Braterska krew przelana.
Już tylko został ich kurz.
Niech moja łaska wam dana
Przepędzi goryczy mórz
Jam ojcem wam,rany leczę
niczym morfina przegonię ból.
To ja sprawuję nad wami pieczę.
Taki rozkład jest ról
Oficer :
Ty,książę,co niczym sęp żerujesz na ziemiach spalonych.
Gdy lud w rozpaczy pogrążony,
Ty szarpiesz nadzieję jak ptak mięsa płaty,
Ty starasz się oblec to w niewinności szaty.
Podajesz się za ojca?Ojca czego?
Ojca bólu niepotrzebnego?
Sępie szkaradny,wróćże do gniazda swego!
Wróćże do miasta ojczyźnianego!
ks.Konstanty:
Igrasz z ogniem ,oficerze.
Prawdy nie widzi twój wzrok.
Wartości w które tak wierzę.
Dla ciebie są niczym mrok.
Oślepłeś,ratunku dla ciebie nie ma!
Dobrze już widzę czego Ci trzeba.
Zabrać człowieka,straże!
Chciałeś dobroci,ją ci ukażę!
(Konstanty wychodzi wraz ze strażnikami i oficerem)
Żołnierz:
Dość nam poniżania,
Dość podłego traktowania,
Dość ludzi straconych,
Dość krzywd nieosądzonych.
Niech serca zabiją nam w rytm wspólny
W rytm nadziei pełnej tęsknoty.
Za światem lepszym niż ten okrutny.
Za światem bez tej ciemnoty.
Rozrachunku czas wybił.
Sprawiedliwości!
Żołnierze:
Sprawiedliwości!