Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dość skromny wiersz(yk), jak widać przerost treści nad formą nie zawsze przynosi dobre rezultaty. po trzecim przeczytaniu widać, że trochę ociera się o banał. od poezji oczekuje się więcej niż filozoficznych przemyśleń, już to chyba gdzieś pisałam, ale trzeba być zwierzęciem poetyckim, ty jesteś póki co, czerwonym kapturkiem, a ja złym wilkiem, który poluje na tym forum, za co często obrywa zupełnie nie rozumiejąc emocji, które wywołują jego komentarze. serdeczności

Opublikowano

Po dosc dlugiej przerwie witam Cie Barbaro ...:) wierszyk jak powiedzial juz tu ktos skromny ale jak wiesz ja nie naleze do ludzi ktorzy doradza cos sensownego gdyz sama jestem bez sensu. Sciskam .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czego się To-to najadło, że tak chce po kątach rozstawiać? :)
Ja tu rzadko bywam, więc pytam uniżenie: Ono tak zawsze ma, czy przy niedzieli tylko?
"Po trzecim przeczytaniu" to powinna pojawić się jakaś interpretacja (zanim się stuknie banałem).
Autoreklama z Wilkiem (Samozłym)? ;D
pzdr. b
Opublikowano

Kochani - chyba jestem Wam winna jakieś sensowne wyjaśnienie. Rzecz ma się następująco:
Jak niektórym z Was wiadomo (a jeżeli nie, to niniejszym informuję), duch mój niepokorny, ciekawski "struś pędziwiatr" lubi sobie zwiedzać różne światy, czy też odmiennych stanów świadomości szukać. Zapewne jestem, jak ten gość z reklamy piwa, co zahaczył o latarnię. Zaraz pewnie porwie mnie wiatr zmian. Zmiana jest ponoć jedyną stałą rzeczą na tym świecie.
Ostatnio właśnie doturlałam się do przystanku Buddyzm. Hm... stoję sobie, przyglądam się temu wielce egzotycznemu zwierzowi i nie wiem, czy za ogon go złapać, czy za pysk. Póki co mocno się drapię w głowę i dumam, na czym świat stoi... przepraszam - Medytuję ;-). To nara i dzięki wszystkim za komenty./B. :-)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...