Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

idę przez dzień
przez wybebeszone podbrzusze sadu
wszystko pęcznieje
w jednej wściekłej sekundzie
światło wbite w liście
drży jak roztrzaskane szkło

chleb parzy dłonie zakalcem i słońcem
wiatr zostawia na skórze osad
spalin i mięty
wciągam powietrze:
smakuje klamką mostów, mułem rzeki
co niesie rozdęte truchła ryb
i złoto obrączek

ziemia po deszczu pachnie
świeżo rozkopanym grobem
a jednocześnie
pierwszym porankiem świata
powietrze ciężkie od narodzin
sekundy pękają jak nasiona
ciskane w biały żar


pytam: dlaczego oczy mają brzegi
skoro horyzont jest tylko pęknięciem w szkle
którego nie da się zaleczyć patrzeniem?

świat jest zbyt wielki dla mojej czaszki
pić go całymi haustami!
hartować przełyk
w fosforyzującym ścieku konstelacji!

ale język puchnie od nadmiaru smaków
przełyk jest za wąski
dla tej wezbranej rzeki

rozhermetyzować się
w samym środku własnej tkanki

bo ciało to tylko pergamin
rozpięty na turbinie świata


krew - spóźniona lawa -
wypala drogę na zewnątrz
serce tłucze się o żebra
myli druty z niebem
w płucach noszę wiatr starszy od miast
w kościach sól mórz
które wyschły zanim narodził się lęk
każde uderzenie serca to młot
w betoniarce świtu

niech światło rozsadzi kości!
niech pęknę jak owoc
zbyt długo trzymany w słońcu!

bo wszystko wyje o uwagę
trawa przebija asfalt
z precyzją skalpela
kamień nagrzany słońcem
pamięta dotyk dłoni sprzed tysiąca lat
skóra pamięta więcej niż rozum

a ja wciąż głodny
głód starszy niż moje imię
chcę jeszcze jednego drzewa
ciemnego od soków
jeszcze jednego świtu który jak nóż
wejdzie pod gardło nocy
nie nadążam kochać świata
świat zdarza się zbyt gwałtownie

stoję z otwartymi ustami
czas wlewa mi się do gardła
jak wrzący ołów
i zastyga
w dławiący fundament pod język


idę dalej
pamięć - składowisko zużytych luster
gdzie każde "kocham”
pachnie chlorem i starym lodem
usta mokre od życia
spuchnięte od słów

bo śmierć to jedyny mechanizm
którego nie umiem jeszcze zatrzymać zębami

 

 

 

 

 

 


 

Migrena

Migrena

 

 

 

idę przez dzień
przez wybebeszone podbrzusze sadu
wszystko pęcznieje
w jednej wściekłej sekundzie
światło wbite w liście
drży jak roztrzaskane szkło

chleb parzy dłonie zakalcem i słońcem
wiatr zostawia na skórze osad
spalin i mięty
wciągam powietrze:
smakuje klamką mostów, mułem rzeki
co niesie rozdęte truchła ryb
i złoto obrączek

ziemia po deszczu pachnie
świeżo rozkopanym grobem
a jednocześnie
pierwszym porankiem świata
powietrze ciężkie od narodzin
sekundy pękają jak nasiona
ciskane w biały żar


pytam: dlaczego oczy mają brzegi
skoro horyzont jest tylko pęknięciem w szkle
którego nie da się zaleczyć patrzeniem?

świat jest zbyt wielki dla mojej czaszki
pić go całymi haustami!
hartować przełyk
w fosforyzującym ścieku konstelacji!

ale język puchnie od nadmiaru smaków
przełyk jest za wąski
dla tej wezbranej rzeki

rozhermetyzować się
w samym środku własnej tkanki

bo ciało to tylko pergamin
rozpięty na turbinie świata


krew - spóźniona lawa -
wypala drogę na zewnątrz
serce tłucze się o żebra
myli druty z niebem
w płucach noszę wiatr starszy od miast
w kościach sól mórz
które wyschły zanim narodził się lęk
każde uderzenie serca to młot
w betoniarce świtu

niech światło rozsadzi kości!
niech pęknę jak owoc
zbyt długo trzymany w słońcu!

bo wszystko wyje o uwagę
trawa przebija asfalt
z precyzją skalpela
kamień nagrzany słońcem
pamięta dotyk dłoni sprzed tysiąca lat
skóra pamięta więcej niż rozum

a ja wciąż głodny
głód starszy niż moje imię
chcę jeszcze jednego drzewa
ciemnego od soków
jeszcze jednego świtu który jak nóż
wejdzie pod gardło nocy
nie nadążam kochać świata
świat zdarza się zbyt gwałtownie

stoję z otwartymi ustami
czas wlewa mi się do gardła
jak wrzący ołów
i zastyga
w dławiący fundament pod język


idę dalej
pamięć - składowisko zużytych luster
gdzie każde "kocham”
pachnie chlorem i starym lodem
usta mokre od życia
spuchnięte od słów

bo śmierć to jedyny mechanizm
którego nie umiem jeszcze zatrzymać zębami

 

 

 





  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Tak, są wiersze dobre, bo złych nie ma Są te lepsze, a tych gorszych też brak - Proszę Pana to pan gustu nie ma - Proszę Pani może nie mam ale powątpiewam    czy z poezją jest tak dobrze, że wszystkiemu się już oprze? - Ma Pan na to jakiś sposób? Jeśli to jest problem to się sam rozwiąże - W takim razie chciałbym poznać Pani imię, jeśli można? - Oczywiście, proszę bardzo bo choć jestem tu czytana    zdradzę Panu - jestem jeszcze nie nazwana  
    • @Alicja_Wysocka Cisza jest słowem o wielkiej sile, bo ma "każdą treść", każdą która rani, dla Tej, która na nie czeka.  Poetkę słowa i cisza ranią, jak innych ciosy nożem. A pióra nie waż się nie ruszać :-)
    • "Po swojemu" - tak, bo żyjemy pierwszy raz i powinniśmy się wypowiadać swoim językiem bez lęku - jak dziecko, które uczy się świata i wypowiada trochę chaotycznie, niegramatycznie, ale zawsze tak ślicznie, z radością neofity. Ale dla mnie najważniejsze jest oczekiwanie, że moje słowa "zrymują się" z czyiś sposobem widzenia świata... A rymy bywają takie różne. To jest tajemnica odnajdywania swojej połówki, nie sądzisz? :-)
    • Tu ar i limuzyny. Żar Grażyny Z. umili raut
    • @Alicja_WysockaI pewnie dlatego tak lubię gdy mnie komentujesz, nawet jeśli nie lubisz moich pod swoimi - żartuję z tym nielubieniem:))) muszę to napisać, od Ciebie każdy powinien się uczyć, masz na tyle i nie tylko wspaniałe utwory ale i tak samo subtelny dar współrozmówcy. Dziękuję za to, że zajrzałaś :) A przy ostatnim utworze dałem tylko lajka bo w komentarzach powiedziano wszystko co sam bym chciał powiedzieć :) Pozdrawiam i życzę miłego dnia dzisiejszego :)  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...