mają w sobie tyle miejsca
że echo uczy się tam chodzić na dwóch łapach
ręce czyste
bo rękawiczki pachną prochem i krwią martwych
mówią pasja
jakby pasja nie zostawiała sierści między zębami
jakby nie trzeba było jej wypluwać nocą do zlewu
rozcinają brzuchy jak korespondencję od Boga
wpychają dłonie głęboko w parujące jeszcze trzewia
żeby wyciągnąć stamtąd tęsknotę
za czymś czego nigdy nie mieli
wycinają jeszcze ciepłe serca
żeby włożyć je sobie pod koszule
i przez chwilę udawać przed lustrem
że coś w nich bije
poza strachem przed własnym cieniem
celownik to okno na koniec świata w jakości 4k
palec klika jak myszka w biurze
wysyłając życie do kosza którego nie da się opróżnić
idą do lasu
jak do sklepu mięsnego bez ścian
wybierają oczami
to drży to się nada
to ucieka będzie lepsze
śmiech niesie się dalej niż strzał
bo strzał jest krótki
a śmiech ma długie paznokcie
i skrobie nimi po korze aż do mięsa
mówią regulacja
jakby świat był zegarkiem
a oni śliną smarowali tryby
żeby ciszej umierało
zajączek jeszcze biegnie
jeszcze nie wie
że już leży
na talerzu zrobionym z opowieści
srebrne sztućce dzwonią o kości jak dzwony na trwogę
dzieci liżą talerze czyste od pytań
bo ojciec przyniósł las w reklamówce
pokrojony tak drobno
by sumienie nie mogło się zadławić
sarenka patrzy
tym swoim bezużytecznym spojrzeniem
które nie umie nienawidzić
które nie zna słowa dlaczego
to ich najbardziej boli
więc uczą ją krwi
która pachnie jak niedziela
jak rosół z poczucia winy gotowany na wolnym ogniu
wracają dumni
niosą śmierć jak dyplom
jak świadectwo z czerwonym paskiem znikania
gładzą stygnącą sierść jak policzki własnych żon
całują mokre nosy
zapominając o zapachu rozkładu
bo to jedyna miłość na jaką ich stać
miłość która nie oddycha i nie prosi o więcej
wieszają głowy na ścianach
jak trofea z własnej ciszy
szklane oczy jeleni stają się kamerami monitoringu ich pustki
żeby pilnowały
by w salonie nigdy nie zabrakło przeciągu od kul
kładą martwe sarny do łóżek zamiast dzieci
przykrywają je kocem milczenia
i szepczą do uciętych uszu
że jutro znowu kupią im śmierć na raty
bo tylko w tym chłodzie czują się jak bogowie
pokazują zdjęcia
uśmiechnięci
obok tego co już nie oddycha
pozują z własnym brakiem
a to tylko oni
rozmnożeni w nicości
aż po horyzont który nie ma gdzie się schować
bo trzeba mieć w sobie bardzo dużo miejsca
żeby zmieścić brak serca
żeby go nie usłyszeć
i jeszcze nazwać to hobby