@zawierszowana przyszedł mi do głowy wiersz, którego dawno nie czytałem, a wielu czasem czuje podobnie...
---
Idę sobie zamaszyście
i opada ze mnie życie jak jesienne liście.
Jakie liście? - dębu, brzozy, topoli,
ale to boli.
No cóż? było kilka miłości
i trwoga, i noce bezsenne,
było dużo tkliwości i złości,
wszystko zmienne.
No i lecą liście, liście,
a każde: imię.
Powiedz je uroczyście,
wymień.
Ach, nie! To już nagie gałęzie
chwytliwe.
Kiedy serce i myśl na uwięzi,
jak być szczęśliwym?
I ostał się pień nagi,
nad nim zamieci kłąb.
Odwagi!
To ja - dąb.
---
Władysław Broniewski
"Dąb"
Popatrz, mam wiatr we włosach Jeremiaszu
Dostałeś opowieść o mojej krowie
I kilka innych sekretów
Widzisz mnie z twarzą którą można zgładzić
bez broni wystawiam się na pokuszenie
Ja córeczka Boga ziołami leczę
Chowam w sobie chińskiego smoka z roku 88, siódemkę i Chirona dobrego, może najlepszego biedaka
Jakiego znał Bóg
Takiego co miarę wypełnia
A Mojra go nie gani
To mówiłam ja niegdyś córeczka Boga:
Czy piękna to dobra?
Smok dyszy i przeczy