Niebo jest dziwnie odległe,
Zmierzch błądzi poza horyzont.
Fale na skałach biją o brzeg,
Pył wody i sztandary alg.
Podniebny żeglarz zgubił kurs,
Przeżył zderzenie z ziemią.
Leży u stóp morskiej latarni,
Nie znajdzie powrotnej drogi.
Przecząc naturze,
Będzie miał sny o lataniu,
Aż w końcu o nich zapomni.
Skały są zbyt nieprzyjazne.
Wracam do środka latarni,
W kuchennej płycie dogasa światło.
Dobro i zło zmieszane razem.
Nóż jest gotowy.