Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Corleone 11

Corleone 11

   Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie?

 

                *     *     *

 

    Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma.

   - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu.

   - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia. 

   Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela. 

   - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem.

   Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur: spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności.

   - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine.

   Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie.

   - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem.

   - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu.

   - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor. 

   - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar. 

   - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni. 

   - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek.

   Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy. 

   - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem.

 

                *     *     *

 

   - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór.

   - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie. 

   Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią. 

   " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu. 

   " - Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się.

   " - Władza Sithów już nigdy nie powróci."

   Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą. 

   - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu. 

 

   * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen".

 

 

   Kartuzy, 17. Marca 2026 

 

   

 

   

Corleone 11

Corleone 11

   Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie?

 

                *     *     *

 

    Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma.

   - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu.

   - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia. 

   Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela. 

   - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem.

   Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur: spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności.

   - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine.

   Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie.

   - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem.

   - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu.

   - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor. 

   - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar. 

   - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni. 

   - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek.

   Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy. 

   - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem.

 

                *     *     *

 

   - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór.

   - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie. 

   Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią. 

   " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu. 

   "- Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się.

   " - Władza Sithów już nigdy nie powróci."

   Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą. 

   - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu. 

 

   * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen".

 

 

   Kartuzy, 17. Marca 2026 

 

   

 

   

Corleone 11

Corleone 11

   Działo się to "dawno, dawno temu w odległej galaktyce" - jak twierdzą jedni. Drudzy dopuszczają myśl - i twierdzenie - że zdarzyło się to całkiem niedawno w innym wymiarze. Są i tacy, których zdaniem opis ten stanowi przedstawienie wydarzeń z równoległej rzeczywistości. Inni wreszcie, i tu trudno określić, czy stanowią większość, czy też małoznaczną mniejszość - uważają ten ciąg zdarzeń za niezaistniały, czytaj wyjęty z mniej lub bardziej odległej przyszłości. Jednak czy nie można założyć, w każdym razie z pewnym prawdopodobieństwem, że racja jest po każdej ze stron? Innymi słowy: że działo się, dzieje i dziać będzie?

 

                *     *     *

 

    Kanclerz Palpatine, trochę utrudzony intensywnym dniem, którego część przyszło mu spędzić w Galaktycznym Senacie na wysłuchiwaniu forsujących swoje zdanie i korzyści delegatów, częściowo zaś w biurze i na szybkiej wyprawie do bliskiego Courusant systemu, wszedł pod wieczór do swego apartamentu w wysokościowcu, usytuowanym jedenaście przecznic od budynku Senatu. Przy okazji warto napomknąć, iż należał doń nie tylko ów apartament, ale i cały wieżowiec. Prawda ta była znana wielu - w końcu trudno zakładać, że przywódca Republiki ledwie wiąże koniec z końcem - ale jak przedostała się do ona do naszych czasów? Być może Autor tej opowieści ma wgląd za zasłony czasu i innych światów? Jednak czego nie wiemy, tego nie wiemy. Być może ma.

   - Usiądę sobie najpierw w obrotowym fotelu - postanowił - i pomedytuję. Wejdę w Mrok, otworzę nań umysł. Ach... - westchnął z rozkoszą, gdy znajomy chłód zaczął wkraczać w jego mentalne przestrzenie. Tak. To jest to. "Witaj Mroku, druhu mój"- zanucił ulubiony utwór - "porozmawiać chciałbym znów." Skinął uprzejmie głową i dłonią postaci, która pojawiła się tuż obok, odziana - wiadomo - w szaty o rozmaitej intensywności czerni, względnie uszyte z materiałów o różnym nią nasyceniu.

   - Mów, słucham - powiedziała, odwzajemniwszy skinięcia. 

   Uznawszy po pewnym czasie, że wystarczy otwierania umysłu na Ciemność, kanclerz podziękował i uniósł się z fotela. 

   - Do następnych odwiedzin - pożegnał gościa ukłonem.

   Skierował kroki do sypialni, zatrzymując się we drzwiach. W niej, siedząc na kanapie, czekała wyznaczona osobiście przezeń na ten wieczór dziewczyna: naturalna blondynka o jasnej cerze. Ubrana zgodnie z życzeniem w dwuczęściowy czarny garnitur, spodnie i żakiet. Dla kontrastu ze swoją karnacją i z jego urzędową powłóczystą szatą. Dodatki w postaci rajstop i pantofli, oczywiście czarnych, dopełniały wizerunku. W dni, kiedy przychodziła mu ochota na kobiece towarzystwo, udawał się do utrzymywanego z budżetu Senatu - alegalnie, rzecz jasna - haremu i wybierał sobie jedną. Nigdy więcej. Według nastroju blondynkę, brunetkę lub szatynkę. Wyłącznie ludzką, w wieku między dwadzieścia jeden a dwadzieścia pięć lat. Stosunki seksualne z kobietami w innym wieku wykraczały poza jego upodobania, tak samo jak z przedstawicielkami innych ras. I to azależnie od atrakcyjności.

   - Masz jeszcze coś na sobie? - sucho zapytał Palpatine.

   Dziewczyna zarumieniła się, trudno jej było utrzymać spojrzenie.

   - Nie, kanclerzu - po chwili milczenia zaczęła odpowiedź. - Nic ponad to, co widzisz... zgodnie z twoim życzeniem.

   - Świetnie - kiwnął głową, nie łagodząc tonu.

   - Napijemy się przedtem - oznajmił, podchodząc do stojącego obok kanapy stolika. Sięgnął po butelkę ciemnoczerwonego, półwytrawnego wina - zawczasu odkorkowanego przez kamerdynera - i nalał najpierw sobie, potem dziewczynie. Puchary wykonane były z czarnego kryształu, wino w nich wydawało się równie czarne. Wiaderko do lodu, w którym chłodziło się wino, było oksydowane na ciemnosrebrny kolor. 

   - Wypijmy za noc - uniósł naczynie i nie czekając, aż dziewczyna wypije, sam spełnił pierwszy łyk. Odstawił puchar. 

   - Chodź tu - polecił jej bez cienia łagodności. Gdy podeszła, zaczął ją rozbierać, zaczynając od spodni. 

   - Masz bardzo zgrabne nogi - stwierdził. Nie śmiała przytaknąć, chociaż doskonale to wiedziała, przytłoczona jego chłodem. - Obróć się, polecił zachowując aprzyjemny ton. - Chcę zobaczyć twój tyłek.

   Odwróciła się powoli. Niezgrabnie, mając zsunięte na stopy spodnie, krępujące ruchy. 

   - Teraz żakiet - użył tylko trochę cieplejszego tonu. - Gdy będziesz całkiem naga, połóż się - wskazał łoże. - Zaraz wrócę - rzucił, tknięty niemiłym dlań energetycznym poczuciem.

 

                *     *     *

 

   - A, to ty, Mistrzu Windu - wycedził zimno, wszedłszy do salonu. - W sumie dobrze, że przyszedłeś. Uprzyjemnisz mi wieczór.

   - To ja - Mace pozwolił sobie w uśmiechu na odrobinę mroku. - Uprzyjemnię. I owszem. Ale sobie. 

   Aktywował świetliście fioletową klingę swojego miecza. Nim Palpatine włączył własny, błyskawicznym ciosem pozbawił go broni. Razem z prawą dłonią. 

   " - A teraz zakończę to" - oznajmił tonem wojownika pewnego swojej przewagi - "raz na zawsze" - wymierzył drugie cięcie, po którym kanclerska głowa potoczyła się po ciemnomarmurowej posadzce salonu. 

   "- Raz na zawsze" - powtórzył, spojrzawszy na głowę, leżącą odeń kilka metrów, a potem na swoją dłoń, w ktorej trzymał wciąż włączony świetlny miecz. Poruszył nią lekko, uśmiechnąwszy się.

   " - Władza Sithów już nigdy nie powróci."

   Zgasił promień i wszedł do już po-kanclerskiej sypialni. Na jego widok dziewczyna zerwała się z łoża na równe nogi i zasłoniła ściągniętą z niego pościelą. 

   - Ubierz się i wyjdź stąd - polecił jej. - I zapomnij, że tu byłaś. Oraz o tym, kogo i co tu widziałaś - dodał, wysyłając telepatyczny sygnał do jej umysłu. 

 

   * Oznaczone cudzysłowami cytaty pochodzą oczywiście z Epizodów "Gwiezdnych Wojen".

 

 

   Kartuzy, 17. Marca 2026 

 

   

 

   



×
×
  • Dodaj nową pozycję...