Lulila śpisz a tam ognisko pod lasem płonie
ciepłe światło wsącza się w noc
co rusz drwa na stos rzucają młodzieńcy
senne oczy przecieraj dziewczyno
księżyc w jagodach
tylko dłonie wytrzesz o halkę
rozwleczesz ją
rozdzielisz
zielone liście paproci drżą jeszcze w srebrze
mech łagodnie łaskocze stopy
ciemna przestrzeń drga od głośnych westchnień
tylko ten żar
wchodzi w nozdrza pali piersi
zrzuć wianek już pora