Drzewka mają piętra jak spodki.
O ten biały — granat serce skrwawił.
Niebo młóci wróbelek, a jego dziobek
wiotki — pada cieniem dzioba albatrosa.
Jako smagłe klucze wiolinowe,
wśród tonów zmierzchu, kołyszą się lilie. —
Trawa już tak urosła? — Zaraz olśni rosą. —
Lecz kto zostawił w trawie — różyczki cukrowe?