twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda, która nie wierzy w ocalenie
ciemność ustępuje z trzaskiem
nie ma powietrza
jest przyciąganie
surowe bez sumienia
palce nie dotykają
palce naruszają
wchodzą pod skórę pamięci
w miejsce które znało mnie wcześniej niż ja
biodra napięte do światła
stawy śpiewają pod ciężarem
plecy - łuk elektryczny
zamykający obwód kręgosłupa
skóra znajduje skórę
bez instrukcji
bez drogi powrotnej
oddech pęka
wraca ostrzejszy
usta nie są czułe
są narządem przetrwania
smak - jedyne prawo
pot na karku
osad po wybuchu
twoje imię między zębami - iskra
serce przyspiesza za daleko
rytm przestaje być podzielny
i nagle nie wiem, kim jestem
jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie
dotyk schodzi niżej
bez wahania
tkanka ma własną grawitację
głód który zagina światło
wchodzę
nie szukam wyjścia
mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością
nasz pot - chłodziwo pękniętego rdzenia
atomy przestają być lojalne wobec ciała
czas kurczy się do tarcia
przestrzeń zaciska się jak pięść
zapadamy się w siebie
materia traci posłuszeństwo
zostaje to co przed początkiem
ciemność
tak gęsta że można ją gryźć
bez cienia
bez nas