Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda, która nie wierzy w ocalenie

ciemność ustępuje z trzaskiem

nie ma powietrza
jest przyciąganie

surowe bez sumienia

palce nie dotykają
palce naruszają

wchodzą pod skórę pamięci
w miejsce które znało mnie wcześniej niż ja

biodra napięte do światła
stawy śpiewają pod ciężarem

plecy - łuk elektryczny
zamykający obwód kręgosłupa

skóra znajduje skórę
bez instrukcji
bez drogi powrotnej

oddech pęka
wraca ostrzejszy

usta nie są czułe
są narządem przetrwania

smak - jedyne prawo

pot na karku
osad po wybuchu

twoje imię między zębami - iskra

serce przyspiesza za daleko
rytm przestaje być podzielny

 

i nagle nie wiem, kim jestem

jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie

dotyk schodzi niżej
bez wahania

tkanka ma własną grawitację
głód  który zagina światło

wchodzę
nie szukam wyjścia

mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością

nasz pot - chłodziwo pękniętego rdzenia

atomy przestają być lojalne wobec ciała

czas kurczy się do tarcia

przestrzeń zaciska się jak pięść

zapadamy się w siebie

materia traci posłuszeństwo

zostaje to co przed początkiem
ciemność

tak gęsta że można ją gryźć

bez cienia

bez nas

 

 

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda, która nie wierzy w ocalenie

ciemność ustępuje z trzaskiem

nie ma powietrza
jest przyciąganie

surowe bez sumienia

palce nie dotykają
palce naruszają

wchodzą pod skórę pamięci
w miejsce które znało mnie wcześniej niż ja

biodra napięte do światła
stawy śpiewają pod ciężarem

plecy - łuk elektryczny
zamykający obwód kręgosłupa

skóra znajduje skórę
bez instrukcji
bez drogi powrotnej

oddech pęka
wraca ostrzejszy

usta nie są czułe
są narządem przetrwania

smak - jedyne prawo

pot na karku
osad po wybuchu

twoje imię między zębami - iskra

serce przyspiesza za daleko
rytm przestaje być podzielny

jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie

dotyk schodzi niżej
bez wahania

tkanka ma własną grawitację
głód  który zagina światło

wchodzę
nie szukam wyjścia

mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością

nasz pot - chłodziwo pękniętego rdzenia

atomy przestają być lojalne wobec ciała

czas kurczy się do tarcia

przestrzeń zaciska się jak pięść

zapadamy się w siebie

materia traci posłuszeństwo

zostaje to co przed początkiem
ciemność

tak gęsta że można ją gryźć

bez cienia

bez nas

 

 

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda, która nie wierzy w ocalenie

ciemność ustępuje z trzaskiem

nie ma powietrza
jest przyciąganie

surowe bez sumienia

palce nie dotykają
palce naruszają

wchodzą pod skórę pamięci
w miejsce które znało mnie wcześniej niż ja

biodra napięte do światła
stawy śpiewają pod ciężarem

plecy - łuk elektryczny
zamykający obwód kręgosłupa

skóra znajduje skórę
bez instrukcji
bez drogi powrotnej

oddech pęka
wraca ostrzejszy

usta nie są czułe
są narządem przetrwania

smak - jedyne prawo

pot na karku
osad po wybuchu

twoje imię między zębami - iskra

serce przyspiesza za daleko
rytm przestaje być podzielny

jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie

dotyk schodzi niżej
bez wahania

tkanka ma własną grawitację
głód  który zagina światło

wchodzę
nie szukam wyjścia

mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością

nasz pot - chłodziwo pękniętego rdzenia

atomy przestają być lojalne wobec ciała

czas kurczy się do tarcia

przestrzeń zaciska się jak pięść

zapadamy się w siebie

materia traci posłuszeństwo

zostaje to co przed początkiem
ciemność

tak gęsta że można ją gryźć

bez cienia

bez nas

 

 

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda która nie wierzy w ocalenie

ciemność ustępuje z trzaskiem

nie ma powietrza
jest przyciąganie
surowe
bez sumienia

palce nie dotykają
palce naruszają granice

wchodzą pod skórę pamięci
w miejsca które znały mnie wcześniej niż ja

biodra napięte do bólu światła
stawy śpiewają pod ciężarem grawitacji
plecy wygięte jak łuk elektryczny który próbuje zamknąć obwód kręgosłupa

skóra znajduje skórę

bez instrukcji

bez drogi powrotnej

oddech rozrywa się
wraca ostrzejszy

usta nie są czułe
są narządem przetrwania

smak staje się jedynym obowiązującym prawem

pot na karku - słony osad po wielkim wybuchu
każda kropla - impuls

twoje imię między zębami
jest iskrą

serce przyspiesza
za daleko

rytm przestaje być podzielny

jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie

dotyk schodzi niżej
bez wahania

każdy ruch - głębiej
każde drżenie - bliżej

tkanka ma własną grawitację   głód który zagina światło

wchodzę w niego
nie szukam wyjścia

mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością

nasz pot to chłodziwo reaktora, który właśnie pękł
nasze atomy przestają być lojalne wobec ciała

czas kurczy się do skóry
do tarcia
do wilgotnego powietrza

przestrzeń zaciska się jak pięść

napięcie nie ma gdzie rosnąć

zapadamy się w siebie

jakby świat był tylko cienką powłoką
napiętą na nieludzki żar

przez ułamek sekundy

materia traci posłuszeństwo

zostaje to co przed początkiem

ciemność tak gęsta
że można ją gryźć

bez cienia

bez nas

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

twoje ciało wpada we mnie
jak gwiazda która nie wierzy w ocalenie

ciemność ustępuje z trzaskiem

nie ma powietrza
jest przyciąganie
surowe
bez sumienia

palce nie dotykają
palce naruszają granice

wchodzą pod skórę pamięci
w miejsca które znały mnie wcześniej niż ja

biodra napięte do bólu światła
stawy śpiewają pod ciężarem grawitacji
plecy wygięte jak łuk elektryczny który próbuje zamknąć obwód kręgosłupa

skóra znajduje skórę

bez instrukcji

bez drogi powrotnej

oddech rozrywa się
wraca ostrzejszy

usta nie są czułe
są narządem przetrwania

smak staje się jedynym obowiązującym prawem

pot na karku - słony osad po wielkim wybuchu
każda kropla - impuls

twoje imię między zębami
jest iskrą

serce przyspiesza
za daleko

rytm przestaje być podzielny

jedno uderzenie
jedna krew
jedno narastanie

dotyk schodzi niżej
bez wahania

każdy ruch - głębiej
każde drżenie - bliżej

tkanka ma własną grawitację   głód który zagina światło

wchodzę w niego
nie szukam wyjścia

mój szkielet staje się anteną
odbieram cię każdą kością

nasz pot to chłodziwo reaktora, który właśnie pękł
nasze atomy przestają być lojalne wobec ciała

czas kurczy się do skóry
do tarcia
do wilgotnego powietrza

przestrzeń zaciska się jak pięść

napięcie nie ma gdzie rosnąć

zapadamy się w siebie

jakby świat był tylko cienką powłoką
napiętą na nieludzki żar

przez ułamek sekundy

materia traci posłuszeństwo

zostaje to co przed początkiem

ciemność tak gęsta
że można ją gryźć

bez cienia

bez nas

 

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...