Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

       Byli prawdziwie niezłomni…

Choć zwyciężeni… Niepokonani!

Swym bohaterstwem na kartach historii

Złotymi zgłoskami się zapisali…

 

Gdy biało-czerwona flaga,

Nad Bramą Brandenburską załopotała,

A ostatni do wroga strzał,

Ucichł już na ulicach Berlina,

 

Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko

I powojenny świat kształtował się na nowo,

A żelazna kurtyna opadała nad Europą,

Stary kontynent na pół dzieląc,

 

Choć ucichły już alarmowe syreny,

Przestały spadać na miasta bomby,

Rozległe, nieprzebrane polskie lasy,

Pozostały pełne partyzantów młodych,

 

Choć w cieniu jałtańskiej zdrady,

Świat odwrócił się do nich plecami,

Oni swym ideałom oddani,

Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,

 

Sami sobie pozostawieni,

Zdradzeni przez aliantów zachodnich,

Przezornie nie złożyli broni,

Mundurów swych nie ukryli…

 

Gdy przysięgali na sztandar,

W serca ich wstępowała odwaga,

Niebezpieczeństw nie lękała się dusza,

Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,

 

Gdy brali w ręce swe karabiny,

Gotowi byli nie szczędząc sił,

W niejednym rozpaczliwym boju krwawym,

Nowemu okupantowi czoła stawić…

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Byli prawdziwie niezłomni…

Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni!

W swych bliskich i krewnych pamięci,

Przez lata pozostali niezatarci …

 

Gdy długa straszna komunizmu noc,

Spowiła kraj wyniszczony wojną,

Nadziejom Polaków bolesny zadając cios,

Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,

 

Latem szli leśnymi wąwozami,

Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc,

Zimą przedzierali się poprzez zaspy,

Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,

 

Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi

W licznych potyczkach zadając straty,

Wszelkie komunistom krzyżując plany,

Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…

 

Choć strach zaglądał im w oczy,

Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi,

A gdy powieki do snu zmrużyli,

Pełne niepokoju były ich sny,

 

Sowieckich represji się nie przelękli,

Stawiając tamę komunizmowi,

Na posterunku wiernie wciąż trwali,

Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…

 

Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy,

Głód, chłód i częste choroby,

W ulewne deszcze mundur przemoczony,

Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,

 

By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić,

Ofiarowując rodakom dar wolności,

W uporze swym pozostali niewzruszeni,

Nie zawrócili z obranej drogi…

 

 

Byli prawdziwie niezłomni…

Na przekór powszechnej sowietyzacji,

Rugowaniu zewsząd religii,

Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!

 

Na starych kartkach pożółkłych,

Skromne antykomunistyczne ulotki,

Pisane starym piórem wysłużonym,

Także wtedy bronią ich były,

 

Pistolet kurczowo trzymany w dłoni,

W ciężkich chwilach dodawał im otuchy,

Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy,

Zaciskał się wokół lasów rozległych,

 

A gdy umknęli pościgowi,

Całując swe metalowe ryngrafy,

Licznymi wspólnymi modlitwami,

Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…

 

I w cieniu drzew rozłożystych,

Przyklękali znużeni partyzanci,

Przesuwając różańców paciorki,

O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,

 

Za poległych kolegów dusze,

Ukradkiem ocierając łzę,

Modlili się gorąco i rzewnie,

Wierząc w ich nad nimi opiekę…

 

Gdy oddany Ojczyźnie kapelan,

Nad pochyloną głową partyzanta,

Z nabożnością kreślił znak Krzyża,

W imię Boga grzechy odpuszczał,

 

Odtąd każdy z nich,

Na śmierć był już gotowym,

Wierząc w sens poniesionej ofiary,

Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…

 

 

Byli prawdziwie niezłomni…

Takimi ich zapamiętamy!

O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym,

W przyszłości naszym wnukom opowiemy…

 

Choć przez komunistyczne władze wyklęci,

Na zapomnienie i pogardę skazani,

Przez patriotów o sercach prawych,

W całej Polsce dziś czczeni,

 

We wszystkich zakątkach Polski,

W wioskach odludnych i miastach gwarnych,

Poświęcone im pomniki,

W setkach możemy dziś liczyć…

 

Choć dziś próbuje się ich oczerniać,

W potokach głośnych medialnie kłamstw,

A w pseudohistorycznych opracowaniach,

Haniebne zbrodnie im przypisywać,

 

Na przekór trendom szkodliwym,

W umysłach i sercach naszych,

Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści,

Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,

 

Dziś nie są już zapomniani,

W świadomości patriotów współczesnych,

Nareszcie należne im miejsce zajęli,

A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!

 

Dziś odpalane skrzące race,

Rozpostarte flagi biało-czerwone,

Znicze migocące przed każdym pomnikiem,

Uniżonym dla nich są hołdem…

 

Także skromny ten wiersz

I ja z potrzeby serca skreśliłem,

By w poświęcony im dzień

Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!

 

- Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

 

 

 

 

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Berenika97 Wierność kosztem wszystkiego!!! Ech... Dlaczego ta idea nie przyświeca naszym politycznym elitom?... Gdyby ta idea przyświecała naszym politykom to Polska byłaby Rajem na Ziemi! Pozdrawiam Najserdeczniej!

 

@Nata_Kruk Najserdeczniej Dziękuję Ci za podzielenie się swoją opinią! Pozdrawiam Najserdeczniej!

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        A szkoda.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...