Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W przeciągu dnia
W różnych chwilach
Staje Cień
Przed wyborem

Nie lubi tego robić

Co zjeść na śniadanie
Czym przyprawić mięso
Przygotowane do obiadu
Albo z czym zjeść chleb

Wbrew pozorom
Wybory nigdy nie są łatwe
A Cień nie lubi banałów
Wybiera to co
Nie zawsze wydaje się oczywiste
Tak jest z wieloma
Rzeczami które

Napotyka na drodze

Na przykład
W którą stronę skręcić
Droga w okolicy
Rezydencji Cienia
Ma dwa rozwidlenia
Prawe i lewe

Każde ma swoje konsekwencje

Jak skręci w lewo
Napotyka osiedle biednych
Sfrustrowanych swoją biedą
Którzy z głodu
Zaczynają kraść
Co popadnie
Sprzedając to potem
W okolicznym lombardzie

Nie lubi tamtędy przechodzić

Zawsze coś traci z siebie
Zegarek portfel
Żeby tylko tyle
Ale przynajmniej nie patrzą na niego z góry
To nieoczywisty wybór
Pójść na lewo
Szczególnie dziś
Kiedy radzą iść środkiem

Jeśli Cień skręca w prawo
Trafia na osiedle
Bogate dobrze zagospodarowane
Zbudowane od linijki
Gdzie domy są w równych
Odległościach
I żaden się nie wyróżnia
Żeby przypadkiem
Nie uznano go za obcego
W koniunkturze architektonicznej

Wtedy burmistrz
Zleciłby demontaż
Takiej posesji
Częściej chadza jednak tędy
Przynajmniej nic nie gubi
Choć czuje się tu nieswojo
To woli mieć wszystko przy sobie
Czuje jednak dziwną solidarność
Z tymi mieszkającymi na lewo

Spotyka się z nimi
Poza ich matecznikiem
Rozmawiają długimi godzinami
Nigdy nie ma konsensusu
Cień nie zgadza się z polityką burmistrza
Ale z powodów innych niż Ci którzy mieszkają na lewo

To ciekawe
Na jak różne sposoby
Można skrytykować
Jedną osobę z centrum miasta

Kiedy Cień spotyka się
Z tymi mieszkającymi na prawo
To czuje się jakby
Cofnął się o dwieście lat
Buduje skomplikowane zdania
Różne figury filozoficzne
Mówi z nimi jak chcą
Podoba mu się to
Jednak jest w tym lekka satysfakcja

Czasem jednak
Różnią się fundamentalnie
Oni nie chcą
Wychodzić z domów
To go najbardziej dotyka
Boli codzienna droga
O różnych wyborach

Idzie Cień tam
Gdzie niesie go chwila
Choć zawsze
Pozostaje przecież
Taki jak dzień wcześniej
Ten sam Cień

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @TTL Idealne ukazanie przemiany z kochającej kobiety na zniszczoną przez złe doświadczenia femme fatale, z silnie narcystyczną osobowością. Czytając ten utwór, przypomniałem sobie siebie… młodego, niedoświadczonego, który był w stanie poświęcić, oddać siebie… bezgranicznie.    Pozdrawiam serdecznie.
    • @wiersze_z_szuflady dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Najprzedniejszego wina kropelka, Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha, Spłynęła po brodzie dumnego króla, Dziwiąc się pięknu jego oblicza,   Gdy tak bezładnie spadała, Zachwycając się pięknem królewskich szat, Całą jego sylwetkę ujrzała, Widokiem tym do głębi poruszona,   W jednej krótkiej chwili, Ujrzała wszystkich znakomitych gości, Monarchów i dostojników z całej Europy, Królów i arcybiskupów dostojnych,   I wielkim zapłonąwszy zachwytem, Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę, Skąpaną w blasku niezliczonych świec, Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem,   Na suto zastawionych stołach, Nie zabrakło najwyszukańszych potraw, Uginały się pod ciężarem mięsiwa, A królowała niepodzielnie dziczyzna,   Widząc kunsztowne złote korony, Zdobiące je krwistoczerwone rubiny, Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich, Towarzystwa czystego złota zażyć,   Widząc lśniące królewskie płaszcze, Najokazalszym futrem podszyte, Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem, Ośmieliła się zamarzyć skrycie,   Widząc wielkie złote misy, Zachwycona blaskiem ich skrzącym, Zapragnęła w sobie go odbić, Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry,   Widząc śnieżnobiałe obrusy, Pozazdrościła im ich bieli, Zamarzyła którykolwiek z nich splamić, By na zawsze pozostać tylko z nim,   Lecz mim drgnęła króla powieka, Skończył się krótki jej czas, Była bowiem zbyt maleńka, By dłużej niż króciutką chwilę trwać,   Gdy na posadzkę spadła, W okamgnieniu się rozprysła, Przez nikogo niezauważona, Krótki żywot swój zakończyła…   Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, Nie znalazła się na kronik kartach, Lecz by nie pozostała zapomniana, Skreślił wiersz o niej skromny poeta...    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku.        
    • [w odpowiedzi na wiersz "[kiedy to wszystko się wreszcie skończy]" autorstwa Michał Pawica]   kiedy to wszystko się wreszcie zacznie jeśli kiedyś się w końcu zacznie/skończymy z oduczaniem milczeniem/się od końca   bo język, który został wyrwany z tobą wciąż liczy, że jest w pełni autotomiczny odrośnie jak jaszczurce ogon: gładki, syczący, dwujęzyczny, czerwony bez białej patyny z całym arsenałem smaczków   <za/pomni o czymś takim jak ageuzja>   posmakuje ziemię - znaczy: skosztuje owoców pracy własnych rąk, które były skłonne po/święcić nienaganną aparycję pa/paznokci - to one drapały ziemię po grzbiecie z  którego za/rosło kiedyś inter/pol/e makami z surową rybą i środkiem usypiającym   po/smaku/je słowo z/ja/wy jawa - nie-sen jawa - wyspa java - język post/rzeczy/wistości ob/jawy: cisza jak makiem zasiał   od/smakuje słowo am-am ale brzmi ono jak ostatnia wola skazanego wykrzyczana za/żądana za/rządzana ost/tatni po/osiłek z maka   więc nie pytam o czym/jest ten wiersz jest jak... "zzz" bz/z/zyczenie muchy z/z/zająknięcie snu z/z/zszargane nerwy z/z/zmowa milczenia niech poezja mówi sama za siebie, niech z/z/z poetą dobierze się jak w korcu maku
    • @Berenika97 piękne! dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @LessLove szarmanckie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...