Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

                       gdzieś w Polsce

 

 

 

 

 

 

 

Na portalu poetyckim
największą fikcją nie jest metafora.

Największą fikcją jest wiek.

PESEL zostawia buty przed drzwiami.
Czas wisi na wieszaku jak stary płaszcz.
Metryka udaje, że nie zna hasła.

On „Wieczny_Poeta_42”.

Brzydki jak noc bez latarni
i bez refundacji.

Twarz jak źle złożone origami,
które ktoś próbował wygładzić
żelazkiem z filtrem upiększającym.

Uśmiech przegrany z grawitacją.
Powiek nie domyka już romantyzm,
tylko reumatyzm.

Zmarszczki układają się w mapę,
z której dawno wycofano młodość.

W opisie:
„Dziki wilk z temperamentem wulkanu.”

Wilk wyje do księżyca.
Księżyc ma kształt tabletki nasennej
i termin ważności do końca miesiąca.

Ona  „NamiętnaWiosna27”.

Rocznik elastyczny
jak jej deklaracje.

Dłonie jak wyschnięte koryto rzeki,
która pamięta powódź
z epoki Gomułki.

W awatarze skrzydła, zachód słońca,
róż w kolorze "wieczna młodość”.

W rzeczywistości zachód
przychodzi szybciej niż słońce.

Pod wierszem o przemijaniu
zaczyna się spektakl.

- Gdzie jesteś, mój płomieniu?
- Lecę do ciebie, pantero nocy!

Pantera szlifuje pazury
pilnikiem do pięt.

Wilk ostrzy kły
o bułkę z masłem i protezę.

-  Do twoich ust chciałbym zajść jak pielgrzym…
- Rozchylam skrzydła tylko dla ciebie…

Skrzydła trzeszczą jak parkiet w sanatorium.
Usta, suche jak pergamin konstytucji,
szukają Coregi
jak prawdy o sobie.

- Rozpalasz mnie jak sierpień w Toskanii!
Toskania kończy się na balkonie
z widokiem na śmietnik
i sąsiada w podkoszulku z poprzedniego ustroju.

- Jesteś moją młodością!

Słowa mają w sieci plastikowe kości,
nie łamią się, nawet gdy są puste.

Młodość ma siedemdziesiąt dwa lata
i kartę seniora.

On pisze:
"Mam w sobie dzikość.”

Ma.
Dziko rosnące brwi
i cholesterol bez kagańca.

Ona:
"Przy tobie czuję się jak dziewczyna.”

Dziewczyna z rocznika,
który pamięta czarno-białą telewizję
i smak oranżady w proszku.

W komentarzach tropiki.
W rzeczywistości polar
i termofor z doświadczeniem.

- Leżę i drżę, myśląc o tobie…

Drży.
Ale to tylko powiadomienie
o niskim stanie baterii
w rozruszniku serca.

- Zabiorę cię w świat namiętności!

Świat zaczyna się przy kanapie,
kończy na pilocie
i ma zasięg do lodówki.

A jednak piszą.

Serduszka płoną jak fajerwerki w sylwestra,
który pamięta trzy dekady wstecz.
Emotikony eksplodują.
Zmarszczki wylogowują się z twarzy.
Czas dostaje bana.

Miłość w trybie online
nie ma zapachu skóry
tylko zapach plastiku i kurzu z klawiatury.

Wiek znika.
PESEL milczy.
Metryka udaje literówkę.

On - origami z filtrem.
Ona - filiżanka z odpryskiem,
która wciąż chce być porcelaną z wystawy.

Ale w sekcji komentarzy
są Boginią i Wilkiem.
Panterą i Wulkanem.
Skrzydłami i Ogniem.

Kochają się bezwstydnie
między przecinkiem a kropką,
między jedną dawką a drugą,
między „ach” a „och”,
między aktualizacją systemu
a przypomnieniem o lekach.

Bo tam
nikt nie ma lustra.
Nikt nie ma zmarszczek.
Nikt nie ma lat.

Jest tylko płomień.
I klawiatura.

A rano,
zanim słońce obnaży kurz na monitorze,

Bogini idzie do apteki
po młodość w żelu
i promocję dwa w cenie jednego.

Wilk smaruje kręgosłup
maścią na bohaterstwo
i udaje, że to blizny po walce.

Patrzą w swoje odbicia
w wygaszonym ekranie.

Czarny monitor
oddaje twarz bez filtra.
Bez skrzydeł.
Bez wulkanu.
Bez tropików.

Kiedy ekran gaśnie.
Czas wraca jak komornik
po zaległe lata.

I tylko oczy
na chwilę
są naprawdę młode.

Bo w świecie, który już ich skreślił,
tylko klawiatura
mówi do nich "kocham”.

Bo czekają na wieczór,
by znów stać się bogami
w systemie Windows.

Tam zmarszczki są błędem renderowania.

Tam serce ma nieograniczoną pamięć RAM.

Tam czas nie ma dostępu administratora.

Tam wiek
jest tylko ustawieniem prywatności.

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

                    gdzieś w Polsce

 

 

 

 

 

 

 

Na portalu poetyckim
największą fikcją nie jest metafora.

Największą fikcją jest wiek.

PESEL zostawia buty przed drzwiami.
Czas wisi na wieszaku jak stary płaszcz.
Metryka udaje, że nie zna hasła.

On „Wieczny_Poeta_42”.

Brzydki jak noc bez latarni
i bez refundacji.

Twarz jak źle złożone origami,
które ktoś próbował wygładzić
żelazkiem z filtrem upiększającym.

Uśmiech przegrany z grawitacją.
Powiek nie domyka już romantyzm,
tylko reumatyzm.

Zmarszczki układają się w mapę,
z której dawno wycofano młodość.

W opisie:
„Dziki wilk z temperamentem wulkanu.”

Wilk wyje do księżyca.
Księżyc ma kształt tabletki nasennej
i termin ważności do końca miesiąca.

Ona  „NamiętnaWiosna27”.

Rocznik elastyczny
jak jej deklaracje.

Dłonie jak wyschnięte koryto rzeki,
która pamięta powódź
z epoki Gomułki.

W awatarze skrzydła, zachód słońca,
róż w kolorze "wieczna młodość”.

W rzeczywistości zachód
przychodzi szybciej niż słońce.

Pod wierszem o przemijaniu
zaczyna się spektakl.

- Gdzie jesteś, mój płomieniu?
- Lecę do ciebie, pantero nocy!

Pantera szlifuje pazury
pilnikiem do pięt.

Wilk ostrzy kły
o bułkę z masłem i protezę.

-  Do twoich ust chciałbym zajść jak pielgrzym…
- Rozchylam skrzydła tylko dla ciebie…

Skrzydła trzeszczą jak parkiet w sanatorium.
Usta, suche jak pergamin konstytucji,
szukają Coregi
jak prawdy o sobie.

- Rozpalasz mnie jak sierpień w Toskanii!
Toskania kończy się na balkonie
z widokiem na śmietnik
i sąsiada w podkoszulku z poprzedniego ustroju.

- Jesteś moją młodością!

Słowa mają w sieci plastikowe kości,
nie łamią się, nawet gdy są puste.

Młodość ma siedemdziesiąt dwa lata
i kartę seniora.

On pisze:
"Mam w sobie dzikość.”

Ma.
Dziko rosnące brwi
i cholesterol bez kagańca.

Ona:
"Przy tobie czuję się jak dziewczyna.”

Dziewczyna z rocznika,
który pamięta czarno-białą telewizję
i smak oranżady w proszku.

W komentarzach tropiki.
W rzeczywistości polar
i termofor z doświadczeniem.

- Leżę i drżę, myśląc o tobie…

Drży.
Ale to tylko powiadomienie
o niskim stanie baterii
w rozruszniku serca.

- Zabiorę cię w świat namiętności!

Świat zaczyna się przy kanapie,
kończy na pilocie
i ma zasięg do lodówki.

A jednak piszą.

Serduszka płoną jak fajerwerki w sylwestra,
który pamięta trzy dekady wstecz.
Emotikony eksplodują.
Zmarszczki wylogowują się z twarzy.
Czas dostaje bana.

Miłość w trybie online
nie ma zapachu skóry
tylko zapach plastiku i kurzu z klawiatury.

Wiek znika.
PESEL milczy.
Metryka udaje literówkę.

On - origami z filtrem.
Ona - filiżanka z odpryskiem,
która wciąż chce być porcelaną z wystawy.

Ale w sekcji komentarzy
są Boginią i Wilkiem.
Panterą i Wulkanem.
Skrzydłami i Ogniem.

Kochają się bezwstydnie
między przecinkiem a kropką,
między jedną dawką a drugą,
między „ach” a „och”,
między aktualizacją systemu
a przypomnieniem o lekach.

Bo tam
nikt nie ma lustra.
Nikt nie ma zmarszczek.
Nikt nie ma lat.

Jest tylko płomień.
I klawiatura.

A rano,
zanim słońce obnaży kurz na monitorze,

Bogini idzie do apteki
po młodość w żelu
i promocję dwa w cenie jednego.

Wilk smaruje kręgosłup
maścią na bohaterstwo
i udaje, że to blizny po walce.

Patrzą w swoje odbicia
w wygaszonym ekranie.

Czarny monitor
oddaje twarz bez filtra.
Bez skrzydeł.
Bez wulkanu.
Bez tropików.

Kiedy ekran gaśnie.
Czas wraca jak komornik
po zaległe lata.

I tylko oczy
na chwilę
są naprawdę młode.

Bo w świecie, który już ich skreślił,
tylko klawiatura
mówi do nich "kocham”.

Bo czekają na wieczór,
by znów stać się bogami
w systemie Windows.

Tam zmarszczki są błędem renderowania.

Tam serce ma nieograniczoną pamięć RAM.

Tam czas nie ma dostępu administratora.

Tam wiek
jest tylko ustawieniem prywatności.

 

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...