Nie „setem” jesteś, lecz sceną, mój panie,
na której dni twe grają swe tragedie;
raz król w purpurze, raz błazen w kaftanie,
raz cień, co własne ściga przepowiednie.
Praca — to sufler, co zza kulis szepce,
byś mówił kwestie cudze, nie swe własne;
aż w końcu maska tak do twarzy przylgnie,
że nie wiesz, które rysy są prawdziwe.
A jeśli okno w tobie się zamyka,
to nie przez rygiel świata — lecz twe dłonie;
bo człek jest kluczem do swych tajemnic sam
i sam się więzi w niewidzialnym tronie.
Więc strzeż się chwili, gdy przy końcu sztuki
usłyszysz ciszę — zamiast ludzkiej wrzawy;
bo straszniej milczy widownia niż krzyki,
gdy aktor nie wie, kim był dla tej sprawy.
inspirowane Szekspirem