Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

jesteś ...

czasami giniesz z oczu 

tamte dni...

 

morze nie zawsze wzburzone 

potrafi się zamyślić 

bawić piaskiem na plaży 

gdy praży słońce 

zanurza się głęboko 

tam nie tylko chłód 

ciemność gładzi 

zakrywa codzienność 

obmywa myśli 

nie zawsze jest ochota 

bycie w świetle 

 

drobne fale 

na powierzeni 

spoglądają w niebo 

próbują odnaleźć 

sens poszukiwań złudzeń 

nigdy nic dobrego 

nie dały 

 

dinozaury zniszczyły 

planetę 

 

a my 

czy my ...

 

2.2026 andrew 

 

Edytowane przez andrew (wyświetl historię edycji)
  • andrew zmienił(a) tytuł na niedoskona- łość bywa ślepa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@andrew, zostawiam plusik, ciekawe rozmyślania z poszumem fal... ale zapytam, dlaczego rozdzieliłeś tytułową .. niedoskonałość.? Wg mnie, niepotrzebnie.

Kończę czytanie na słowach, jak w cyt. wyżej. Te dinozaury pomijam, bo czy naprawdę.. one.?

Trzymaj się... :)

Opublikowano

@Nata_Kruk

Dziękuję za uwagi

może być bycie ,

Rozdzieliłem ,bo wyświetlało osobno w tytule ,,ść,,

Dinozaury dałem, bo ekolodzy uważają, że planetę ktoś niszczy...dbać jestem za,ale czy będzie istniała to siła wyższa. 

Pozdrawiam serdecznie 

Miłego wieczoru 

 

@Nata_Kruk

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@andrew

 

Zaskoczyło mnie to przejście od kojącego szumu morza do refleksji o dinozaurach i zagładzie. To zestawienie sprawia, że wiersz przestaje być tylko "morski", a staje się niepokojącym pytaniem o naszą własną obecność tutaj. Bardzo daje do myślenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma Przyjazny... Zapraszam !
    • bo nie muszę być robotnicą  ani naukowcem męczyć się rękoma  i mózgiem    składam sobie słowa co przelatują mi przed czołem  w sposób swobodny   a efekt? no cóż... nie zawsze zadowalający ;)   lecz co szkodzi bawić się  słowami 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Nata_Kruk :) fakt, urodzie czasem trudno się oprzeć, ale jednak trzeba ... Dzięki. Jeszcze zimowo, ale już niedługo więcej ciepełka :)
    • @violetta   dlaczego nas obrażasz Violetta ;))) ?  co tak Tobie przeszkadza ? Hmmm …    
    • Nie wiem, czy to życie, czy tylko sen śniący się samemu sobie przeze mnie jak przez organ pozbawiony nerwów. Nie jestem już śniącym. Jestem miejscem, w którym sen zapomniał wyjść na jaw. Może nigdy się nie obudziłem. Może przebudzenie też było snem, tylko o większej jasności, jak sterylna sala operacyjna w cudzym, wyczyszczonym wspomnieniu. Chodzę po dniach jak po miękkiej tkance, która ugina się, lecz nigdy nie pęka  jakby świat panicznie bał się mnie zranić, bo rana zmusiłaby go przyznać, że istnieję. A przecież jestem tylko światłem, które zbyt długo stało w jednym punkcie i wypaliło dziurę w nicości. To, co widzę, to nie rzeczywistość, lecz strup na tamtym świetle, którym byłem. Ludzie mówią do mnie, a ich głosy są jak dane wysyłane na serwer, który dawno przestał przyjmować hasła. Słowa wpadają do środka, nie znajdują adresata i osiadają we mnie jak kurz w opuszczonym szpitalu: jest prąd, jest aparatura, ale nie ma już żadnego pacjenta. Dotykam świata i on odpowiada dotykiem, jak dwaj nieznajomi w ciemności, którzy ściskają sobie dłonie tylko po to, żeby sprawdzić, czy obaj jeszcze nie umarli. Czas płynie, lecz jest rzeką bez wody. To tylko koryto, które pamięta nurt i codziennie udaje, że go czuje. Jestem opóźnieniem sygnału. Informacją o życiu, która dociera na miejsce wtedy, gdy miejsce przestało istnieć. Wszyscy widzą blask i mówią: „oto on”. A ja wiem, że źródło dawno zapadło się w siebie i tylko bezwładność prawdy podtrzymuje mój kształt. Nie jestem ani snem, ani jawą. Jestem błędem w kodzie źródłowym dnia. Resztą po dzieleniu bytu przez sens. Resztą, której byt nie potrafi zaokrąglić do żadnej pełnej osoby. Świat mnie nie koryguje, bo musiałby przyznać, że jego równanie od początku było domknięte na siłę. Oddala się coś i wiem, że to ja odchodzę ode mnie. Najgorzej jest wieczorem. Czuję wtedy, że moje „ja” leży gdzieś indziej, podłączone do aparatury, której nie widzę. A to, czym mówię i czym kocham, jest tylko znieczuleniem, które dostało pozwolenie na ruch. Boję się przebudzenia. Bo jeśli się obudzę, okaże się, że całe moje życie było tylko sekundą między dwoma uderzeniami serca, z których drugiego nie było w planach. Więc trwam. Półprzytomny. Półprawdziwy. Jak błąd, który stał się częścią systemu, bo jego usunięcie wymagałoby napisania świata od nowa.            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...