Gdzieś na zachodzie, w utopijnej krainie
jest piękne miejsce położone na równinie.
W promieniach słońca i blasku księżyca,
swoim pięknem wciąż onieśmiela i zachwyca.
Radosne dzieci i ludzie zawsze mili,
ja marzę by tam wracać, w każdej wolnej chwili.
Wieczorową porą przechadzam się po mieście,
jestem bardzo szczęśliwa, mogę powiedzieć - wreszcie.
To moje ukochane miejsce na świecie,
nic tego nie zmieni - mówcie co chcecie.
Zadbane budynki, wąskie ulice,
ja wciąż się zachwycam zwiedzając okolice.
Siedząc na ławce w parku Chopina słucham śpiewu ptaków,
szukam na niebie jakichkolwiek znaków.
Znaków, że to nie koniec tej cudownej chwili,
niestety wszystko się kiedyś kończy moi mili.
W tym momencie uchylam powieki
i wiem, że był to sen od prawdy daleki.
Żal rozrywa serce moje,
a ja wciąż w miejscu stoję.
Z dala od mojego ukochanego miasta,
mój smutek i żal nieustannie wzrasta.