Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena




miasto wypociło strupiałą skórę
wciska nam twarze w krwawiący beton.


jest dziś jak otwarty brzuch,
rozpruty nocą nożem koparki
śliskie trzewia kanalizacji
parują.

zaułek oddycha
parą z kanałów,
neonami, które szarpią oko
padaczka świata,
jak nerw,
którego nie da się już uspokoić.

każdy zaułek
jest zgrzytaniem zębów o szkło.

w zaułku,
gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią,
a mur pamięta więcej potu
niż modlitw.

stoimy blisko,
za blisko
aż coś trzeszczy między nami.

brakuje miejsca na oddech.

jej płaszcz to skóra,
którą zdzieram zębami
jak z padliny,
pod spodem
musi być wyjście
albo przepaść.

nasze ciała płoną w zaułku jak trupy
jakby miasto oblało nas benzyną
i rzuciło niedopałek neonu.


moje dłonie nie pytają,
wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek
rozrywamy się na pół.

moje ciało w twoim jako jedyny
miękki punkt
w którym jeszcze nie ma betonu.



wiedzą tylko,
gdzie boli najbardziej.

między nami zwarcie
jak kabel bez izolacji,
skurcz,
który wykręca palce
na biodrach.

usta nie mówią.
usta to rozszarpana rana,
zszywana na brudno
w bramie,
zardzewiałym drutem
i jej śliną,
bez znieczulenia,
na żywca.

miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic
ciekawy, czy jeszcze drgniemy.

jesteśmy jak dwa szczury
w tętniącym kanale,
które miasto przeoczyło
przy dezynfekcji.

oddech wpada w oddech,
jakby miasto dławiło się
własnym tętnem,
próbowało nas wypluć
i nie mogło.

cegły wrzynają się w łopatki,
miasto
chce nas żywcem wmurować w siebie.

czuję, jak pęka tynk
pod twoim ciężarem,
ściana
nie chce być świadkiem.


czas wymiotuje pod ścianą
skowyczącym echem
wdeptany w asfalt przez tych,
co zdążyli nas przeżyć.

my jeszcze nie
my jeszcze w sobie.

to nie jest czułość.
to odruch przetrwania.

to panika ciała,
że za chwilę znów będzie samo,
że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego,
że miasto nie zdążyło zgasić światła,
że świt zabierze wszystko,
co teraz drży.

dwoje ludzi
przestaje się mieścić
we własnej skórze
w zaułku wielkiego miasta,
gdzie miłość nie ma imienia,
ma tylko puls
temperaturę
i ślady,

które miasto zliże jak krew,
zanim przełkniesz
własny strach.

ale ciało zapamięta.

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena




miasto wypociło strupiałą skórę
wciska nam twarze w krwawiący beton.


jest dziś jak otwarty brzuch,
rozpruty nocą nożem koparki
śliskie trzewia kanalizacji
parują.

zaułek oddycha
parą z kanałów,
neonami, które szarpią oko
padaczka świata,
jak nerw,
którego nie da się już uspokoić.

każdy zaułek
jest zgrzytaniem zębów o szkło.

w zaułku,
gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią,
a mur pamięta więcej potu
niż modlitw.

stoimy blisko,
za blisko
aż coś trzeszczy między nami.

brakuje miejsca na oddech.

jej płaszcz to skóra,
którą zdzieram zębami
jak z padliny,
pod spodem
musi być wyjście
albo przepaść.

nasze ciała płoną w zaułku jak trupy
jakby miasto oblało nas benzyną
i rzuciło niedopałek neonu.


moje dłonie nie pytają,
wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek
rozrywamy się na pół.

moje ciało w twoim jako jedyny
miękki punkt
w którym jeszcze nie ma betonu.



wiedzą tylko,
gdzie boli najbardziej.

między nami zwarcie
jak kabel bez izolacji,
skurcz,
który wykręca palce
na biodrach.

usta nie mówią.
usta to rozszarpana rana,
zszywana na brudno
w bramie,
zardzewiałym drutem
i jej śliną,
bez znieczulenia,
na żywca.

miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic
ciekawy, czy jeszcze drgniemy.

jesteśmy jak dwa szczury
w tętniącym kanale,
które miasto przeoczyło
przy dezynfekcji.

oddech wpada w oddech,
jakby miasto dławiło się
własnym tętnem,
próbowało nas wypluć
i nie mogło.

cegły wrzynają się w łopatki,
miasto
chce nas żywcem wmurować w siebie.

czuję, jak pęka tynk
pod twoim ciężarem,
ściana
nie chce być świadkiem.


czas wymiotuje pod ścianą
skowyczącym echem
wdeptany w asfalt przez tych,
co zdążyli nas przeżyć.

my jeszcze nie
my jeszcze w sobie.

to nie jest czułość.
to odruch przetrwania.

to panika ciała,
że za chwilę znów będzie samo,
że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego,
że miasto nie zdążyło zgasić światła,
że świt zabierze wszystko,
co teraz drży.

dwoje ludzi
przestaje się mieścić
we własnej skórze
w zaułku wielkiego miasta,
gdzie miłość nie ma imienia,
ma tylko puls
temperaturę
i ślady,

które miasto zliże jak krew,
zanim przełkniesz
własny strach.

ale ciało zapamięta.

 

 

 

 

 

 

 

 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Skończyłeś swoją walkę?   czy dalej kopiesz   część ciebie jest dalej pod ziemią nie krzyczy czeka uwięziona w swoich wyobrażeniach   tym kim chciałeś być   patrzysz w lustro za długo   jesteś taki jaki widzisz odbicie nie kłamie   budzisz się nie przez słowa   słowa już były nic nie zmieniły   budzisz się przez czucie którego nie da się wyłączyć   więc   co czujesz teraz   jesteś lepszy? będziesz?   albo nie...     ---  
    • różo, ty jesteś w boskości natchniona tyś moja poskromiona jesteś w miłości urodzajna różo ty moja nadzwyczajna jesteś kwiatem z błękitnego nieba różą, co czułości nam potrzeba jesteś tajemnicą wszystkich olśnień swymi płatkami nakrywasz niczym pościel różo, jesteś wdzięcznością z swego istnienia drugiej takiej piękności nie ma jesteś ozdobą wszystkich ideałów wypełnieniem tętniących życiem parkanów różo, jesteś płonącym natchnieniem dlatego wącha się ciebie z westchnieniem jesteś wielkością samą w sobie to dlatego noszę cię ciągle w swojej głowie bo róży kwiatem jesteś ze snu pachniesz mi rajem pachniesz tu bo róży sercem jesteś wtłoczona miłością aby zawsze poskromiona bo róży godnością rodzisz swój dzień on jak kolce budzi i cień bo jesteś spłodzeniem wszelkiej nagrody różo, przy tobie zawsze czuję się młody
    • @Raihaifathum Oj, ciekawy Przypadek trafił mi się na dobranoc :) Wiersz stylizowany na dawną polszczyznę - coś między: gawędą ludową, a balladą. Na pierwszy rzut oka wygląda brutalnie, prawie jak jakaś scena przemocy wobec dziewczyny. Ale -  'z szyi kukiełeczki próchnęły trociny”  To nie jest dziewczyna - to jest lalka. Masz wyobraźnię i odwagę. Momentami aż gęsto od obrazów. Czuję tu duży potencjał, choć chwilami język tak się rozrasta, że trudno za nim nadążyć. Jesteś kimś kto:  dużo czytał  dużo pisał  i bawi się językiem świadomie.   Zapowiada się ciekawie :)    
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...