Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"W życiu wszystko się powtarza"

 

Jakby ktoś przeleciał szpiegiem,

Wbił coś w ziemię, uciekł biegiem,

Na boki się rozglądając,

Jakiś słupek zostawiając.

 

Na słupku z tabliczką małą,

Jeden z dwójką, kredą białą,

Duże cyfry napisane,

Nieodjęte, niedodane.

 

Podchodzą do tej tabliczki,

Marszcząc oczy i policzki,

Popatrując wspólnie razem:

Matematyk wraz z malarzem.

 

Malarz w liczby zapatrzony,

Górnolotnie zamyślony,

Matematyk w swym umyśle

Rzuca wprost teorią ściśle.

 

To, co tutaj się spotkało,

Po dodaniu trójkę dało,

Dało trójkę, może nie?

Trzeba zastanowić się.

 

Może jednak to jest błąd,

Plusa nie ma, trójka skąd?

Jeden z dwójką to dwanaście,

Skąd ta trójka w tej kanaście?

 

Więc cyferki dwie przestawia

I jeden za dwójką stawia,

Tak lepiej mu się wydaje,

Co dwadzieścia jeden daje.

 

Malarz swym artysty wzrokiem

Patrzy z przodu, patrzy bokiem,

Stwierdził, że to autentyczne,

Że głębokie i logiczne.

 

Matematyk się nie zgadza!

Dodać, odjąć – tak doradza!

Bo to, co jest napisane,

Nie zawsze wynikiem dane.

 

Że to liczyć trzeba w głowie,

Kalkulację podać w mowie,

Zapisując na papierze,

Tak rezultat się wybierze.

 

W ciekawości przy tablicy

Zebrali się rozmównicy.

Z boku stanął też poeta,

A tuż za nim geodeta.

 

Pan profesor bardziej w tyle,

Przyleciały dwa motyle,

Incognito astronauta

Zsunął szybę, patrzy z auta.

 

Dzieciak stanął na rowerze,

„Ja nie wierzę, ja nie wierzę!” –

Profesora widząc, szepcze,

Który przed tabliczką depcze.

 

Ogrodnik podejść się wstydzi,

Nie chce, żeby z niego szydzić,

Choć z daleka popatrując,

Niczego nie sugerując.

 

Brak im plusa – myśli sobie –

Żeby liczby dodać obie,

Aby trójka była trójką,

A nie jakąś podśmichujką.

 

Wreszcie mówi tak z przytyku:

– Nie dojdziecie do wyniku,

Bo prócz znaku dodawania

Nie ma też znaku równania.

 

Więc brakuje wam działania.

Pan profesor go przegania:

– Idź pan! Idź pan do ogródka,

Bo panu zsiwieje bródka!

 

Nie dla pana gra cyferek,

Niech pan dba o swój koperek.

A poeta od chwil kilku

Szuka rymu dla motylków.

 

Ocknął się i geodeta:

– Przecież liczba jest to nie ta! –

Rzekł, palcem pokazując,

Dwunastką się sugerując.

 

Wbił do ziemi jakąś tyczkę,

Patrzy przez nią na tabliczkę,

Przymrużając jedno oko,

Mówi: – Zaraz! Spoko, spoko!

 

Astronauta w gwiazdy zerka,

W głowie skrzy już mu iskierka,

Nie jest astrologiem wprawdzie,

Ale może coś tam znajdzie.

 

Nic nie znalazł, więc wkurzony,

Zamknął szybę napuszony,

Pojechał w nieznane strony,

Czując się upokorzony.

 

Chłopak też już się zniechęca,

Niecierpliwość – rzecz chłopięca,

Wsiadł na rower, był spóźniony

I popędził jak szalony.

 

Sześciu jeszcze medytuje,

Po swojemu to rachuje,

Cyfry liczą proste, żmudne,

W kalkulacjach wnioski trudne.

 

Jeszcze z tydzień by tak stali,

O dwóch cyfrach rozważali,

Jakby nie pan dzielnicowy,

W tłum ten wchodząc zagadkowy.

 

– Legalny ten wiec tu macie?

Zgłoszony w komisariacie? –

Pyta grupę zamyślonych,

Biorąc ich za nawiedzonych.

 

Ekspresowo, w jednej chwili,

Wszyscy głowy odwrócili:

– Panie władzo! Proszę pana!

Rzecz jest tutaj niezbadana!

 

Sprawa ta jest dla badaczy,

Pan policjant sam zobaczy.

– Co za problem między wami

Z tą tabliczką tu przed nami?

 

Podszedł do niej, się przyłożył,

Wyrwał ją, pod pachę włożył.

– Rozejść się! – do nich powiada –

Prokurator sprawę zbada.

 

I odchodząc w półuśmiechu,

Wolno, dumnie, bez pośpiechu,

Popatrując zezem w cyfry:

„Może to szpiegowskie szyfry?” –

 

Domniemywa sam przed sobą,

Ważną czując się osobą.

Idąc tak w policji stronę,

Myśli mu przychodzi tonę:

 

„Jak komendant mnie zapyta,

Jaka prawda jest ukryta

Pod cyframi na tablicy,

Którą przyniosłem z ulicy?

 

A ja liczb tych nie rozumiem,

Na tępaka wyjdę w sumie.

Lepiej może ją zostawię,

Bo kłopotów się nabawię.

 

Wbiję ją tu na trawniku,

Niech tu stoi przy chodniku”.

Tak uczynił i odchodzi,

Z tyłu ktoś do niej podchodzi.

 

Słyszy policjant z oddali:

– A jakbyśmy to dodali? –

Pyta głośno okulista.

– Rzecz to raczej oczywista.

 

– To trzy będzie, sprawa prosta,

Żadna większa mi to hosta –

Odpowiada mu dentysta,

Z czym nie zgadza się pianista.

 

– Trzy to da nam, jak dodamy,

Lecz znaku dodać nie mamy.

Jeden z dwójką koło siebie

To dwanaście, proszę ciebie.

 

Doszło jeszcze kilka osób,

Każdy szuka na swój sposób,

Znów dyskusja się wytwarza.

W życiu wszystko się powtarza.

_leszek piotr laskowski_

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. Młodość to nie okres w życiu tylko stan umysłu. Te słowa w Polsce są najbardziej kojarzone z o. Leonem Knabitem OSB, tynieckim benedyktynem, który często powtarzał: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. Warto jednak wiedzieć, że podobną myśl wyrażało wielu myślicieli, m.in.: Samuel Ullman (amerykański poeta i przedsiębiorca) w swoim słynnym eseju „Youth” napisał: „Młodość to nie okres w życiu, lecz stan umysłu”. Albert Schweitzer (niemiecki filozof i lekarz), który stwierdził: „Młodość to nie czas życia, ale stan ducha”. O. Leon Knabit spopularyzował tę myśl w Polsce, pisząc pod tym tytułem także książkę.
    • Cztery pory wspomnień   dom, chmury i zachód słońca  iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy   po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym  czarowne barwy życia   witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża  i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa    cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością  rozmyślając nad tegoż kruchością     
    • Kryzys tożsamości  Kryzys normalności    Gdy gubimy się  W tłumie    Wpatrzeni w ekran    Oczy mamy otwarte  A tak naprawdę martwe    I bez blasku...
    • nie trzeba ognia bomb i dronów nie trzeba samolotów czołgów i zgonów nie trzeba zmieniać świata teraz w dół mimo, że przez nienawiść funkcjonujemy jakby w pół nie trzeba zniszczeń i osamotnienia nie trzeba strat i pełnego zbłądzenia nie trzeba iść drogą zbrojeń i rozrachunków wszystko teraz do czego dążymy prowadzi do bunkrów jesteśmy ludźmi nie zwierzętami nienawiść chowajmy na inne czasy poziomu się trzymajmy szpecić tak siebie to ciągłe zło idziemy tym sposobem powoli na same dno wojna w Ukrainie i na bliskim wschodzie to jest zły cykl który budzimy w samochodzie bo paliwo drogie a życie tępe tymczasem do niewoli jest sporo ludzi wzięte kończmy z zbrojami i okrucieństwem kończmy z wojnami i z tym wstrętem niech nie ma podłości i zguby wszelakiej potrzebujemy miłości i to nie byle jakiej
    • @KOBIETA   Dobrze, tylko dobrze, inaczej nie potrafię.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...