Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie. 
Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek. 
Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba. 
Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach. 
Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz. 
Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek. 

Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur. 

Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus. 
Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie. 
Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus. 
Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny. 

Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem. 
Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci. 
Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji. 
Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim. 
‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi. 
Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki. 

Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli. 
Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę. 
Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze 

Myśli nieczyste
Brudny kieliszek
Dym z papierosów wypełnia ciszę 

Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie. 

Dwa kolejne kieliszki i papieros. 
Wyrwana kartka i ołówek zapisuje:

Pod kolorami skrywa się szarość 
Stworzona z czerni i bieli 
Wypływa na powierzchnię

Kartka ląduje zgnieciona na podłodze 

Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte   Bardzo dziękuję!    Niestety masz rację - to nie jest już nasza wojna, ale gdzieś wciąż trwa, i dzieci wciąż płacą za nią najwyższą cenę. Pozdrawiam serdecznie. @Marcin Tarnowski     Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 
    • "jeśli nie będziecie jak dzieci nie wejdziecie do królestwa niebieskiego"   Nieubłagany przyjdzie nie w porę czas, gdy tytuły stracą znaczenie. Tkwią przed nazwiskiem w duchu pokory wraz z etatami są już wspomnieniem.   Cóż pozostało? Tylko spacerek, wśród mijających dni oraz godzin. Zaś do zrobienia całkiem niewiele, ale się spieszmy – musimy zdążyć.   Żeby nie było nam nazbyt dobrze, przeszłości plecak stale nosimy. By coś zakończyć dobrze i mądrze, przebaczyć innym i sobie winy.   Przestać się wstydzić łez oraz wzruszeń darzyć czułością zwiewną i lekką pogodą ducha każdego urzec świat widzieć sercem - jak każde dziecko.
    • @Wal o jak mi miło

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję.     @Berenika97 cieszę się, że z taką lekkością i swobodą ten wiersz odebrałaś, opisałaś i polubiłaś. Jest mi bardzo przyjemnie. Dziękuję pięknie
    • Chcę być miły, ale już sam nie wiem komu mogę ufać Skoro tutaj nawet szewc chodzi w potarganych butach Nie zamierzam już dłużej udawać, że się znam na ludziach Każdy wyrywa się ze swoich schematów i to budzi strach.   Wszędzie prostą drogą, okazjonalnie tylko skręty W zgodzie sam ze sobą, tylko ty i twoje błędy za tobą myśl, że już jutro będziesz lepszy a końcowo jesteś tylko trochę mniej zły.   Zazwyczaj jedynie żartuję lub kłamię, więc nie dziwię się, że mi nie wierzysz Lecz za nim naciśniesz spust, pomyśl najpierw dwa razy gdzie mierzysz Chciałbym jeszcze raz od nowa, wszystkie te ciężkie momenty przeżyć I spróbować się chociaż tym razem w kawiarni przed nią nie speszyć.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...