Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

brt

Użytkownicy
  • Postów

    125
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez brt

  1. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Rynsztok
  2. Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
  3. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Urwany
  4. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Dobry, zły i brzydki.
  5. @Poet Kadziemkuje wielce
  6. Szedł wolno chodnikiem, palił papierosa. Wzrok wbity w ziemię, w to co przed stopami. Zazwyczaj tak chodził po ulicach, nie wiedział o tym, bezwiednie się to działo gdy miał o czym myśleć a teraz miał bardzo mocno wiele rzeczy do zgryzienia przemielenia połknięcia i przetrawienia lub wyplucia. Jeszcze w międzyczasie, między myślami uważnie stawiał kroki, tak żeby nie trafić na łączenia płyt. Dopalił ostatniego macha i rozejrzał się za śmietnikiem. Kilka kroków dalej ktoś przed furtką trzymał ustawiony kosz. Nie lubił rozrzucać kipow po ulicach, choć nieraz przecież tak robił, wiele razy przecież, kiedyś niemal zawsze, ale zrozumiał że to nie w porządku, że to brud, bałagan że to nie wypada, że to nie kultura tak robić także z troski o przyrodę przecież, z troski o estetykę otoczenia. Więc już od dawna zanim rzucił niedopałek na chodnik, na ziemię szukał śmietnika. Tak jak teraz, ostatni mach i palcem strącił żar, przecież nie wrzuci tlącej sie fajki ryzykując podpalenie i pożar. Przeszedł kilka kroków które mu pozostało i otworzył pokrywę kubła wrzucając do środka zmientolony bezwiednie, nerwowo między palcami wyużyty filtr. Poszedł dalej. To była dłuższa ulica na przedmiejskim osiedlu domków jednorodzinnych. Miał dojść do końca i skręcić w prawo żeby trafić na przystanek autobusowy skąd trafi komunikacja do domu. Było tak jak go pokierowali. Na końcu skręcił w prawo i faktycznie zobaczył wejście schodami pod tunel pod ruchliwa ulica z torami. Zszedł po schodach blisko barierki jednak nie dotykał jej. Nie potrzebował się podpierać przecież ale okrutnie bał się czasów gdy będzie stary, bardziej niedołężny i będzie musiał korzystać z tego typu konstrukcji które uważał za brudne i niehigieniczne. Wejście wyjście z tunelu i kilkadziesiąt metrów dalej ulica, przejście dla pieszych i po lewej wiata przystanku. Udał się pewnym krokiem w tamtą stronę nie zważając już na to czy następuje czy nie na pełne płyty czy ich krawędzie. Zobaczył że na przystanku i w jego okolicy czekają dwie osoby wiec wziął to za dobra monetę jeśli chodzi o czas oczekiwania na pojazd ale i tak pierwsze co pokierował się pod wiatę wprost do rozkładu jazdy. Spojrzał na zegarek na rozkład jeszcze raz na zegarek. Więcej niż piętnaście minut, to była kupa czasu, bardzo dużo czekania. Szybko przeliczył ten czas na jakieś trzy papierosy które zapali w tym czasie i ucieszył się bo za chwile już w ustach trzymał całkiem nowego nieodopalonego marlboro. Jeszcze tylko znaleźć zapalniczkę w tych przepastnych kieszeniach. Od dziecka były przepastne to znaczy, że wiele tam się mieściło i przepadalo w tej przestrzeni na miesiące, nieraz lata. Głównie sterta drobnych śmieci papierki po batonikach, cukierkach, jakieś kartki pogniecione kilka pustych zgniecionych paczek po papierosach, słuchawki choć tak dawno już ich nie używał jakby przestała go cieszyć muzyka, kilka kasztanów z jeszcze poprzedniej jesieni, pozwijane w kulki kawałki foli aluminiowej, jakieś połamane pety. Rozumiesz czemu między tymi wszystkimi rzeczami ciężko mu było wyszukać ogień. To jedna to druga ręka ładowała się w którąś z kieszeni szukając w tej przestrzeni, pomiędzy tym bałaganem ognia. Był tam tego był pewien jeszcze niedawno odpalał papierosa. Była tam musiał tylko być cierpliwy i konsekwentny i się nie zrażać wiedząc, że rzeczy potrafią się ukryć jakby utopić w bałaganie ale odpowiednie zamieszanie tym wszystkich sprawi ze w końcu wypłynie gdzieś gdzie trafi mu w garść. No i jest! Odchodzi kilka kroków od przystanku bardziej nawet niż z respektu do wypisanymi dużymi literami zakazów prawnych co do palenia w takich miejscach rozumiejąc niechęć niepalących, a nawet palących papierosy do palaczy dmuchajacych dymem z płuc. Wiedział że palenie to smród oprócz tego, że uwielbiał papierosy i niektórych sytuacji w ogóle bez papierosa sobie nie wyobrażał. Taką sytuacja było wyjście miedzy ludzi tak ogólnie na ulice, do pabu czuł się bezpieczniejszy, bardziej pewny siebie, zasłonięty dymem. Taką sytuacją było także oczekiwanie na autobus. Nie lubił czekać na przystankach czując że marnuje czas że mija bezpowrotnie jakby ktoś mu go zabierał i właśnie ten papieros pozwalał mu wytrzymać te myśli, zabić je i uprzyjemnić te chwilę. Podniósł rękę do papierosa w ustach drugą zasłonił przed wiatrem, kciukiem zakręcił o kółko krzesające iskrę i.. -oo kur... -pod nosem zagryzł przekleństwo. Znał ten dźwięk wiedział co się stało, rozwalił się mechanizm i wytorpedowało krzemień z tej sprężynki która go mocuje więce teraz kółko kręciło się bez żadnego oporu nie dając żadnego efektu w postaci plomienia w postaci odpalanego papierosa dymu w płucach i spokoju w umyśle. Zamiast tego czeka go nerwówka, czeka go zapewne nieudolna próba naprawienia tego fajansu. W myślach przeklinał zapalniczkę i fakt że go to spotyka teraz jak i nieraz kiedyś. Rozbiera mechanizm odgina tę blaszkę i patrzy co tam się wydarzyło. Opadają mu ramiona bo nie ma nigdzie tego kamyczka kluczowego więcej musiał gdzieś wystrzelić więc już go nie znajdzie więc ogień do wyrzucenia ale co najważniejsze za tym idzie nici z palenia. Podchodzi do przystankowego wbetonowanego śmietnika i ze złością ciska zepsuty sprzęt, czuje zawód. Rozgląda się na dwóch współtowarzyszy oczekiwania na pojazd komunikacji miejskiej. Młoda dziewczyna w sportowej, kolorowej nadmuchiwanej kurtce z zaciągniętym na głowę kapturem, który skrywa jej twarz, stoi po zewnętrznej stronie wiaty i patrzy gdzieś przed siebie. Druga osoba to starsza pani, siedzi na ławce wewnątrz wiaty, obok wózeczek taki na zakupy ubrana zgodnie z kanonem tej grupy wiekowej jakieś beże na głowie, beret, apaszka na szyi, na nogach grube rajstopy pod sukienką (spódnicą może dodaje sobie w głowie bo nigdy nie wie jaka to różnica) czarne buty, babcia także patrzy przed siebie. -Raczej nie zwracamy na siebie na wzajem uwagi- mówi głos w jego głowie jako komentarz do sytuacji i dodaje: -chyba że czegoś od siebie chcemy- wiedząc co będzie dalej. Musi podejść do kogoś teraz i zapytać o ogień bo to cień jego szansy żeby zapalić, a teraz kiedy nie może i kiedy napsuł sobie właśnie nerwow zepsutym sprzętem jest mu to koniecznie potrzebne, potrzebne tym bardziej do osiągnięcia pewnego stanu spokoju. Zanalizował te dwie postacie i chociaż z góry zakładał porażkę jako że ocenił obie na osoby nie palące musiał się chwycić nikłej nitki jakiejkolwiek nadziei, jakiejkolwiek szansy i podejść do którejś i zapytać. A nuż- pomyślał- a widelec- automatycznie kolejna myśl dokleiła się do pierwszej rozśmieszając go tą banalną starą jak świat grą słów. Wybrał tą młodszą, stojąca dziewczynę oceniając tu prawdopodobieństwo by posiadała ona tak potrzebna mu rzecz na większe. Znalazł się obok niej i nie stawiając jeszcze ostatniego kroku powiedział -dzień dobry- poczym zatrzymał się i patrzył. Dziewczyna nie zareagowała wogóle, co zbiło go z tropu i odebrało sporo pewności siebie ale w tej sytuacji musiał być konsekwentny więce znów spróbował ale już nie tak radośnie tylko w sposób bardziej zachowawczy -ekhm.. - odkaszlnąplł cla zebrania myśli- dzień dobry- powtórzył się tym razem uważając by te dwa słowa były wyraźnie powiedziane. I czeka. A postać w kapturze ani drgnie patrząc gdzieś w dal, dalej niż to co było tu widać. Zamachal ręka i powiedział -halo proszę pani. Dziewczyna potrząsnęła głowa jakby wyrwana z letargu jak ściągnięta z innego miejsca i patrzy w jego stronę trochę zamglonym nieobecnym jeszcze wzrokiem ale wracającym do rzeczywistości z błyskiem ciekawości i zdziwienia że tu jest i że ktoś właśnie coś od niej chce i kim jest i co chce. Wciąż nic nie mówi ale ręką zsuwa kaptur z głowy i wtedy wszystko staje się jasne, nie mogła go słyszeć bo w uszach ma słuchawki z których słyszalne dla niego dźwięki wyraźnie sugerują że poziom głośności to bardzo duży. Dopiero ten gest zamachania zwrócił jej uwagę. A już się czuł gdy nie reagowała by zrezygnować z tej próby jako że poczuł się olany, poczuł że sygnał to niechęć i zaproszenie by odejść. Ona z uszu wyjmuje słuchawki i mówi -przepraszam pan coś do mnie..? -tak i dzień dobry i przepraszam że zajmuję i kłopoczę ale marze o papierosie czy może pani pali? -niee- przeciągając to słowo kręci głowa na boki- przepraszam pana. -to dobrze, to zdrowiej oczywiście, jeszcze raz przepraszam - wycofuje się w lekkich ukłonach zażenowany tą sytuacja w końcu ściągnął myśli tej dziewczyny z jakichś innych wszechświatów, z podróży o których nie mógł mieć pojęcia ich wagi, gdzieś tutaj do teraz do niego do siebie a nie czuł się godzien by jego problem oderwał ją z jakichś być może pięknych a na pewno ważniejszych dla niej myśli i spraw. Ale ona uśmiecha się do niego i wraca do swojej muzyki, słuchawki w uszach, do swojej strefy komfortu, kaptur wraca na głowę. Odchodzi te kilka kroków tyłem i zatrzymuje się obrócony już bokiem do niej tyłem do wiaty frontem do ulicy i bierze głęboki wdech. Sporo kosztują go energii takie sytuacje zawsze pamięta jak on się czuje nagabywany w ten sposób więc wie że to nie w porządku by komuś innemu wyrządzać taka krzywdę. Wie że źle robi a nie może inaczej teraz. Tłumaczy sobie że papierosy kocha że to jest miłość do palenia że to wyższa potrzeba. Czy to go usprawiedliwia pyta sam siebie jednocześnie zbierając się w sobie do faktu konieczności kolejnego podejścia i zaczepienia następnej osoby z listy. Pewnym ale starającym się nie nastraszyć starszej kobiety krokiem podchodzi i mówi trochę głośne -Dzień dobry szanownej pani Kobieta powoli kieruje wzrok na niego i mierzy go spojrzeniem takim od góry do dołu ale i na wskroś, pytającym kim jest i odpowiada lekko skrzecząc -Dzień dobry- zacinająco zamykając usta na koniec jakby chciała coś dodać ale silnie ściśnięte wargi miały powstrzymać kolejne słowa -Wie pani przepraszam za kłopot i że zajmuje czas - wie ze robi coś niezbyt w porządku i słowa dobiera tak by wyrażały to i skruchę za ten grzech tak by ustawiły tą zaczepianą właśnie osobę gdzieś wyżej niż jego, małego szarego robaka, niegodnego wobec tej postaci jej historii życia - ale ja to tylko krótkie pytanie o zapalniczkę, o ogień czy ewentualnie ma pani takowy? -Młody człowieku- starczy głos skrzeczy nieprzyjemnie jednak jest ona ciepła i życzliwa co wiele dla niego znaczy akurat - nie mam nie paliłam nigdy jak mój mąż który zmarł na raka płuc po wielu dziesięcioleciach palenia i po latach potwornej męki w chorobie. To był naprawdę okropny okres w moim życiu a objawy i efekty choroby to bardzo uciążliwe i bolące sprawy. Nie namawiam cię tu na rzucenie tego nałogu ale przemysł ta sprawę czy warto stracić zdrowie, życie... - zawiesza głos gdzieś na granicy nie wybrzmienia, następuje cisza która brzmi jak melancholia jak smutek jak żal jak tęsknota jak wielka miłość. Mężczyzna nie śmie przerwać tej chwili w żaden sposób żadnym słowem gestem patrzy się na stara pomarszczona koścista twarz drobnej kobiety i zastanawia się czy była piękna w młodości jak bardzo kochała swojego męża i dochodzi do wniosku ze chyba wciąż go kocha ze ma do niego żal ze ja zostawił tu sama skazując na usychanie z tęsknoty. Patrzy na nią dopóki jej zawieszone w przestrzeni wzrokiem oczy nie wracają do tu i teraz do sytuacji dopóki nie kieruje ich w jego stronę dopóki ich wzrok nie spotyka się w dwóch parach oczu i wtedy spojrzeniem próbuje jej pokazać ze ją rozumie że czuje jaki to ból ze dodaje jej otuchy po cxym spuszcza wzrok z pokorą. Nie wie co ma dodać powiedzieć czuje się z jednej strony fatalnie źe przywołał w kobiecie te bolesne złe wspomnienia a z drugiej ta kobieta chyba tego potrzebowała żeby to powiedzieć komuś, ma wrażenie że jej to lepiej zrobiło -Dziękuje pani, jest pani dobra osoba -i posyła jej uśmiech ale zamkniętymi ustami by nie pomyślała że się cieszy. -Dziękuje panu- kobieta jeszcze przez chwile studiuje go wzrokiem i po chwili odwraca głowę wracając myślami do swoich spraw. A on coraz bardziej popada w swoj obiekt pożądania coraz wyraźniej czuje smak i teksture dymu w ustach w płucach w powietrzu gdy wypuszcza go przez usta. Teraz rozgląda się trochę nerwowo po okolicy czy przypadkiem nie pojawił się ktoś nowy ktoś kto możliwie miałby cholerna zapalniczkę ale nikt tu nie podszedł bo nikt tu w ogóle po okolicy o tej porze chyba nie chodzi. Taka pora środek dnia roboczego ludzie w pracy w szkole pochowani w domach. -Problem - alarmuje go mózg a jego ciało to potwierdza stojąc w miejscu nerwowo się kiwa, nerwowo macha rękoma. Coś musi wymyślić -sklep - słyszy w głowie podpowiedz. Ma jeszcze jakieś dziesięć minut jednak niezbyt napawa go to optymistycznie tego typu dzielnice rzadko gdzie taki sklep mają bo mieszkańcy raczej zaopatrują domy w wielkich marketach więc małe sklepiki poupadały z braku klientów. Mógłbył wymyślić ten sklep wcześniej na przykład bo wtedy mógł zapytać o to młoda kobietę lub starsza panią teraz już napewno tego nie zrobi by po raz drugi zaprzątać czyjs poukładany świat swoją osoba. Już nie odważy się podejść wyrwać ludzi z ich muzyki z ich myśli do jakiś szarych i nudnych wymiarów z poziomu cudzych potrzeb, jego potrzeb. To szaleństwo wie o tym to uprzedzenie społeczne, to uprzedzenie do siebie a jednak nie decyduje się na drugi raz próby nawiązania kontaktu z żadna z kobiet. A teraz wyobraź sobie ze w tym wszechświecie nieskończonych możliwości jest rzeczywistość równoległa dla nam danej tu w której jakaś sytuacja zdarzenie wydarzyła się dokładnie odwrotnie albo inaczej. I tak jest z każda decyzja podjęta tu w równoległej rzeczywistości wszystko potoczyło się w inny sposób bo decyzja nie była podjęta albo ktoś podjął inna decyzje. I od tego czasu historia toczy się inna od naszej. I ta historia z przystanku ma kilka swoich równoległych zakończeń. Pierwsza: Mężczyzna nie znajduje nikogo z ogniem w okół siebie. Zaczyna coraz bardziej nerwowo chodzić po przystanku czym ściąga na siebie uwagę obu pań. W końcu wyciąga z paczki papierosa i choć nie może go palić przypatruje się mu obraca go w palcach i wtedy ta młodsza pani zachodzi go za plecami i puka w ramie, co potwornie go nieprzygotowanego i zaskoczonego przestrasza i aż podskakuje obracając się by zobaczyć o co chodzi -Proszę pana -kobieta wyglada na lekko rozbawioną jego dosc histeryczną reakcjalą- pan chyba źle sformułował swoje pytanie On myśli o co jej chodzi ale nic nie mówi tylko wpatruje się w nią wciąż lekko zaskoczony. Zachęca ją skupionym wzrokiem do kontynuowania. -Pan zapytał mnie czy palę papierosy a ja zgodnie z prawda odpowiedziałam że nie. Pomyślałam pierwsze co było dla mnie oczywiste że mnie pan pyta o papierosa, wie pan czy pana poczęstuje a potem -schowała roześmiany wzrok lekko zażenowany - że mnie pan podrywa w ten sposób proponując wspólne palenie -Jeny przepraszam - nie umie ukryć zażenowania ze tak odczytano jego intencje -Ależ nie ma za co to ja pana przepraszam bo teraz kiedy tu pana widzę jak pan jak nerwus nałogowiec chodzi w kółko po tym przystanku i pali tego papierosa na sucho to dopiero zrozumiałam o co panu chodzi. Papierosów nie palę to prawda ale panu chyba nie chodzi o papierosy skoro te pan ma panu chodzi o możliwość odpalenia tego papierosa. -T..ttak - lekko zszokowany sytuacją i zmieszany coraz bardziej gdy zaczyna rozumieć o co chodziło on szukał palacza w tej kobiecie gdyż założył że palacz będzie miał ogień. twierdząca odpowiedź na pytanie o to czy pali papierosy miała skutkować twierdzeniem że skoro tak to napewno ma ognia. -Więc co prawda nie palę ale ja proszę pana mogę mimo to panu pomóc. I zdejmuje z pleców plecak odpinając najmniejsza kieszonkę mówi -Ja mam ogień Roześmianymi oczami bada jego zawstydzoną twarz, zawieszając moment gdy ręka zniknęła w kieszeni plecaka -P..poproszę- niepewnie mówi bo zazwyczaj jeśli nie ma czasu by przemyśleć mówi niepewnie i wyciąga rękę -Ale mam tylko zapałki -mówi dziewczyna choć oboje wiedza że te w zupełności wystarczą -świetnie zupełnie rewelacyjnie, nie mogło być lepiej przecież -pozwala sobie na luz bo uda się uciec z nikomfortowej sytuacji niepalenia mimo chęci i możliwości. Dziewczyna wręcza mu paczkę i dodaje że może je zatrzymać że jemu się bardziej przydadzą. on dziękuje i komplementuje jej domyślność, narzeka na swoją bezmyślność i znów mówi o niej jak bardzo jest jej wdzięczny za wszystko. Na koniec żegna ją życząc wszystkiego dobrego. Ona uśmiecha się i wraca pod kaptur, do słuchawek, muzyki, podróży wśród myśli. Odpala papierosa kilka metrów dalej i rozsmakowuje się w pierwszych machach, waży gęstość dymu w płucach, puszcza kółko które niemal natychmiast rozrywa wiatr. Druga: Mężczyzna nie znajduje zapalniczki u żadnej z kobiet ale postanawia opanować pożądanie wynikające z nałogu i sygnalizowanie go swoją nerwowością więc siada na drugim, wobec siedzącej tam już kobiety, końcu ławki. Dziesięć minut do autobusu. Myśli o dziewczynie w kapturze, o tym jak poczuł się mały i nieważny gdy raz i drugi go zignorowała, gdy myślał że go ignoruje a to były słuchawki w jej uszach przypomina sobie że sam ma pare słuchawek w kieszeni i wyciąga je z zamiarem posłuchania od dawna niesłuchanej muzyki. oczywiście najpierw musi je rozplatać co specjalnie go nie dziwi choć frustruje za każdym razem gdy za każdym razem trzeba to robić. Podłącza słuchawki do smartfona i wyszukuje interesujące go nowości. Po trzech utworach podjeżdża autobus wiec staje i idzie w stronę drzwi, wsiada i w progu zderza się z mężczyzna który z opóźnieniem musiał zorientować się że to jego przystanek. Przy zderzeniu na podłodze jeszcze w autobusie ląduje paczka zapałek. Nie wiadomo wypada mu z ręki z kieszeni z plecaka i choć to gratka dla głodnego nałogowca, pewność że teraz na końcu swojej trasy z pewnością natychmiast po opuszczeniu pojazdu zaspokoi swą rządze, jednak podnosi je i staje jedną noga na chodniku jedną w środku i krzyczy -Panie Tamten obraca się więc unosi do góry dłoń potrząsając pudełkiem -wypadły panu Widzi jak tamten mruży oczy jakby nie mógł dojrzeć co i kto -zapałki panu wypadły Chce mu je oddać wiedząc jaka to męka gdy odkryje ich brak akurat pewnie w momencie w którym będzie mocno chciał lub musiał zapalić papierosa. A tamten macha ręka i obracając się w odwrotnym kierunku, plecami już do niego, krzyczy przez ramie -zatrzymaj je, mam zapalniczkę I to mógłby być koniec i tej wersji historii jednak gdy mężczyzna rozsiada się w pustym autobusie wybiera to poczwórne miejsce gdzie pary krzesełek są skierowane twarzami do siebie i na fotelu naprzeciwko widzi leżący zielony przedmiot. Ten oczywiście okazuje się zapalniczka a co nieoczywiste to odpowiedź na pytanie czy to ta zapalniczka o której mówił tamten człowiek myśląc że ją ma, licząc że ją ma, czy wypadła mu jak zapałki z dziurawej albo zaprojektowanej tak że wypadają z niej rzeczy kieszeni. Myśli jeszcze przez chwile o tym człowieku który podarował mu przez przypadek teraz już dwa ognie ale szybko skupia się na swojej potrzebie zapalenia i w głowie licząc przystanki, szacując czas do końca przeznaczenia podróży.
  7. Na nadzieji brak na bez szans na niesprostalem życiu którego nie widziałem tylko trwałem we śnie nie sercem a ega krzykiem podpowiadał mi drogi na przełaj idę w las nocą zapuszczam się w dzielnice miast które jak orunia sprzed lat nie sztachetami sztacheciarze tu nie jak na wsiach i małych miast mówi się na tych co walka w nich wyżywa się na bliźnich i wojna jak gad atak na każdego co znajdzie się w zasięgach oczu i napad na karmę ich potrzeb każdy to lub pokarm jak karmi ich ich ból i cierpiących widząc ich ciosów wyrwanymi deskami z plotu spełniają się i napychają żołądek by do flaków spłynęły odchody którymi przepełnieni srają co ich tronem ich największą przyjemnością to mają za ludzkość za drugiego przeżuć i wysrac jego ciało i duszę a ja muszę to pisać ściana tekstu z przyszłych czasów łapiąc słowa których nie ma w teraz a tu proszę na literach się pojawia na ekranie jako tekstu ściana upiorne opery szaleńca pisanie nazwij mnie grafomanem ja przekraczam wymiarów granice niewidzialne burzę spokój bytów co tkwią w stanie swiafomosvi jedynie są myślą ale juz nie słowem i czynem ich przeznaczenie to obserwowac eksperyment Stwórcy który w ciało wsadził duszę i wolną wolą wystawił na.probe to co cudem stało zło poznać musiało by dobro ostwtecznego żywota po sądach gdzie waga uczynków myśli i słów zostanie im pokazana jako naga prawda i nikt nie będzie miał szans juz na tusz kłamstwem wyparcia i ubrania maski albo nakrycia glowy jak tajemnice oznacza czapka a jeśli jeszcze ma dodatek w.posyaci daszka co w słonecznym dniu rzuca cień na twarz by chowac oczy które źrenice są lustrem wnętrza co mają w sumieniu czy zasłona przed światem tajemnic grzechów i sumienia które Cię nie może opuścić choćbyś go nie słyszał w ogóle zamknął uszy na swoje grzechy i rachunek sumienia orzekł jako czyste to oczywiste będzie dla ciebie przed Bogiem że on jak książke jak film przewinie ci w ułamku sekundy wszystkoe twone wybory i czy to będzie w miłości czy w strachu piekła do nieskończonosci czasu gdzie już nie ma znaczenia wskazówka zegarkow bo ostatecznie nic się nje kończy jak nic się nie zaczeło owszem wszechświat jego dzieło pierwsze słowo w materialne co z atomu cząsteczki najmnkejszej podzieliło się i rosło coraz większe by po miliardach i tonach lat których jest liczona waga w światła predkosviach nieosiągalna dla nas jak ograniczenie niczym w grach nie ma szans by ktokolwiek z nas złamał program który widząc że był dobry gdy zaprogramował świat a to mało o tym co mamy tu na planecie trzecie Gai matce co ze słońcem jak ojciec w akcie dobrej woli na nasze szczęście w nieszczęściu stworzyły warunki do życia gdzie urodzeni w dobrej intencji ku dobru jesteśmy przeznaczeni mamy wnętrze które może łamać instynktów władzę nad zwierzęcym gatunkiem fauną jesteśmy siostro bracie jako ssaki urodzeni nje wybierając jesteśmy wybranymi Bogu dziećmi i widząc w okół nas zestawy atomów odpychamy wszystko co zdajemy się dotykać bo skąd wie dupa że zaczyna się krzesło w chlopskim rozumie to by się połączyło jakby płynęlo tu wszystko w ocenie chaosu i nic by nje było osobno tylko wszystko razem jak zamieszane przez fale stopiło by się ciało z krzesłem gdyby miało nastąpić dotknięcie przecież to logiczne jest więc wiem że są zestawy cząstek i atomów które wiedzą jak połączyć się by stworzyć coś jak organizm w którym kolejne polavzone atomy żyją swoją rolą by całość jakąś tworząc większa ale gdzieś się kończy jedno a zaczyna inne zespolenie ktore pracuje by ostatecznie wiedzieć że ma granice które odepchnąć musza atomów zbiory inne by nie poplynac w bigosie oceanu zamieszanych razem kijem zwrócone morza i rzeki na przekór stoi krzesło odpychając poldupki by nie scalić się tylko oddalić wiesz nigdy niczego nie dotknaleś tam zawsze jest miejsce między palcem a palcem tej ukochanej której masz szczęście złapać za rękę to wciąż odepchnkecie jest kazdy jest sam jedyne połączenie jakie znam to fizyczny miłości akt oby tak powstał każdy z nas nie byloby zla a tak to stosunek gdzue kończy się spustem do pochwy by wśród plemników ten jeden alfa ten jeden został dopuszczony by się z komórką kobiety jajowa połączyć przenikając granicę i to jest wybuch jak szkiełko przyrządu zobaczy gdy to obserwując widzimy wybuch światła a to raz na milion swietlnych lat się zdarza ten widok by wybuchająca gwiazda supermova dała się w kosmosie zaobserwować cud poczęcia życia połączenie dwóch istot które mogą się jedynie odpychać w brzuchu samicy zwierzęcia a tu Bóg wkracza by nam dodatkowo nadać co było zanim powstała materia i dostajemy dar wnętrza jak serca i dusza w nas mieszka od pierwszego momentu gdy w środku kobiecego łona łączy się organism jeden z drugim by na podobieństwo Boga poczuć że nie tylko materia i co możemy mieć co widzimy jest ale ukryte przed i po niesjonczonych eonach swietlnych lat gdy skończy się świat bo Bóg uzna tak że to czas na utkniecie w niematerialnym stanie wszystko co stworzył istnieć przestanie i nikt nie zauważy nawet bo to ułamek najmniejszej liczby którą liczy zegarek zajmie mu jak jeden było na początku jak cyfra była pierwszym ze słów matematyczny ciąg kolejnych jedynek przecież nic więcej nie ma tu jak coś które jest a jesli coś jest to musi być jeden bo na drugim końcu w tym wszechświecie przeciwienstw jest zero dla równowagi bo wszystko musi mieć przeciwieństwo jak zmierzamy do wagi i jej szali i dla równowagi by nie dopadł nas chaos wszystko co jest tu jest pośrodku wśród paradoksów w końcu witam we wszechświatach Stworzonych słowem Jednego w Trzech osobach gdzie to opiera się na paradoksach gdzie niemożliwe jest jednak prawdobodobne jak yng i yang podzial na czarne i białe gdzie w każdej z dwóch barw jest miejsce dla tej przeciwnej by było doskonale musi być pierwiastek zła w dobrych historiach i trochę dobra tam gdzie bestia zła istota jak w kłamcy słowach znajdziesz prawdę gdyż nie da się inaczej niż za pań brat iść ramię w ramię z faktami nie inaczej Poeta mówi że siebie i Boga nie da się oszukać można się wykłócać gdzie niejeden nie widzi siebie i chowa się w labiryncie niczym minoraur i spojrzenie na siebie to złuda w którą wierzy ze wszystkich sił ale to poeta mówi o ludziach którzy potrafią żyć i mądrymi są na tyle by wiedzieć kim są nie udawać zza maski przez czasy kończę bo zgubiłem wątek pójdę się ochłodzę poleje ciało wodą cudzego jeziora by nie myć tym co wylewa się na brzeg tego przed którym stoję piję własną krew wtedy w szklance mieszam z czystą wodą acz nie moje źródło z którego czerpie nadzeja na beznadzieję koniec pa szaleństwo mówię wam
  8. Kolejna wersja zdarzeń nie uwzględniła zaangażowania uczuć i emocji I to mimo skali zbrodni Znajdowali się świadkowie Jednak z ich zeznań wynikało że każde kolejne kilka słów to coraz większy chaos Wyrok oczywisty zawisł w powietrzu jednak głodni ofiary z krwi obeszli się smakiem Nic nie było tak oczywiste i niezawisłe jak ten katowski miecz co na wieki zawisł w powietrzu tuż nad szyją ławy oskarżonych Odbicie słońca w jego klindze rozciągnęło się na możliwie najniższy zestaw dźwięków Ostrze i jego stan Wina kara Wobec zaistniałych okoliczności Nie zaistniały Nikt się nikomu nie zaśmiał w twarz Ale wielu wykrzywiło usta Niesmak sytuacji był niezwykle ciężki do przełknięcia A jedynym wyborem było Przeżucie go i połknięcie we własnym zakresie woli Bądź alternatywnie Przymusowa iniekcja w najmniej spodziewanej chwili Pozwól się dopaść zanim cię dopadnie Pozwól dać sobie szansę Pozwól nie dać się zniewolić na siłę I zdecyduj się na podjęcie ścieżki Prowadzącej do ostatecznego zniewolenia Kaganiec i smycz to nieodłączne atrybuty Wracaj do budy Na ryj kopy buty ‘W najwiekszy deszcz w najchujowsza pogode’
  9. brt

    Gra rymów

    W liczbie mnogiej diabły podstawiają nogę by uderzył w podłogę człowiek. Riposty słowem krótkie idź diable sobie. Modlitwy słowem z Michałem Archaniołem.
  10. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Indiana Jones
  11. @Poet Ka<3
  12. Jestem Bogiem jak w Biblii Jezusa słowa zapisane jak o każdym tak Syn mówi nie na podobieństwo nawet Stwórcy Ojca ale każdy z nas to Bóg jak zrozumieć Boga którego wolna wola doprowadza do tego co jako zło powoduje w innych niskie wibracje gdzie karmieni strachem czują nieszczęście i nie dla nich parkiet i taniec przy piosence Pharella gdzie padają wersy o tym że czuje się happy choć nje powinien a powinno być że każdy żyje happy i nie musi czuć że gdzieś tam jest ktoś kto cierpi na szczęścia brak kto wśród bólu jak woj na trwa jak strach czuje dusza ta i łza jak krew serca płynie po policzku z oka co w zrenicach chowa lustro które odbija duszę poranioną myślą słowem czynem za czyją winę cierpi pod ostrzałem tych którzy życzą sobie by ich życie skończyć i zająć ich domy co płoną od bomb ich strach jest demoniczny nieszczęście i cierpienie to karmi jak pożywienie demony w piekle które podpowiedziały pokaz sił tym którzy posyłają żołnierzy z hasłem gdzie przyszło im wierzyć że ci których zabiją wrogiem im i nieistotny jest ich byt na świecie tym uczeni wojny od dziecka strzelamy się w komputerach by w przyszłości w tych samych rękach co trzymają pada kontroler trzymać broń i palcem swojem nacisnąć spust i nabojem pozbawić życia terrorystą nazwanego dziecka które ginie za wcześnie jak Jezus umarł zbyt młodo przecież mógł nas nauczyć tak wiele jeszcze ale opętani melodią demonicznych instrumentów tańczą chęcią posiadania choćby kłamstwem wobec prawdy Prawda to jedno z imion Boga Prawda to słowa myśli czyny z którymi i tak ostatecznie idzie nam iść ramię w ramię jak za pań brat Ukrywają prawdę ale Prawda jest taka jak karma jak waga sądu ostatecznego zawsze dopadnie każdego i ja kłamię i ja ukrywam prawdę i o sobie to fakt i fakt ten jedt dla mnje ciężarem kim Jestem pytałem konczac kończąc wiersze sugerując wcześniej swą boskość o nieszczęście me jestem tylko sobą osobą omylną coś mi się pomyliło jak wszystko jak piąta klepka którą gdzieś wystrzeliło i wszystko na odwrót kłamcą jestem który w krzywym zwierciadle widział wszystko na opak i jego prawdę czyli to co przyszło mu mówić należy po.prostu przewrócić na drugą stronę dna bagno wciągające jak topię pustyni piach w ich łzach nie mówią chapeubas tylko czapki z głów czyli nie ukrywajmy prawdy o tobie mówią mi że czas przestać twarz chować pod cieniem daszku bejsbolowki który na głowie jak ozdoba a tak naprawdę jako zakrycie się przed światem co ma do ukrycia pod każdą z tych czapek kim jest po prawej Lucyfer siedzi mnie odbicie piekła przyszło na świat spowiedź tylko gdy uzywka z kieliszka uderza w popalone styki jak diagnoza którą przyszło mi dostać dokładnie w tych słowach mówią mi czapki z głów a ja wierzę że to znaczy chap3ibas jako wyraz uzna nia przekora doprowadza mnie że moja osoba skromna jest przecie i rzucam wersem że mówią mi chapeubas a ja tylko pluje krwią w piach o jakie omylne moje wyobrażenie o sobie jestem Bogiem to odwrotnie jestem diabłem kłamię z nut i tyle wspólnego mojego z tym czym cud muzyki jest nie mówią mi cześć zwyczajny chory na umyśle a to nie filmy fanstastyczno naukowe tylko technologie wojskowe i tajne teorie spiskowe jedna za drugą okazują się faktem wkładają w głowę cudze głosy w ramach terapii czy kary czy innego zamiaru a tu sprawiaju już żebym przejrzał.na oczy jaki ze mnie "cud" i chuj i cham przedstawiają mi siebie choć nie tak by pierwszy rzut oka mi pozwolił w tych słowach dostrzec siebie a przedstawienie mnie w innych osobach pozwala mi zrozumieć czemu takich się nkenawidzi i czemu się nie współczuję padają mocne słowa wobec aktorów gdzje to czasów przeszlych osoba osoby które orzyszlo mi znać tam popełniają moje grzechy a ja tego nje widzę tylkk wierzę w co mam na pierwszy plan ale sztuka jest taka że za mgłą po domyslach domysłach uderzy prawda po czasie po długich czasach przyszło mi zrozumieć że to co czułem do postaci to do siebie kieruje bo to jatam przecież to w mojej głowie to moje myśli czyny grzechy które słowem jak kat biczem z nienawiścią obrzydzają życie i kim jestem dzisiej wiem gdzie nienawiść we mnie gdzie krzyk i cham to ja tam ominiesz mnie zrozumiem bólem potraktowałem i hańba życie kim jestem nienawidzieć mnie jak zło i grzech który sprowadza mnie kończę więc wiedz że Prawda i kłamstwo nie ma nic po środku ale to prawda waży na końcu
  13. Przyjdzie Mu chęć by skończyć co wieczne jest jak zapisane w Słowie tego którego natchnął Duch jeden z Trzech którzy są Jednością jak Jeden byt we wlasnej osobie przedstawiony los proroctwami i nawet nikt nie zauważy z istniejących wśród galaktyk i planet że mrugnął okiem wydał oddech i na pstryknięcie palcem w najmniejszej jednostce czasu zakończy cały ten wszechświat tworzony i toczony do przodu zawsze na lini czasu i te historie staną się ważne i to co myślą Twoją moją każdego co wolną wolą był Bogu Bogiem jak równy Bogom stojąc żywą istotą na życie szansę jak cud który wydarza się nam jaki to fart jakie szczęście że te chwilę w tym co nie zaczeło się by nigdy się nie skończyć jako odwieczne i wieczne i my dostajemy te ułamki dat tu na planecie którego ojcem słońce połączone światłem jak jeden promień ciepłem dociera do MatkiGai by matka z ojcem połączeni aktem co wewnątrz ciała wybucha jak ta supernova raz na milion świetlnych lat wybuch światłem w prześwietleniu byś stał się zarodkiem i gdy nieświadomie przez ciąże nie będziesz się domyślał że jeszcze nje znasz a dopiero poznasz wielkość życia pływasz w wodach które szumią spokojem karmiony pokarmem którego nje spożywają usta twoje lecz połączenie pompuje coraz więcej w ciebie byś te kilkadziesiąt tygodni później opuścił te ciemne ale spokojne miejsce i świętuj pierwszym oddechem pierwszym dźwiękiem swoje miejsce Witam w ciemnym lesie gdzie Bóg na wojnie z Lucyferem oswietlają drogowskazem ścieżki na życie wieczne które przyjdzie njeuniknione przepowiedziane przez przepowiednie natchnionych Ducha słowem co zna historię gdzie miejsce mu w czasie nieistotne bo jest od początku do końca wszechobecnym losem jak Bogiem który wie i jest zawsze ale wystawił nas na próbę i oto proszę koniec życia jakie znamy gdzie Biblię czytamy i wiersze piszemy gdzie dobro i zło i środek pomiędzy w którym istniejemy i terwz żyjemy ubrani w ten organ jak skóra co osłania flaki i kości ciało którego wstyd nam każe ubrać się w coraz więcej ubrań i przyjdzye czas mówią nam że Bóg zakończy co ma swój czas i wystawi nas na wieczność i Waga czeka gdzie wybraliśmy życiem jaka czeka nas ostateczność mówili drogi są trzy piekło za ciężar który dałeś innym myślą czynem słowem swym gdzie przerażony będziesz spędzał czas w towarzystwie bestii którą byłeś spojrzysztylko raz i spuścisz wzrok gnijąc w hanbie i wstydzie bólem który stworzyłeś gdy żyłeś czyściec gdzie czas przemyśleń za swoje wybory doprowadzi cię przez czas nieskończony do samosądu za to gdy byłeś zły gdybyś mógł tam przejrzeć na oczy co chorym było to czeka cię może i po nieskonczonej wieczności pokuty w tym stanie gdzie sam wrzucasz życie swoje na wagę gdzie nic nie liczy się i nie ma nic tylko ty i twój żywot którym żeś żył gdy porównasz się do siebie to staniesz przed odwiecznoscia gdzie zrozumiesz i raj ze szczęściem gdzie mieszkaniem jest Boskie serce pelne jedynie w miłości uczucie gdzie zło jest jedynie wspomnieniem które było a nie jest a jeśli nie zobaczysz w czysciu siebie nie przejrzysz oczami duszy nje skruszysz lodów arktyki gdzje zimnem byles innym gdzie serce z kamienja nie dostanie pożywienia z krwi ciepłej bogatej w tlen gdzie nie zobaczyez w sobie jakim jesteś i wciąż nie dowiesz się gdzie żyłeś i szedłeś w grzech to Lucyfer wciąż czeka na te ślepe zimne pełne czarnej cmentarnej zgniłej wody żywoty i zaszczycisz piekło gdzue poczujesz ciężar zła własnej istoty nazwij to karmą Ojciec z Synem i Duchem to zważą co chocby choćby zawibrowało ci myślą pod czaszką co padło z ust twoich słowem szeptem krzykiem co.uczyniles sobie co zrobiłeś ze swoim życiem sobie i osobje innej Jak l odważniki zobaczysz wtedy swoje wybory czy czujesz czym karmisz świat czy świat wypełniasz złem czy dobrym czym karmisz przestrzeń wszechświata gdzie wibracja każda którą popchnąłeś w świat niepodważalnym będzie ot tak Szale Wagi Sądu Ostatecznego będą pełne w ciebie i to jedyny czas gdzie tylko ty będziesz się liczył przypomni każdy zapomniany moment choćby najchszą myślą przeszła ci Twoją przez głowę choćbyś niewiedział że żyłeś w uczynkach jak i tych dobrych jak i grzechach przeciw miłości gdzie na szalę wagi wrzuci cię w nagiej prawdzie całej okazałości gdzie to będzie przyznanie się do siebie chocbys chciał to już nie oszukasz siebie i będziesz wiedzieć czemu ostateczności los jaki cię czeka to kara ciężka i zimna w piekłach i otchlaniach gdzie rany zadają ci zgodne z tym jakie przyszedłeś zadawać czy szansa na otwarcie serca i rozpalenie duszy w czysciu gdzie jeszcze możesz się wzruszyć i żalem odpokutować co złe nie dokonca przeważyło twojego co jak twoja dobra strona też ważyła w oczach Ojca Ducha Syna a finał którym jest raj to już tajemnica jak czuć tylko miłość która wypełnia nas czas Wagi odwagi Bóg wszystkiemu raj wymarzył może i diablom wybaczy gdyby ze zła zrezygnowały upadłe Anioły i po zrozumieniu że życie jest warte tylko miłości i dedykowane dobru skończyły by z chęcią pokus i podpowiadania masom dusz dróg na nieszczęście im.i innym gdzie liczy się tylko co teraz i tu Lucyfer sklada składa ręce do modlitwy i przypomina sobie słowa spowiedzi gdzie policzy niepoliczalne swoje wystepki i grzechy i wróci pamięcią do czasów gdy skrzydła pozwalały mu unosić się w wysokich palacach raju i zwróci się ten pierwszy który poszedł na bunt ku nadzieji że koniec beznadzieji powinnien być dla całego stworzenia jako cud i odda Bogu że mylac się szedł z wojną niepotrze bnie ot chęć by skończyć pierwsza z wojen skończyć pokojem pierwszy z konfliktów bedzie przykładem dla ludzkości żeby nie żyć we wrogoścj trzeba kończyć ten tekst wiem że głupim jeste em że niewiele wiem ponad nic co lekcją jest oby nie grzech i kara ale to trzeba się starać
  14. brt

    Gra rymów

    Psa na deszcz lub smycz, kaga niec. A jeśli wściekły to eutanazja jakoby zabicie zarażonego ładnie nazwać.
  15. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    a tu czarna woda
  16. Wiesz dziś nie modliłem się do Boga. Wiesz byłem w takim stanie, tak bardzo pod wpływem że zapomniałem modlitwę. Zgubiłem już drugi wers po Ojcze Nasz. Więc do Lucyfera pomodliłem się. Trochę mi go szkoda, trochę wierzę że jego wojna ze Stworcą, z wolą Boga może zostać zakończona, że wciąż pamięta Raj, Niebo, skrzydła które miał. Że i Bóg słyszy i widzi jako wszechobecny jego słowa czyny myśli i wierzę że jest w stanie mieć chęć wrócić w ciepło Bożych objęć, trafić znów do miejsc gdzie grzeje miłość ognia Stwórcy serc. Że jest w stanie gdzie opanowanie się by ludzkość robiła źle by nie karmił go grzech, by nie rósł z kolejną z łez co jak duszy krew po policzku płynie, leje się. Że ma w pamięci dobro, które uspokaja i że ma dość rozedrgania wibracjami wojny, że się uspokoi i będąc spokojnym powtórzy słowa których nauczył nas Syn a potem doda kilka swych gdzie wprowadzą zachwyt Boskie myśli i za uczuciami (Bóg wciąż kocha zbuntowanych) pójdą czyny i wróci pokój między nimi. I przykład weźmie człowiek. Koniec wojen. Miłość w sobie noszę. Pamiętając grzech który rani niematerię wnętrz.
  17. W lustrze widać w źrenicach duszę i wnętrze jak sumienie które wypomina grzech za grzechem. Jako że mam długą listę popelnionych grzechów i wiele na sumieniu nie patrzę wobi3 sobie w oczy On sam siebie się boi i myśli że się oszuka w tu Waga Sadu Ostatecznego puka i się zbliża z oddechami tlen zmarnowany więc patrzę co z zębami braki dziąsła też obnazaja to za złe wybory kara ciała pokrytego bliznami to metafora duszy pooorqne żyły a dalej suszy wybacz mi Boże proszę i przepraszam ale te słowa to za mało nie wybaczasz i vzeksm ostatniego słowa które z zapowiedzią jako najlepezenajlepsze ze slow chowam czeekaj smie rci mej i wtedy dens nad bitem pozbawionym linijek ktore kitem klamstwem koncze czesc ide grac w bf sześć bez ps bez ps2 tylko ps5 dw5 od kolegi przyjaciela jak ze.mna wciąż za pań brat mimo wad których nievzna wszystkich jie jestem zajebiscie zajebist7 tylko zjebani do gramic czesc
  18. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    flash mob
  19. rymem piszę. A TERAZ UCZULĘ CIĘ (o nie klikałam kapslok ale nie cofam słowem się bo to szybciej wklikujè niż w myślach jako impuls jakaś elektryka się roztrzęsiona zdarza ale ale ale (5x) wracam do głównej sprawy przed nawias cofam się przypadek że się przypomina ale dopiero uszczknąłem kieliszka więc przypominam sb co chciałem rzec czy tam wyszczekać wg nich (Oni) i agentura i agent prowadzący (moja przysięga krwi to upadek wg nich ale sam przed sobą bym ją skladał jak upadam w pałacu zbudowanym przez kupę hajsu ale nie moje włożone kwoty ja tu jestem bo oni pełni miłości wiedzą jak wybaczyć i dać szansę jestem tu zebrakiem i jeszcze dziś upadnę twardo walać ciałem w to co.pode mną w ich podłogę w roztrzesionym ciele splodzę może i krzykiem jak przyjebię pożadny kieliszek podwojony czy potrojony wielokrotnie 40 ml wlane w szklankę i jednym haustem jak przesadzę i mnie to przewróci ale nie umrę bo zło zła się nie ima niby i zostawia swoich by mogli rany duszom i sercom robić i kroki złej drogi (demokracji i racji większości słucha się karma może myśl przychodzi mi w głowę i ją przekazuję (pożałuję potem (czoło spływa potem ale nie zdejmuje bluzy choć gorąco i pot na skóry połać przdz pory się uwalnia nie rozbiorę się dla Was nie w tych miejscach i czasach w których pisać mogę mam coś jak wena jak jakieś myśli które chcę puścić i mam odwagę kliknąć wyślij w socjal mediów i wysrać na świat i nie zdejmę bluzy bo nie czas na to muszę klikać litery i kolejnym nawiasom obnażać chaos który zatrważa cham bez kultury i poradnik grafomana i licencja poetica mi wyrzygana (nie zaburzenia ksobne (POŁOWA JEST MOJA POŁOWA O MNIE) (a skoro znów klikam kapslok i krzyczeć mi przyszło przypominam sobie waszą przeszłość moją przyszłość i o co szło oto dalszy teks przed nawiasem nr jeden))))(...) uwagę zwracam tym co ich oczy śledzą wraz z myślą ten bezmyślnie napisany tekst. Czytelniku to wciąż tytuł jest. Długo co nie ciągnie się ma nawet jakieś znaki jak interpunkcja kropka i nawias przecinków podpisany pseudonimem nie postawił żadnych. Koniec tytułu oto więc i poniżej już zacznie się tekst. Pe es to nowość dla mnie to zdarzyło się pierwszy raz ostatnim razem. Taki przydlugi tytuł bez kitu ale zawsze wiedziałem a przynajmniej od środka gdzieś zauważyłem że nie jestem dobry w tutuły i pewnie teraz też przesadziłem i pewnie się nie przyjmie by teksty przyszłe były tak tytułowane jak u mnie. Nie zmieści się na stronie tytuł nie zmieści na okładce płyty książki to chory pomysł niegodny by rewolucji początkiem się stał. Nikt za moją piosenką na barykady dziś by się nie zebrał by walczyć z systemem o którym nic nie wiem. A ja zginę marnie wezwą śmieciarkę i worek jak skóra wypełniona flakiem na spal je centralnie i do cna generalnie razem z wnętrzem by nie wracali więcej jak mi powiedzieli przecież. Użalanie że nikt mnie nie chce to tak tego nie odbieraj to fakty po prostu prawda wypływa taka lekka taka piękna i błyszczy na powierzchni wody a najbardziej widać jej diament na tle wody czarnej. (Ja (no bo oni to ja przecież już nie ma co ukrywać) umywam ręce Dla nich (ja nie cierpię bo to uczucie a by czuć trzeba miec serce) czarna woda. Taki dwuwers napisałem w onych dawnych czasach a powyżej to parafraza która wytłumacza a poniżej oryginał. Oni umywają ręce. Dla nas czarna woda. Krótko z followupem do Słowa i metafora. Kto się zna to wie czym i co znaczy wodna czerń a kto nie to spieszę i mówię to metafora śmierci. Coś tu śmierdzi mówię ci i ostrzegam nie ma tu człowieka. Czas kończyć pe esa. Czas zacząć zdaniem którym chciałem zacząć płynąć myślą po literach słowach spacjach. No to akcja No to jazda. Oglądam teraz shortsa na YouTube i uwierz próbuje się skupić na treści filmiku. Ale to nie na teraz przekonuję się gdy umyka mi puenta, gdy nie wiem jaka była treść. Nie wiem czy mam śmiać się i z czego a może to było coś mądrego coś z przekazem gdzie twórca chciał poruszyć umysł duszę i serce razem. Jedyne co zauważam to postacie występujące tam, ich znam tego kolesia i tych pań tam kojarzę twarze. Shortsa wysłał mi koleś więc by okazać zainteresowanie wypadało by dać reakcję może ale nie wiem o czym to było bo stan mój nie pozwolił mi wyjść z chaosu poza własnych myśli szalejących jak tornado prędko i roztrzęsienie przez głowę i choć chciałem się skupić tak dla próby to jedynie na skupianiu się usilnym utknąłem i nie wszedłem w tą wideo opowieść. Reakcja którą by należało wysłać tylko mogę się domyślać po wcześniej widzianych filmach które ta ekipa wysyła i najpewniej byłby to śmiech wynika z większości treści które produkuje ten kanał na youtubie ale ale nie chcę by koleś skumał się że nie skumałem o czym to jest i co jak nie trafię bo może należałoby wysłać emotkę która roni łzę albo tą całą czerwoną złością i wściekłością. Wiem nie kliknę emotki napiszę dyplomatycznie to co wiem co to faktem jest. O taka treść żeby wiedział że obejrzałem co mi wysłał, że nie olałem. Piszę szybko mu i Krótko że lubię ich filmiki i oglądam ich. Muszę uważać by się nje zdradzać ze stanem na synapsach, w transie chaotycznych myśli zgubiony ja nie chcę by ktoś z otoczenia wiedział, że to teraz i tu, że przekraczam granicę znów. W kieliszku czeka trunek, który niszczy innych, który rani im bliskich ale to ja w tym jestem, bliżej siebie. Rachuję sumienie w tym stanie. Jak codzienności tzw normalności to wyparcie i zapominanie tak tu teraz pod wpływem używki liczonej na mililitry głośno brzmią i blisko grzechy moje winy moje bardzo wielkie winy, moje myśli słowa czyny. Krzyki. Zdrady. Krew na rękach. Nie ma przebaczenia. Dosyć tego wiersza, wierszyka, rymowanki. To miało być opowiadanie i post miał być w dziale na prozę opublikowany ale to się zmieni. Żyję jako cień i zniknę wśród cieni. Oddalam się w czerń.
  20. Nie zbijesz mi piony I to nie bo jestem chory na choroby głowy jak i ciała tylko za to co przyszło mi w przeszłości co mi mogło się wydawać Przedstawiony jako Boże dziecko z ust się wers wyrwał temu co do prawdy mu daleko że z muzyką sam dobrze wie ma tyle wspólnego co nuty z których kłamię jedy nie żaden Boży syn żaden ósmy cud stworzenie szatana po lewicy tego który niesie światło jak tłumaczą imię Lucyfer w piekle jest jego miejsce zasiedzie jak zasiedział się tam gdzie nje jego miejsce na cudzej kanapie siedzi leń pierdzi w materiał i żebrze na flaszkie morze trunku uderza do mózgu kieliszek to za mało mu już jako dawka pełna szklanka albo z gwinta flaszka aż uderzy o podłogę gdy granice przekroczone tolerancji substancji będzie mówił że brejkdens tańczy ale to grand mal czyli stan padaczki choć zastanawia go czemu gdy w trzęsieniu nie może opanować ciała to zachowuje świadomość i rym rym rym rym rym krzyczy lub cicho wymawia nie pamięta co gadał dziś gada w pętlach spowiedź w cztery ściany to bardziej rachowany stan sumienia jest przygotowany w stanie pod wpływajacymi na niego używkami nieraz przeprowadził się w wersach rymem wymieniał po koleji kolejny grzech za grzechem grzech Boże nie wybaczę sobie nienawidzę się nie ma przebaczenia za myśli słowa czyny pod wpływem trunku który kipi twardością stanu swego spowiada się Bogu w ciszy czterech ścian i nie tłumaczy się choćby tłumaczenie miał to uznał byłoby nje na miejscu zrobił to i najgorsze zło ma na sumieniu toniesz w obrzydzeniu Boże jako i ja tonę nienawidzi się i odsuwa takich co zgrzeszyli tym co ma w pamięci co musieli mu uświadomić inni Oni zawdzięcza im poznanie siebie i dlaczego tej historii jest antybohaterem protagonistą był kto inny antagonistyczny typ zapatrzony w siebie jako dla mnie się kręci myślał o planecie a kto inny nakręcił wir wydarzeń chcąc dobrze stracił zaufanie przez tego o którym tu padają wersy przez tego o którym się mówi szczenię prosto z piekły rodem a kysz pies wygnany na deszcz idź psie sobie za to co zrobił za to co powiedział tu w dupe metaforyczny chuj i w twarz mu pluć ze słów krew na rękach to nje tylko. metafora uderzając o podłogę kieliszek zgniata w dłoniach i szkło przecina skórę znów będą nowe blizny wstyd dziś to tyle jeśli chodzi o Ciebie to jesteś zajebisty przy nim Twoje czyny lekkie jak piórko skończysz pod chmurką gdzie Niebo w środku Bożego serca zamieszkasz a on do piekła gdzie po lewicy Lucyfera będzie tonął w smrodzie który wydziela babrał się w odmętach swoich myśli słów czynów bedzie czarno i zimno i brak powietrza czuł i gorzej i gorzej nie jest Gavrochem nie ma rewolucji w sercu i piosenki co prowadzi na barykady by z systemem walczyć i nie zginie w glorii chwały tylko się obali po kolejnej dawce zamigocze mu przed oczami po raz ostatni zobaczy światło które zgaśnie a on skończyć marnie musi jak dla spełnienia życzeń tych osób które mu były bliskie zostawiając bliznę odszedł czy też został odp3dzony tqk się tu robi skończony
  21. brt

    Gra rymów

    Oto liryka jak matematyka gdy jak widzimy słowa dały wynik.
  22. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Bob Dylan
  23. (kliknęło się wyślij ale jest możliwość edycji więc klikam przycisk i czekam na rymy, które byty z innych wymiarów mi wyrwać przyszło z ich umyslnych przemyśleń w chaosie wpaść tam w ten trans który daje mi sub stan cja z kie li szka na której impulsy prądu zaczynają krążyć między synapsami w sposób odmiennydo demokratyvznje uznanego nazwanego normalnością dy stanu jak trzeźwość (na pokusy nie priwadz prowadź mnie szatanie (parafrazując modlitwę tym słowem czy tam wersem co popełniam na własne twoje ich nieszczęście gdzie szczekanie me nkepktrzebne i niechętnie mi przyszło zmarnowac zmarnować im przeszłość sobą swoją osobą jako że żałują zaufanja i całego dobro z miłością mi daną (oł noł słowo i słowo padło za słowem zbyt wiele słów już i zgubiłem myśl która przewodnią była i prowadziła was gdzieś z dala od chaosu ale cóż miał nas chaos nie dopaść ale na marne słowa gdy przyszla zapowiedziana sekunda która wiele zepsuła gdy zbyt długo patrzysz się w otchłań uważaj bo sam staniesz się otchłanią ja mam to samo ja jestem chaos oto ja kłopot mówią mi cioto i obyłukują a ja zaciskam zęby zazwyczaj bo to ja tam i moja karma krzyczą znienacka i podcinają skrzydła idealnie jak i ja to robiłam (srebrne kosmyki loków na mojej głowie przeplatają się ze złotym gęstym jeszcze włosem i włosem) (ogarniasz metafore? o której wspominają poeci w swoich wierszach srebro i złoto to definicje z drugiego dna jako pierwiastek żeński i męski srebro to chyba kobietw a może nie dokładnie to nie pamiętam a sprawdzić sam każdy może se powiem gdzie oto rozszyfrować wiersze gdy piszą o kwiatach kuchni czy choćby o plackach to idziesz do sennika i czytasz o czym on tu napisał o czym mówi gdy mówi żółtych chryzantem w około wyrosło pole to bardzo proszę sennik otwierasz na haśle jak chryzantemy i czytasz co to oznacza gdy ma ci się to śnić jeśli pamiętasz sny to element artysty w każdym się budzi nocą i przekazuje nam drugie nasze dno czyli co myśli o naszym świadomym życiu nasza podświadomość ukryta pod powierzchnią niczym góra lodowa nasze życie i świadoma droga to tylko czubek nas tam co widać na powierzchni morza większość jest przed nami trzymana w tajemnicy Bóg jest tam i widzi i pcha ku raju bram a tych broni szatan przed nami byśmy nie weszli niczym Rejtan rzuci się przed nami i namówi do grzechu i na pokusy sprowadzi) A więc ja Nie jestem równy Bogom ja to kłopot oto Ja to zło oddane tam gdzie dostałem dobro Jestem tym wiatrem co gasi zapałkę Który na niebo spędzi czarne burzowe chmury Ja to ten który Się niespodziewał sam siebie Ja to ten o którym nie wiesz Duch który jest cieniem Zamienię się na życie które wyśniłem ubieglej nocy Siebie mam dosyć Tyle pomocy a ja popaliłem mosty Wstyd Dosyć koniec tego Ps zgubione w chaosie słowa powinienem schować powinienem skasować ale trans w tym niewstanie w który się wprowadziłem substancją z kieliszka daje mi odwagę i przekonanie zapewne fałszywe ze to dobrze że to wyślę ps 2 jutro kac
  24. brt

    Gra w skojarzenia. :)

    Ja?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...