nadal budzę się codziennie rano
z pierwszym pytaniem - co jeszcze mógłbym
dla ciebie
zrobić
choć przecież odprowadziłem cię już
pod opiekę traw i miodnego wiatru
w objęcia mniszków stokrotek dzikich malw
one niczego nie chcą
rozstępują się posłusznie pod stopami
tak by nie dotknąć nawet twojego cienia
żywszym kolorem
mocniejszą wonią
tam nieraz błądziłaś myślami
w poszukiwaniu łodyg ulistnień migotań
żeby nie przyzwyczaić się zanadto do mojej ręki
żeby jej nie zapragnąć
tam ci lepiej
tak przynajmniej myślę
gdy uwolniłem cię nareszcie
z moich gorących wierszy
ale nadal budzę się codziennie rano
z pytaniem - co jeszcze mógłbym
bo może wczesny powiew zbyt chłodny
źdźbła kłują
złośliwa osa uczepiła się brzegu sukienki
bo wiesz
ja zawsze
nieodmiennie
wszystko - - -