Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Stoję pod tym drzewem, co wtedy. W niemodnym garniturze i w krawacie

uwiązanym krzywo.

I stoję spragniony miłosnego chleba: a nuż coś z tego wyniknie?

 

Pod tym cieniem skrzydlatym i bystrym

od oddechów letniego popołudnia,

od wietrznych westchnień oczekiwania.

 

I czekam, jak czekałem wtedy.

O tej godzinie, w której gołębie i wróble... I ptaki inne. I inne…

 

I kwiaty różane, których

woń, aromat i barwa…

 

Otwarły się szeroko,

zdziwione tym

upojeniem słodkim.

 

Wiesz, czekałem długo.

I czekam nadal.

Tutaj.

O tej godzinie sennej. Na wpół-wieczornej i tkliwej.

 

W liliowej poświacie

obłoków.

W tej dolinie słońca

i mgnień utajonych, i trawy.

 

A kiedy przyjdziesz umówiona… Bo przyjdziesz, prawda?

 

A więc, kiedy dostrzegę ciebie w oddali

z kosmykiem włosów przesłaniającym ci twarz,

bo dzisiaj wiatr tak jakoś plącze gałęzie, szeleści. I chwieje, tarmosi…

 

Wtedy podejdę do ciebie

w tej niepewności okrutnej: czy ty, czy ty…

 

Lecz najpierw

podejrzę

w utajeniu i ciszy.

 

Ciebie.

 

Więc patrzę jak patrzyłem wtedy.

I napatrzeć się nie mogę.

 

Gałązka muska mnie po skroni, łaskocze, kiedy rozchylam czujnie wiotkie łodygi krzewu,

co znienacka stanął tuż przede mną. I widzę liście i płatki, i sok lepki tworzący białe ślady.

 

I cień wąski między mną i tobą.

Tej gałązki między nami.

 

Po którym przejdę,

jak po kładce nad

strumieniem rwącym.

 

Dużo tu światłocieni, ostrego chiaroscuro. I tej jakiejś cichej melancholii, której szum aż nadto

tężeje w sześcianach powietrza, których ciepłe wargi przypadają do moich warg spragnionych.

 

Do twoich.

 

Czujesz? Właśnie gładzę twoją twarz przypadłą do mojej,

 

A twoje włosy, a twoje...

Kładą się miękko

pod dotyk

moich palców

przeczesujących je czule...

 

Portugalczycy nazywają to „Cafuné”.

 

Ty wiesz. I ja wiem.

 

Nasze słowa. Wszystko to, co chcieliśmy sobie powiedzieć,

powiedzieliśmy w poświacie księżyca, co spływa teraz smugą srebrną. perlistą.

 

A więc to już tyle

upłynęło czasu?

To już tak późno?

 

Nie. Proszę! Nie odchylaj głowy,

nie oddalaj

zmyślnych ust!

 

Choć wówczas odsłonisz

swoją gładką szyję.

A wtedy moje usta chciwe…

A wtedy moje szepty na twojej drżącej skórze...

 

Zostańmy

tak.

Jeszcze.

 

Choć jeszcze…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-05)

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jakie piękne oczekiwanie. Tyle w nim tęsknoty,  ale takiej lekkie i delikatnej. Twój cały wiersz jest delikatny. Bardzo mi się spodobał. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Bardzo dziękuję!!!   Narracje bohaterek były dla mnie w sposób zrozumiały trudniejsze do napisania. Ale będą sie pojawiać w dalszej części poematu.     Słuchaj mych szeptów. To echo zmarłych woła. Nie budź mnie teraz.   Pozdrawiam
    • Kaktus jak każda roślina też może umrzeć od zaniedbania Zapomniany odłożony odrzucony   Listek po listku odpada ziemia wysycha powoli traci swą barwę i urok   Myślisz, że da sobie radę w końcu taki jest silny może wszystko wytrzymać   Aż w końcu umiera całkiem przez ciągłe odkładanie najprostszych potrzeb nawet
    • "Zacisze ciszy"   Uwielbiam ciszę i każdą z nich słyszę. „Ciszy się nie słyszy” – ktoś powie – „oprzytomnij!” A śpiew ptaków, który ciszę kołysze? Jak się niesie w cichej, pełnej symfonii.   Z wszystkich cisz najczulsza jest wieczorna, gdy zmierzch nadchodzi i dzień do snu się układa. Cichość dnia staje się wtedy pokorna i wolniutko w ciszę nocną zapada.   Ciszę gwiazd błyskotliwych słyszę, jak w czerni snuje się, cicho szumiąc. Tę tak daleką słyszę – czarną ciszę, w otchłani kosmosu jej nasłuchując.   Najbrzydszą ciszę wojen i głodu słyszę, i myśli tych, którzy głusi są z wyboru. Strach dzieci i myśli zbrodniarzy w pysze – wszystkich słyszę, tych ludzi bez honoru.   Własnej zadumy ciszę również słyszę, wpatrzony w sufit krajobrazu wyobraźni. Napływ przeszłości mózgiem mi kołysze, ciszą wspomnień podstarzałej już jaźni.   Lecz najgłębszą ciszę słyszę wtedy, gdy w sobie samym odnajduję tę ciszę. W niej milknie – ból, troska i ludzkie biedy, i pozostaje tylko – dobroci zacisze.   Leszek Piotr Laskowski. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Zgadza się, ale klimat podobny:). 
    • Czasem patrzę na ekran i słyszę że droga do nawrócenia jest trudna   wiem coś o tym   bywałem swego czasu w knajpie i z dna szklanki wyrastałem  na porządnego człowieka   z moich dni wróżyłem koniec jak nieraz nagłe załamanie pogody   prosiłem o więcej radości gdy nie było słońca   i żyło mi się dobrze dopóki nie przyszła burza i nie wyrwała mnie  z mojej gleby   teraz tułam się bez celu w ciemności w której każdego dnia mam coś do zrobienia   i gdzie zegar tyka a ja nie mam nic na swoją obronę.   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...