Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Anton_Borowicz

Anton_Borowicz

,,Bo nie jest światło, by pod korcem stało...''

- C.K Norwid

 

Ballada o Zasłużonym

 

I

Siedząc tuż przy ognisku, legend wznosi się żar

W wielkim przejęciu milczenia,

Szukając tych słów uwielbienia,

By uczcić tych, którzy przynieśli wolność i dar,

Wtem jeden starzec wstaje, wolno wzrokiem wodzi,

Wy nie znacie - rzekł - legendy,

O tym, jak mężny człowiek przez ciemne losy brodził,

To prawda, a nie bajędy!

 

II

Był pewien to młodzieniec, ni bogactw, sław żądny

O wielkim sercu, wielkiej dumy,

Na tę krzywdę ludzką czuły,

Zawsze był on daleko, od każdej tej wojny,

Bo gdy oni topory gotują na potyczki,

Ludzie od brawury krwawią

Błędne drogi swe sławią

On jeden znał na ślepy gniew skuteczne odwyczki,

 

III

Że jego ta Kraina, jego ta rodzima

W krew, topory, broń bogata,

Plemię wojów, gdzie rządzi Sarmata,

Nie ma wsród nich Ateny, co by ich broniła,

Jak żyć w takim narodzie? O krwi tej wampirzej?

Gdzie brat bratu jest katem,

Gdzie zło mieni się światem,

A każdy dzień wygnania jest do prawdy bliżej.

 

IV

I runął gmach tej dumy, własna krew zburzyła,

Bo rządził okrutnik, Sarmata,

Zgubiła krwawa krucjata,

Aż ta mgła zapomienia ten naród spowiła.

Nie zapłaczą już po nich, nie wniosą moditwy,

Cała chwała w gruzach legła

Gdy Śmierć wreszcie ich dosięgła,

Zostały tylko zgliszcza posród wielkiej bitwy.

 

V

On - Ateny wybraniec - przeżył te wojenki,

Swą Dolinę Krwi zostawił,

Głos Bogini go wyprawił,

By w siłę przemienić te jego mroczne męki,

Mijał państwa dumne, gdzie zdradę w złoto kuto,

Gdzie kamień serca otula,

Gdzie wicher Śmierci hula,

Wtem kłamstwem i mrokiem już dusze im zepsuto.

 

VI

Mijał, mijał Krainy, Nawii i Tartaru,

Tam gdzie czas w pył się obraca,

Skąd nikt żywy nie powraca,

Tam pod osłoną nocy braknie Nieba daru,

Wtem on stanął i widział - jak gniew wszystkich zaraża,

Jak dzuma, co szła z obcych stron,

Niosąc ze sobą mroczny zgon,

Lecz zdrowe serca twardo trwają u ołtarza.

 

VII

Dotarł więc do Krainy, co dotąd spokojna,

Gdzie nikt nie znał tam oręża,

Gdzie prawo zło wciąż zwycięża,

Wnet z oddali już wyła ta Horda potworna.

Nadciągali ci Siewcy, tej wielkiej Zarazy,

Ich atrybutem bułaty,

Pod nimi rącze bachmaty,

Kusz ich kopyt okrywa ostatnie Oazy.

 

VIII

Wybuchła wielka trwoga, ludzkie serca mrozi,

Krzyk rozpaczy po domach grzmiał,

W drżących dłoniach miech każdy miał,

Bo czuli, że ich życiom - pewny koniec grozi,

Wtem modły swe wznosili, klnąc swe srogie losy,

Szykowali się do boju, 

Wsród wielkiego dusz rostroju,

A z ziemi wznosiły się, ku Niebu ich głosy.

 

IX

Wtedy wyszedł przed hufce, spokojny i blady,

Chcąc uciszyć ten Chanów szał,

Bo w duszy moc Bogini miał,

By zamiast mieczem godzić - udzielać im rady,

,,Stójcie!'' - krzyknął, gdy blask Jej - sumienia ich budzi,

Wszak krew ta bratnia wciąż płynie

W szaleńczej świata godzinie, 

Mordu waszego pycha - Niebios ład przetrudzi!

 

X

Ugięli kark Chanowie, strachem pokonani,

Gdy blask Jej ich już przeraził,

Gdy duch ich się przeobraził,

Padli twarzą na ziemię, Atenie oddani,

Mędrcy, słysząc Bogini, co przezeń wołała,

W tym, czym go wieczny los darzy,

Wyżej niż trony cesarzy,

Zasłużonym go zwali - Śmierć przy nim skonała,

 

XI

I nastał czas pokoju, co krew dawną zważył,

Gdy radą swoją ich wspierał,

Złe myśli z serca wypleniał,

By nikt już o pożodze i rzezi nie marzył.

Dla Chanów był jak Ojciec, mędrców żywe Prawo.

Złączył ich jeden wspólny trud,

Ocalić każdy świata lud,

I rządzili tą ziemią - wspólną chwały nawą.

Anton_Borowicz

Anton_Borowicz

,,Bo nie jest światło, by pod korcem stało...''

- C.K Norwid

 

Ballada o Zasłużonym

 

I

Siedząc tuż przy ognisku, legend wznosi się żar

W wielkim przejęciu milczenia,

Szukając tych słow uwielbienia,

By uczcić tych, którzy przynieśli wolność i dar,

Wtem jeden starzec wstaje, wolno wzrokiem wodzi,

Wy nie znacie - rzekł - legendy,

O tym, jak mężny człowiek przez ciemne losy brodził,

To prawda, a nie bajędy!

 

II

Był pewien to młodzieniec, ni bogactw, sław żądny

O wielkim sercu, wielkiej dumy,

Na tę krzywdę ludzką czuły,

Zawsze był on daleko, od każdej tej wojny,

Bo gdy oni topory gotują na potyczki,

Ludzie od brawury krwawią

Błędne drogi swe sławią

On jeden znał na ślepy gniew skuteczne odwyczki,

 

III

Że jego ta Kraina, jego ta rodzima

W krew, topory, broń bogata,

Plemię wojów, gdzie rządzi Sarmata,

Nie ma wsród nich Ateny, co by ich broniła,

Jak żyć w takim narodzie? O krwi tej wampirzej?

Gdzie brat bratu jest katem,

Gdzie zło mieni się światem,

A każdy dzień wygnania jest do prawdy bliżej.

 

IV

I runął gmach tej dumy, własna krew zburzyła,

Bo rządził okrutnik, Sarmata,

Zgubiła krwawa krucjata,

Aż ta mgła zapomienia ten naród spowiła.

Nie zapłaczą już po nich, nie wniosą moditwy,

Cała chwała w gruzach legła

Gdy Śmierć wreszcie ich dosięgła,

Zostały tylko zgliszcza posród wielkiej bitwy.

 

V

On - Ateny wybraniec - przeżył te wojenki,

Swą Dolinę Krwi zostawił,

Głos Bogini go wyprawił,

By w siłę przemienić te jego mroczne męki,

Mijał państwa dumne, gdzie zdradę w złoto kuto,

Gdzie kamień serca otula,

Gdzie wicher Śmierci hula,

Wtem kłamstwem i mrokiem już dusze im zepsuto.

 

VI

Mijał, mijał Krainy, Nawii i Tartaru,

Tam gdzie czas w pył się obraca,

Skąd nikt żywy nie powraca,

Tam pod osłoną nocy braknie Nieba daru,

Wtem on stanął i widział - jak gniew wszystkich zaraża,

Jak dzuma, co szła z obcych stron,

Niosąc ze sobą mroczny zgon,

Lecz zdrowe serca twardo trwają u ołtarza.

 

VII

Dotarł więc do Krainy, co dotąd spokojna,

Gdzie nikt nie znał tam oręża,

Gdzie prawo zło wciąż zwycięża,

Wnet z oddali już wyła ta Horda potworna.

Nadciągali ci Siewcy, tej wielkiej Zarazy,

Ich atrybutem bułaty,

Pod nimi rącze bachmaty,

Kusz ich kopyt okrywa ostatnie Oazy.

 

VIII

Wybuchła wielka trwoga, ludzkie serca mrozi,

Krzyk rozpaczy po domach grzmiał,

W drżących dłoniach miech każdy miał,

Bo czuli, że ich życiom - pewny koniec grozi,

Wtem modły swe wznosili, kląc swe srogie losy,

Szykowali się do boju, 

Wsród wielkiego dusz rostroju,

A z ziemi wznosiły się, ku Niebu ich głosy.

 

IX

Wtedy wyszedł przed hufce, spokojny i blady,

Chcąc uciszyć ten Chanów szał,

Bo w duszy moc Bogini miał,

By zamiast mieczem godzić - udzielać im rady,

,,Stójcie!'' - krzyknął, gdy blask Jej - sumienia ich budzi,

Wszak krew ta bratnia wciąż płynie

W szaleńczej świata godzinie, 

Mordu waszego pycha - Niebios ład przetrudzi!

 

X

Ugięli kark Chanowie, strachem pokonani,

Gdy blask Jej ich już przeraził,

Gdy duch ich się przeobraził,

Padli twarzą na ziemię, Atenie oddani,

Mędrcy, słysząc Bogini, co przezeń wołała,

W tym, czym go wieczny los darzy,

Wyżej niż trony cesarzy,

Zasłużonym go zwali - Śmierć przy nim skonała,

 

XI

I nastał czas pokoju, co krew dawną zważył,

Gdy radą swoją ich wspierał,

Złe myśli z serca wypleniał,

By nikt już o pożodze i rzezi nie marzył.

Dla Chanów był jak Ojciec, mędrców żywe Prawo.

Złączył ich jeden wspólny trud,

Ocalić każdy świata lud,

I rządzili tą ziemią - wspólną chwały nawą.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...