Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z twarzą wymazaną kremem, w papilotach
We włosach i plastrem ogórka na jednym oku,
Wpada Gośka z kasetą VHS i z zakurzonym
Magnetowidem wygrzebanym na strychu.

 

„Obejrzymy horror z lat osiemdziesiątych.
Zakładaj pampersa, bo popuścisz w majty”
Łypnęła na mnie jak zła czarownica
I zachichotała niczym topielica z jeziora.

 

Seans miał być długi, a potwory straszyć
Wielkimi kłami, dostałem więc kopniaka
Na zachętę i pognałem, chcąc nie chcąc,
Po wiadro popcornu i paczkę chusteczek.

 

Nim pojawił się na ekranie tytuł filmu,
Już obgryzałem paznokcie... nie tylko u rąk.
W pierwszym ujęciu fruwają sobie barwne
Motyle nad łąką, ptaszki i pszczółki,

 

A w podkładzie muzycznym zabrzmiały
Cztery pory roku Vivaldiego, same nudy.
Eeeach! – i tu dostałem od ślubnej w łysą glacę:
„Patrz teraz, gamoniu, twardzielu za dychę!”

 

W kadrze pojawiły się ściany obryzgane
Krwią, a z sufitu zwisał trup bez rąk i nóg.
Kamera pokazuje siekierę wbitą w podłogę
I chmarę głodnych, popiskujących szczurów.

 

Wtem ekran zamigotał i pojawiła się zupełnie
Inna sceneria z golasami baraszkującymi
W łóżku oraz mnóstwem gadżetów sadomaso,
A z głośnika niosło się na całą ulicę libretto:

 

„Ja, ja, weiter, weiter, schneller, schneller!”
To dopiero był film… łup! pięści poszły w ruch,
O chochli nie wspomnę, a że z domu wiałem
Bez kapci i gaci – cóż, taki klimat, taki sport…


 

I tyle go widzieli… Żegnajcie.

 

Opublikowano

@infelia

 Wiersz ma w sobie dobrą energię , kiedy kasety VHS żyły własnym życiem, a "horrory ze strychu" kryły różne niespodzianki. Szczególnie rozbawiło mnie to nieszczęsne wiadro popcornu, które nigdy nie spełniło swojego przeznaczenia. Puenta za to smutna - może jeszcze będzie zabawna?  Mam ciagle taką nadzieję. Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...