Milkną niespełnione pieszczoty,
gdy — nad stołem przesytym sploty
obłoczne snują o tym:
nadchodzi wieczerza!
Jutrzenka — w perłowym łonie —
nim przyjmie gości, obmywa dłonie.
Chleb słodko kusi, olśniewa stal.
Już czas!...
Lecz czy kto widział —
śród podniebnych sal —
naszego gościa? —