jej milczenie jest rozmową w której sam nabłyszczam słowa
aż zostaje w rękach piasek
zapominam o pompach sodowo-potasowych o biednych
depresantach którzy zamykają się w ciemnych pokojach
oporni na leki i śnią o podróżach poza obręb ja
w odmęty epoché gdzie ręka którą głaszczę jej włosy
jest sposobem organizacji komórek zbiorem pikseli
układem zero-jedynkowym stymulującym siatkówkę
a cała wiedza kolejną formą wiary dla szamanów pogrążonych
w epilepsji którzy dygocząc powtarzają bierzcie i jedzcie z tego
wszyscy bierzcie i pijcie z tego wszyscy
aż zapłoną dachy
waszych świątyń i odnajdziecie plazmatycznych bogów
zamkniętych w główkach zapałek w diodach standby
w mitochondriach gdzie na pokuszenie życia
programują własną śmierć
znajduję ukojenie badając strukturę jej żeber
absorbując palcami drżenie
a ona wymyka się i wraca falą w przypływie
we fragmentach nazbyt natchnionych wierszy
na podmiejskich peronach na korytarzach biurowców
na cmentarnych ścieżkach tam szepczą do nas zmarli
bierzcie i jedzcie z tego wszyscy bierzcie i pijcie z tego wszyscy