Na Zamek Książ zjechali się historycy,
Archeolodzy i różdżkarze, a każdy z nich
Do badań przystąpił z zapałem i nadzieją.
Jeden z lupą, inny ze starodawną mapą
Czy wahadełkiem na końskim włosiu.
Macali, krążyli po dziedzińcu, dokonując
Pomiarów, podkładali sobie nogi,
By tylko zerknąć na cudze notatki.
Liczny tłum gapiów zgromadzony
Za policyjną taśmą gały tylko wywalał.
Pawełek, szkolny rozrabiaka i dowcipniś,
Z gałęzi drzewa ogłosił radosną nowinę:
„Tam jest złoty pociąg, jeszcze parą bucha!”
Ruszyły wykopy aż szpadle świstały,
Pot się lał po plecach, dziesiątki ekip
Telewizyjnych słały w świat relacje.
Ksiądz z kropidłem się pojawił znienacka
Oraz szajka magików – kieszonkowców.
Gwar i zamęt im towarzyszył, a gdy nastała
Noc, księżyc zaświecił i aż się roześmiał.
Pan Antoni, kustosz, wyjął z kieszeni klucz,
Zardzewiały, ciężki, i mruknął pod wąsem:
„A chodźcie no za mną, cudaki – dziwaki.
To, czego szukacie na oślep i bezmyślnie,
Jest w bibliotece, w pożółkłych księgach.
Opisano piękno gór śląskich – prawdziwe złoto”
Badaczom zwiędły uszy, wzruszyli ramionami,
A gawiedź rozeszła się, szukając innych wrażeń.
Tylko Pawełek wciąż wierzył w legendę,
Że skarb gdzieś czeka głęboko na znalazcę.
Wystarczy ucho przyłożyć, poczuć tętno ziemi
I może kiedyś pociąg w tunelu zagwiżdże…