OK, to spróbuję powędrować z wierszem.
Zaczyna się zagadkowo:
Lulilaj twoje ciało jest czyste
usiądź odpocznij na skraju polany
odłóż kwietną koronę
spójrz sterczą badyle cierniowych splotów
Czyli zaczyna się słowem kojarzonym z kołysanką, kojącą melodią. Coś jak... Chodź, opowiem Ci... "twoje ciało jest czyste". Dlaczego to ważne? Gdyby nie było czyste...
Czyli mamy peela i adresata. Kto jest adresatem? Możliwe, że peel jest jednocześnie adresatem - rozpoznającym się w lustrze. Czyli peelka/adresatka prowadzić może swego rodzaju dialog wewnętrzny. Jest też kimś, kto nosi wianek, który kojarzony jest tu z koroną cierniową. Wianek jako symbol kobiecości staje się czymś, co przynosi ból i nierozerwalnie związane jest z męką Chrystusa. A tu się tworzy morze do interpretacji...
Kobieta mówi, że nie ma miłości, że miłość jest złudzeniem świetlnym odbitym w oczach innego - piękny fragment!
Dlaczego półmrok błogosławieństwem? Co ujawniłoby się w pełnym świetle? Jakaś prawda, którą trudno uznać? Może widoczny byłby jakiś szczegół, grymas, gest, który należałoby ukryć? Może w półmroku rysy miękną, nie widać skaz na skórze, a może wstydu...
Czy odbicie w lustrze jest piękniejsze od oryginału? W końcu to tylko wizerunek, łatwy do wypełnienia dowolną treścią. Oryginał, jako zdefiniowany, ma ograniczone możliwości w tym zakresie.
Dlatego obraz w zwierciadle reprezentuje tylko tą część peelki, którą możemy zobaczyć na zdjęciu - bez całego bagażu, który niesie ze sobą oryginał.
Przepraszam jeśli karygodnie błądzę.