Zawiej sto razy,
wietrze co wczoraj,
mały przyniosłeś
mi liścik.
Marzyłam o tym,
kiedyś wieczorem
i nagle cud się
mój ziścił.
Zapach tytoniu
w białej kopercie,
na kartce raptem
trzy słowa.
"Przebacz mi, proszę..."
- ująłeś zwięźle.
Chcąc, niechcąc,
świat zawirował.
Chciałam wyrzucić
kopertę w ogień,
lecz brzękło coś
o podłogę.
Złoty pierścionek.
I mój ametyst.
O, Boże!