szklankę dnem o stół, niech pryska szkło i lód
niech wódka pali krew, niech parzy do kości
żebyś nie zobaczył jaki we mnie chłód
jak mi blisko dziś zostało do nicości
z powietrzem się miesza w płucach gęsty dym
niech się czernią osadzi na dnie mojej duszy
na chwilę spowalnia w sercu moim rytm
nim się nim zachłysnę, nim się nim zaduszę
i niech mnie zalewa ten mrok, mętny śluz
niech chemia rozpuści resztki moich wspomnień
bo wolę ten rynsztok, ten chemiczny gruz
niż myśli o Tobie co palą jak ogień
i nikt nie zobaczy, przysięgam na mrok
na dno szklanki, na prochy, na wieczność pijaną
choć chwieje się ziemia i myli się krok
nie dowiesz się że jestem walką już przegraną
staczam się w otchłanie, w ten najgorszy ściek
gdzie cisza jest ciężka i cuchnie rozpaczą
echem się odbija samotności dzwięk
puste są oczy co nigdy nie płaczą
kiedy przyjdzie szatan we własnej osobie
zabrać to co z duszy mojej pozostało
I tak się nie dowiesz że wiersz był o Tobie
ze Ty w swoich rękach trzymałeś mnie całą
nawet te słowa, te rymy składane
piszę jedynie by zająć czymś dłonie
nie szukam iskry, wszystko już przegrane
dolewam goryczy, niech świat w wódce tonie