Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

            Chodzę po łące – naprawdę pięknej polanie.
Nagle czuję potrzebę pooglądania kwiatów.
Chabry, stokrotki, maki – wiele.
Nagle widzę kwiatka — samego otoczonego skałkami.
Bezbronny kwiatuszek...
Nie ma obok nikogo, kto mógłby mu pomóc.
Pytam go małym, ale okazuje się ważnym pytaniem.
            — Łodygo malutka, co tak tu siedzisz? 
            — Czemu nie jesteś z innymi kwiatkami?
            — Gdzie jest twoja rodzina? — mówiłem, ale bez odpowiedzi.
            — Chodź, zabiorę cię. U mnie bieda straszna, ale myślę, że Ci się spodoba

 

            Zabieram go z ziemi, uważając na jego korzenie.
Idę do chaty.

 

            — Widzisz? Dom nie taki straszny. Ściany odmalowane, drzwi nowe, meble po konserwacji. Jak już jesteśmy razem tutaj, to powiedz mi. Co Ci się dzieje? Czy może Cię coś boli? Listek nie taki, a może ziemia?
            — Nie wiem
            — Jak to nie wiesz? Nie wiesz co Ci trzeba?
            — Nie 
            — Przecież musisz coś chcieć, prawda?
            — Tak.
            — A więc co kwiatuszku? — zapytałem kolejny raz.
            — Słońca trochę, ziemi, wody. Tyle mi wystarczy.
            — Tylko tyle? Naprawdę? 
            — Nic więcej nie potrzebuję — wyjawił.
            — Dobrze — uznałem jego prośby.

 

            Dałem mu wszystko, co chciał.
Ziemię w donicy, słońce i wodę.

 

            5 dni później wchodzę, rozglądam się.
            — Kwiatuszku gdzie jesteś?
            — Gdzie jesteś kwiatuszku? — wołam, ale nie słyszę odpowiedzi.
            Patrzę na doniczkę i nic nie widzę — żywego.
Z kwiatka został proch i suche łodygi.
Jednak dlaczego?
Czy nie wystarczyło mu to, co chciał?

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena   Świetnie jest poprowadzona narracja - budujesz napięcie jak w kryminale (inwigilacja, kontrwywiad, tajemnicze drzwi), żeby na końcu okazało się, że to opowieść obyczajowa o ludzkiej pysze. Ten kontrast między poważnym tonem śledztwa a groteskową puentą jest świetny.     Ale ta historia ma dwie strony.  Jan C. przez 23 lata świadomie oszukiwał żonę - to nie jest drobne kłamstewko, tylko konstrukcja całego fałszywego życia: sfałszowana legitymacja służbowa, wymyślona kariera w ministerstwie, codzienne udawanie wyjścia „do pracy". To wieloletnia, systematyczna manipulacja najbliższą osobą. Ewa przez ponad dwie dekady żyła w świecie zbudowanym na kłamstwie, nie mając prawa wiedzieć, kim naprawdę jest jej mąż. Co więcej, sam mechanizm ukrywania – tajemnicza „praca", brak przyjaciół, zakaz pytania o szczegóły – to właśnie te elementy, które w normalnym związku budzą uzasadnione podejrzenia o zdradę.  Problem pojawia się dopiero w reakcji Ewy na prawdę. Gdyby jej gniew dotyczył samego faktu oszustwa i braku zaufania, byłby to uzasadniony żal. Ale to, co faktycznie wykrzyczała – „człowiek z gminu", „bez matury", „oszust" – pokazuje, że jej problemem nie było kłamstwo jako takie, tylko odkrycie, że mąż nie ma dyplomu i pochodzi z gorszej, w jej mniemaniu, klasy społecznej. Fortuna w brylantach jej nie uspokoiła – uspokoiłaby ją tylko, gdyby mąż był prawdziwym urzędnikiem państwowym z odpowiednim wykształceniem. Innymi słowy: Jan skrzywdził ją realnie – wieloletnim kłamstwem i odmową zaufania. Ale Ewa zniszczyła się sama, reagując nie na to kłamstwo, lecz na status społeczny, który się za nim krył. Gdyby to była historia o mężu, który latami udawał kogoś innego z powodu romansu, jej gniew byłby całkowicie zrozumiały. Ale to historia o kobiecie, którą zawiodła nie zdrada, tylko własny snobizm - i to jest gorzka, ale trafna puenta tytułu „Idiotka"."
    • Viola... Czarek ujął to bardzo dobrze, dołączam. Piękny wiersz.
    • @viola arvensis   co mam napisać po tak wspaniałych Twoich słowach?   dziękuję?   to piękne słowo ale jakby tylko prześlizgnęło się po mojej duszy.   że ten tylko zrozumie kto przeżył traumatyczny rozpad osobowości?   chyba tak.   że Bóg swoją mocą uzdrowi?   zdecydowanie tak!!!!   w najciemniejszych godzinach życia trzeba mu ufać.   bez końca.   miło mi czytać Twoje mądre słowa.   i świetny jest czas zamyśleń nad nimi.   dziękuję Ci za to.   całym sercem.   całym sobą.                   @Nata_Kruk   Nata.   musiałem spróbować.   na kafelkach - nie.   na panelach - nie.   na piasku - o tak!   nie mam w domu podłogi z piasku, chociaż miewają taką w swoich rezydencjach miliarderze zwariowani na punkcie eko.   to taka moja metafora poetycka w klimacie znikania siebie:)     bardzo Ci dziękuję za wspaniałe słowa.   przyłączam się do Ciebie - niech do ciężkiej cholery będzie jutro!!!!   serdeczności:)        
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Ta strofka spodobała mi się najbardziej.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @żegnajcie... ta zmieniona nazwa użytkownika... niepokoi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...