Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Prolog

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:40

- Zimno, podkręć na trójkę – mężczyzna w czerwonej kamizelce krzyknął na tył restauracji. Sala była jeszcze zupełnie pusta. “Trzeba będzie włożyć nową świeczkę” - pomyślał, patrząc wciąż nieprzytomnym wzrokiem na pierwszy stolik. Na białej koszuli widać było niedoprane ślady po ciemnym sosie.
Wnętrze lokalu było jeszcze ciemne, półmrok wisiał w powietrzu; ciemny dywan i równie ciemne obrusy podkreślały dekadencki klimat. Całe pomieszczenie było przesiąknięte dymem, mimo wiecznie niedomkniętego, starego okna w drewnianej ramie. Zdawać się mogło, że nie pamięta czasów świetności, więcej – nigdy takich nie było, jakby od początku projektowano ten szynk, mając przed oczyma obraz wiecznie zaspanej knajpy dla wiecznie zaspanych klientów. Jedynym elementem psującym schyłkowy styl był telewizor wiszący nad kontuarem.
Kelner podszedł do stolika pod oknem. Z brzegu, pod ścianą, leżała butelka po “Balantine”, spełniająca funkcję świecznika; ze świeczki został ledwie centymetrowy ogarek. Na dwu pozostałych stolikach, stały, również udając świeczniki, flaszki po czystej i po szampanie. Niewyspanymi oczyma zlustrował salę. Wyjął zapalniczkę i po chwili pierwszy płomyk rozjaśnił obrus na stoliku.

Pierwsza

Centrum, "Mekka", 3 XII 2003, 20:53

- Jjeszcze jjeden – zawołał zapity typ siedzący pod oknem.
- Służę panu, ale pan już wypił pół butelki, może podać jakąś zakąskę? - zasugerował grzeczny do przesady kelner.
- Nie, najlepiej przynieś pan całą butelkę – pijany mężczyzna najwyraźniej miał zamiar dokończyć wieczór w stanie kompletnego zamroczenia. Czerwona kamizelka zniknęła w wejściu do kuchni, lecz pijak zdawał się tego nie zauważyć. Ciągnął dalej – Będzie miała za swoje, ździra jedna. Niech se nie myśli... - przyczyną jego ucieczki w alkohol niechybnie była jakaś kobieta.
Na stoliku stanęła opróżniona do połowy piersiówka z etykietą “Balantine” oraz czysty kieliszek, zignorowany zresztą przez nieszczęśliwego w miłości faceta, który prawie natychmiast przyssał się do szyjki butelki.
- Niech se nie myśli – ponownie rozpoczął zagubiony wątek – że jej uwierzę. Jak to jest jej kuzyn, to ja jestem ksiądz – wybełkotał między kolejnymi łykami. Szybkim ruchem zakończył osuszanie szklanego opakowania i wstał. Zataczając się i nieskutecznie próbując utrzymać pionową postawę poszedł w kierunku drzwi.
Kelner podszedł do stolika i pomyślał - “Będzie flaszka na świecznik”.

Wrzosy, 3 XII 2003, 22:18

- Otwieraj – wrzaski pijaka usłyszeli chyba wszyscy w promieniu kilku kilometrów – oczywiście za wyjątkiem adresatki. Ździro, otwieraj – pijany nie dawał za wygraną. Drzwi uchyliły się w końcu i dobiegł zza nich głos żony – Właź, i tak już chyba wszystkich pobudziłeś.
Mężczyzna miał najwyraźniej ochotę przedyskutować swoje problemy tak, aby sąsiedzi również zostali o wszystkim poinformowani. - Jest twój kuzyn, szmato? To niech się wynosi, zanim go znajdę! - stawał się coraz bardziej bojowy. - Znajdę i sprzedam mu kosę!
Wtoczył się, a raczej został wciągnięty do domu.
- Gdzie on się schował? - niby-kuzyn był problemem numer jeden.
- Uspokój się, Zdzisiu, tu nikogo nie ma – próbowała wyjaśnić kobieta.
- Nie?! - ryknął Zdzisio – a to co? - kontynuował, wskazując na światło sączące się przez szparę pod drzwiami. - Zostawiłaś otwartą lodówkę w kiblu? - zakpił i ruszył w stronę tego światła, wyjmując z lewej kieszeni nóż.
- Wyłaź, gnido – wrzasnął, wpatrując się w przyklejone, plastikowe kółko i trójkąt.
- Chodź do sypialni, odpocznij – żona ciągnęła go za płaszcz. Gdy się do niej odwrócił, żeby coś odpowiedzieć, drzwi ubikacji otworzyły się i wyjrzała zza nich zalękniona twarz młodego mężczyzny.
- A ty k.. - zaczął Zdzisio i lewą ręką z nożem wziął zamach. Nie przewidział, że kobieta stała tak blisko. Po chwili na podłogę osunęło się ciało ubrane w wypłowiałą, bawełnianą nocną koszulę. Kobieta miała rozciętą szyję.

Druga

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:46

Wolnym krokiem kelner podszedł do środkowego stolika. Butelka po czystej była tylko trochę pokryta woskiem z wypalonej do połowy świeczki. Wkrótce również obrus na tym stoliku rozjaśnił się od blasku płomyka.

Centrum, "Mekka", 18 XII 2003, 18:26

Przy środkowym stoliku, na który stała opróżniona prawie do końca półlitrówka czystej, siedział elegancko ubrany młody człowiek i wpatrywał się w telewizor. Alkohol nie wywierał chyba na niego żadnego wpływu.
Jest wpół, może pan przełączyć na wiadomości? - poprosił kelnera. Na ekranie pojawiła się mówiąca coś kobieta; dołem przesuwał się pasek z jakimiś liczbami. Mężczyzna wpatrywał się, jak urzeczony.
- Jes jes! - krzyknął w pewnej chwili. Poderwał się zaczął podskakiwać i tańczyć, jakby był na meczu piłkarskim. Nie zważając na otoczenie wychylił do dna butelkę i wybiegł uradowany.

Rubinkowo, 18 XII 2003, 19:04

- I widzisz? Udało się – od drzwi krzyknął wesoło mężczyzna. - Gdzie jesteś, kochanie?
Pusta kuchnia, w dużym pokoju też pusto. Rzucił płaszcz na wieszak i prawie wbiegł do sypialni.
- Co robisz? - w jego oczach zagościło bezgraniczne zdumienie na widok pakującej się żony - Kaśka, co się dzieje?
- A co ma się dziać? W końcu się pakuję... przegiąłeś na dobre.
- Co ty mówisz? Właśnie zarobiliśmy 390 tysięcy!
- Jakim kosztem? I na jak długo, co? Znowu zainwestujesz w jakieś plastikowe badziewie, którego nikt nie kupi i co? Zejdź do piwnicy, cała jest zawalona jakimiś cholernymi mikserami do mleka... Mam ci przypomnieć? To nasz posag, pamiętasz? Przepraszam, MÓJ posag... Pamiętasz komornika, który zajął całą moją pensję? Kolesi, dla których miałam być miła, bo “mogą załatwić ważny biznes”? I nawet jak mnie podszczypywali, to miałam się podśmiewać jak blondyna z debilnego żartu? Koniec, radź sobie sam. - wzburzenie kobiety sięgnęło zenitu.
- Ale Kaśka, tym razem się udało! Teraz otworzę firmę i już będzie dobrze!
- Firmę? Którą z kolei? I czym się tym razem skończy? Obwiozą cię w bagażniku, czy tym razem będę już bez końca czekać aż “pozałatwiasz ważne sprawy” i wrócisz z miasta? Nie tym razem... dosyć łez w poduszce... niekończących się samotnych nocy...
- Zaczekaj, pozwól mi powiedzieć -
- Nie, niczego już nie wyjaśniaj – przynajmniej nie mnie – chwyciła walizkę i mimo ciężaru szybkim krokiem wyszła z mieszkania, nie zamykając nawet drzwi. Przez okno obserwował, jak zmierza w kierunku postoju taksówek. Nie obejrzała się ani razu i wsiadła do białego mercedesa, takiego samego, jak ten, który wiózł ich do ślubu. Po chwili czerwone światła zniknęły za zakrętem.

Most kolejowy, 18 XII 2003, 19:37

- Na pewno dobrze się pani czuje? Spytał taksówkarz zerkając w lusterko. - Może jednak jakoś pani pomóc? Zapłakana twarz kobiety wywołała ojcowskie uczucia w sześćdziesięcio­pa­ro­letnim kierowcy.
- Dziękuję, nic mi nie będzie – odparła rozmazując makijaż chusteczką. Zapłaciła; poczekała, aż wyda jej resztę, wypchnęła na mokry chodnik walizkę i wysiadła. Poczekała do chwili, gdy taksówka zniknie przed dworcem i usiadła na walizce.
Most kolejowy, 18 XII 2003, 2253
Po Wiśle gdzieniegdzie przemykały refleksy świateł od zabudowań z drugiego brzegu. Szczątki kry raczej dla przyzwoitości przypominały, że jest zima. W pobliżu jednego z filarów stała walizka.

Trzecia

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:49

Kelner wyjął z kieszeni świeczkę, zatknął ją na siłę w szyjce butelki od szampana i zapalił.
- Otwierać? - niemrawym głosem rzucił na tył restauracji.
- Nie, poczekaj, jak o piątej, to o piątej – usłyszał w odpowiedzi.

Centrum, "Mekka", 31 XII 2003, 23:59

- ... cztery, trzy, dwa, jeden, zero! - dwoje młodych ludzi zaczęło się całować.
- I widzisz? Udało się, zaczynamy go razem! - ubrana w skąpy, krzykliwe błyszczący strój dziewczyna wyglądała najwyżej na siedemnastolatkę, pomalowaną na trzydziestolatkę. Towarzyszący jej chłopak chyba był tak przejęty wyjściem z ukochaną na sylwestra, że nawet nie pomyślał o tym, żeby się jakoś odświętnie ubrać. Oczy mu błyszczały od szampana.
- Jak tak zaczęliśmy nowy rok, to wszystko nam się uda – powiedział do swojej partnerki.
- Chodź, skoczymy gdzieś potańczyć – zaproponował.
- Nie, Sławek, przecież obiecaliśmy moim starym, że będziemy tylko tutaj... - zaprotestowała dziewczyna.
- No a skąd się niby dowiedzą? Przecież sami są na imprezie, nie będą stamtąd wychodzić w połowie, żeby tu z nami się stuknąć szampanem. No, dawaj, skoczymy na Gagarina, tam będą puszczać fajerwerki, zobaczysz, będzie superowo – namawiał młodzieniec. - No, Ala, wiesz, kupiłem kilka odjazdowych petard, mam je w bagażniku, przecież nie będę z nimi wracać do domu, stary mnie zabije, jak zobaczy petardy w jego wózku, przecież wiesz, jaki on jest, wścieknie się, że powoziłem jego autem bez proszenia. - ten wykręt zdawał się trochę nielogiczny, ale dziewczyna chyba nie analizowała go w aspekcie logicznym.
- Mmmm ale wystrzelimy petardy i zaraz wrócimy ok? - odparła.
- Słowo zucha – wesoło powiedział chłopak.

Błonie, 1 I 2004, 0:12

Kierujący Fiatem Punto młodziak spojrzał na drżącą z zimna i emocji dziewczynę. Zbyt długo patrzył w jej stronę i nie zauważył czerwonych świateł. Jadący z prawej polonez nawet nie zwolnił. Na krótką chwilę świat zamienił się w jazgoczącą karuzelę. Gdy wszystko znieruchomiało, nadal patrzył w prawo na zgniecione ciało, które jeszcze przed chwilą było jego ukochaną.
- Ala, boże, Ala – wyszeptał.

Epilog

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 23:21

Słaniający się na nogach ze zmęczenia kelner podszedł do pierwszego od baru stolika i zdmuchnął ostatnią palącą się świecę. “W cholerę z tymi świecami, żaden nastrój a tylko łazić trzeba. Jutro powiem Adamowi, że może lepiej wypieprzyć te flaszki i kupić normalne lampki” - pomyślał.


Toruń, Inowrocław, styczeń 2004
Opublikowano

krzyknął na tył restauracji - jakoś tak...
Zadać się mogło - zdawać?
projektowano ten wyszynk - wyszynk, czy szynk? (wyszynk, to chyba prawo do sprzedaży alkoholu?)
pod ścianą, leżała butelka po “Balantine”, spełniająca funkcję świecznika - zmieniłbym szyk na: pod ścianą leżała,spełniająca funkcję świecznika butelka po “Balantine”,
próbując utrzymać pionową postawę zaczął zmierzać w kierunku drzwi - po co zaczął?
Jest wpół - jest pół do...
przynajmniej nie mi - w tym przypadku jednak powinno chyba być "mnie"

Dobra historia, fajny język. Należałoby się chyba wyjaśnienie co to jest Mekka. Może pisząc "Mekka"?
P.S. Skąd u Ciebie takie dziwne cudzysłowy?

Opublikowano

Dzięki, Leszku.
Z krzyknięciem powalczę, z poprawek skorzystałem - choć nie w pełni:
jest wpół - zostaje - tu, w Toruniu, wszyscy tak mówią :) przynajmniej nie mi/mnie - poprawiłem, choć mam wątpliwości - może Pani Psor podpowie :)

Dziwne cudzywsłowy z OpenOffice'a :D

Pozdrawiam
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...