Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

przyszedłem udzielić ci droga przyjaciółko
egzorcyzmów po których poczujesz się lepiej
wyprostujemy drogi abyś bliżej miała do celu
popatrz tak właśnie stawia się pierwsze kroki
teraz skupimy się na słodzeniu herbaty

w drugim etapie nauczysz się sztuki operowania czasem
terapia posłuży głównie zapominaniu
podkręcimy także funkcjonalność mechanizmów obronnych

polecam analizę snów oraz otworzenie umysłu na nowe doznania
proszę pamiętaj że nasz mózg nie zmienił się od stu pokoleń

więc wciąż wrażliwy jest na wycie wilków i pieśni szamanów

po zakończeniu obrzędów pozostawimy cię pod dobrą opieką
do czasu gdy będziesz gotowa podjąć samodzielną egzystencję
znów czerpiąc z życia radość i nadzieję na lepsze jutro

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

w niemieckim burdelu

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez jeremy (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@jeremy o ile, to można nazwać terapią;) 

 

biorąc pod uwagę zakończenie, to myślę, że one są wyrzucane prosto z ciężarówek, na tak zwaną, że ją nazwę wytwornie głęboką wodę i same sobie muszą radzić, z (szybkim) zapominaniem, bo jak wiadomo, nie od dziś, czas, to pieniądz, w końcu to nie korpo, że ci najpierw zrobią szkolenie, wezmą cię pod włos, a potem wywalą na bruk:P, w tej robocie trzeba samemu sobie radzić, ze spranym mózgiem, chyba;) 

 

i w ten sposób, już nie wiem, czy tje:P 

@jeremy w tym zawodzie, to terapię wydaje mi się, jeśli już się robi, to bardziej wstrząsową, po której pretendentka, niby prawie gotowa na samodzielną egzystencję może nie przeżyć, w stanie agonalnym, wywalona na śmietnik 

Opublikowano

@jeremy wg mnie, w ogóle nie jesteś delikatny, za to rozczulasz się nad sobą, jak jakiś chujek, który nie zdejmuje szlafroka przez cały dzień, a jego jedynym marzeniem jest położyć się na tapczanie i umrzeć, dodatkowo wszyscy powinni mu współczuć, bo mu się grzywka akurat dzisiaj nie ułożyła, jakby chciał, pfffff 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...