Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Dostałem almanach – miło, z czerwoną okładziną

poplamioną tłuszczem - trudno. Trafiłem na ćpuna –

pożegnał mnie wulgaryzmem, przepadł za drzwiami kwadratu.

Ikona. Wieszajcie święte obrazy zamiast portretów -

Egalite, upojna francuska dziwko, twoja

latarnia rottes Milieu świeci zabójczym światłem.

Dałem ćpunowi en liberté provisoire sutrę,

świętą sutrę poety – zwrócił drukowaną kartkę

z pionowym gryzmołem przeciętym w poprzek: lokomotywy

mogą mieć kolor słonecznika, zielony korpus,

żółte koła, można przetworzyć puszki na kolory,

a wprawny ogrodnik wypełni je żużlem ze spalin,

oleistą cieczą, zbierze nasiona, które się wysiały -

bezwiednie, nada sens sutrom przerwanej melancholii.

Nadbrzeże myśli o twoim słoneczniku, nadbrzeże

myśli o rdzawej wodzie, gdzie uschłe kielichy, wgłębki,

piwisi domki dla krabów, nowe molekularne

wiązania, nasiona dające życie kwiatom. Nadbrzeże

myśli o twoim słoneczniku, srebrzystym drzewie

Mondriana, neoplastycyzmie, pionie żółtej

lokomotywy, czerwonym almanachu leżącym

na stole – poziomym, brudnym dopełnieniu dwóch,

krzyżujących się szpalt niebieskiej przestrzeni bez

przedmiotowości, formy, wyzwaniu. Smutny almanachu,

wypasiony wierszami, tłusty, stekiem kłamliwych sutr.

Siedzę sam od godziny, palę - dla zgorszonej kobiety,

odbieram kretyński telefon – od kretynki, palę – znów,

piszę o wypalonych ćpunach i papierosach

(za dużo o papierosach), czytam bluźniercze wiersze

innych, swój – równie brudny, słucham The Tallis Scholars.

Nic wcześniej nie było tak puste, plugawy almanachu,

żadna myśl, żadna wyschnięta studnia, żadne serce -

pustynnych ojców, morderców, wdowców, maszerujących

w krucjatach dzieci. Nic nigdy nie było tak brudne,

plugawy almanachu, posłuchaj ze mną riffu

zacinającej się płyty. A Ty, Wielki, Niewymowny

Tetragramie, jeśli jesteś - czarny na białym, pewny,

zawisły w rogu szeptuchowej chaty albo i willi

pokrytej boniami (jak we florenckim siodle

Medyceuszy), gotów wciąż do tworzenia: wulgarnego

słowa, ćpunów i poetów, ikon, zmaż wszystkie winy

słonecznikowego znaku, skrop w skwar hizopem według

twojej sutry, zasadź w oliwnym gaju, oto stoję

z tłustym, plugawym almanachem pod pachą – nie gardź. 

 

Edytowane przez Tyrs (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Annna2 Dziękuję, miłe słowa. Ale to nie jest proza poetycka - sprawdź, dlaczego :). A wiesz, kogo próbowałem po raz drugi przemalować? Podpowiem, że wiersz kogoś, kto należał do dziesiątki najsławniejszych poetów w XX wieku. Moja druga próba. Po przeczytaniu tamtego wiersza mam taką samą obsesję jak Bacon po zobaczeniu Portretu papieża Innocentego X Velazqueza i też będę pewnie już zawsze wiersz tamtego przemalowywał :). 

@huzarc Dziękuję :). 

Edytowane przez Tyrs (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • oto siedzimy tutaj ty ja i oni i ty masz tajemnice i ja nie jestem szczery na parapecie kwiat rozczapierzył palce walcząc o przetrwanie spóźniona konewka w spóźnionej dłoni wyschnięta twarz zegara z fałdem Verragutha anioł stróż jak hobbit latający tam i z powrotem mosty spragnione człowieka aut szyn pociągów na skraju mój podpis PC i rok lata całe choć zła jest akwarela przez chwilę byliśmy dziećmi i mniej jest tych chwil na lekach choć śpię mniej i miej mnie na względzie kiedy wejdziesz antynomiczne przeklnij i jeśli zechcesz cokolwiek mąci ci umysł zdradź kto mi zapieprzył godzinę twój zwrot po zawrocie głowy spieszą się galaktyki muszą nadrobić w czarną przestrzeń decyzje bez odwrotu jak to ma działać do cholery wytworne perpetuum mobile - ziemia droga ruch (okrężny) ja nietrzeźwy i ty pijana oni i wreszcie bez nich kolor butelek na ścianach centralny punkt wszechświata z dystansem fiksujący soczewkę blisko blisko   i coraz dalej dalej    dość.    
    • @_M_arianna_W... fajne!
    • Zapytasz: skąd się tam wzięła ta odrealniona istota?   Gdybym go sam nie zobaczył, a on nie prosił mnie o pokarm, uznałbym go za nocną zjawę sunącą poprzez uroczą Grenadę.   Zlazł bezszelestnie z płótna Dalego, ogonem zawijając — flamenco tańczy. Skacze ponad dachami złotej Malagi, zwinny jak kot Don Kichota z Manczy.   Piękny rycerz o pociągłej twarzy siedzi tam ciągle i o czymś marzy. Jakże chciałoby się do niego podejść, zahaczyć w tańcu o gorącą Kordobę.   Uczuciem uderzyć w pierś bailaory, wytrącić jej ze zwinnej dłoni kastaniety, na kopię nadziać wszystkie podniety i tobie je podarować, piękna Sewillo.
    • @Łukasz Jurczyk tak...masz rację  dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @.KOBIETA. dzięki serdeczne  
    • @jjzielezinski   Niewidzialny   Jestem najskromniejszy, najcichszy. Nie było mnie widać i nie ma.   Zrodzon z obcej matki. Ilu nas było, drogi bracie, w cieniu dowództwa?   Tamten czas nas nie kochał. Przetrwałem trzydzieści trzy warty, patrząc, jak gasną kolejne baony.   Jam uciekł z transportu, jam walczył do końca, jam padał żywy.   Pod gradem kul udawałem trupa, żeby się jeszcze na coś przydać.   Jestem niepopularny. Mówią, że mam spróchniałe korzenie. Matka odeszła za wcześnie. Przyszła Polska. Zrozum, że to nie była moja matka!   Poszedłem walczyć, żeby cokolwiek ocalić. Że krew była niemiecka? Tego wyboru nie miałem.   Potem byłem cichutki, najcichszy. Nigdy nie nagrodzono mnie miłością.   W kraju stałem się banitą, do końca obcym, niezaakceptowanym.   Cisza.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...