Nad przepaścią z talii magika stoję,
czując brak okładek pod skórą
na każdą ze straconych miłostek.
Mijam lata wpatrzone w nią,
niebywałe, bym wrócił ze snu,
gdy zamknie swe oczy…
Jesienie stracone w listach
bo czyta je wszystkie na opak,
jeśli sama nie płonie wciąż.
Chłodne wieczory pod kocem,
gdzie ledwo tli się duch
spod zamkniętych powiek.
Czwartej pory nie potrafię przeżyć,
chyba nigdy nie dojrzeję...