Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wraz z nadejściem poranka, wszyscy zgodnie stwierdzili, iż spędzona na skarpie noc nie należała do najprzyjemniejszych. Żaden z członków ekspedycji nie wypoczął zbyt dobrze, oczy ich były wciąż zaspane, a umysły przyćmione. Powstając z ziemi, ich mięśnie były obolałe, a kości trzaskały w stawach. Dręczyło ich też nieustępliwe ziewanie. Jegor więc nakazał wszystkim stawić się na krótkie ćwiczenia gimnastyczne, mające rozbudzić ich koncentrację i rozluźnić mięśnie. W tym czasie profesor Heinrich wspiął się na powrót na szczyt, do izby ponad tarasem, gdzie przetarł okna wychodzącw na miasto i ponownie nakręcił korbę masywnego mechanizmu. Jegor podążył za nim na szczyt, tuż po zakończonych ćwiczeniach. Masywna metaliczna konstrukcja wprawiała Halyjczyka w osobliwe zakłopotanie, nie przywykł on bowiem do tego typu widoków. Heinrich dosłyszał jego nadchodzące kroki, przerzucając więc głowę przez bark, powitał atamana serdecznym uśmiechem. Korba chodziła z terkotaniem, w rytm ruchu poruszającego nią Teutońskiego ramienia. Heinrich wkońcu zwolnił uchwyt, pocągnął za dźwignię i w akompaniamencie metalicznego tykania, korba ruszyła mimowolnie, w przeciwną stronę do kręcenia. Razem z nią pracować zaczęły mechanizmy wewnątrz mosiężnego cylindra. Heinrich usunął się wtedy na bok i po kolei wskazywał dłonią na panel pełen korb i dźwigni, wystających z obudowy. 

 

 - Jak pewnie wiesz Jegorze, wraz ze zmianą pór roku zmienia się długość dnia i wysokość trajektorii Słońca, temu też to urządzenie oporządzone jest w liczne regulatory, przy pomocy których starożytni operatorzy kalibrowali co jakiś czas działanie maszyny. Te dwie korby tutaj - wyjaśniał po kolei - pierwsza służy do ustawienia kąta nachylenia soczewki w płaszczyźnie pionowej, druga ma podobną funkcję, tyle, że operuje zwierciadłem. Dwie następne poniżej, one z kolei ustawiają kierunek soczewki i zwierciadła w poziomie. Te trzy z prawej strony, pierwsza ustala prędkość, z jaką urządzenie ma się obracać, druga i trzecia kalibrują, jak wysoko mają się wznieść i opaść soczewka i lustro, podczas już samego obrotu. Duża korba, którą dopiero co kręciłem, daje napęd, wprawiając wszystko w ruch. Dźwignia, jak się już pewnie domyślasz, zwalnia blokadę i cała magia rozpoczyna bez przeszkód swoją pracę. Gdy cała machineria wykona już obrót o 180°, aktywuje się mechanizm powrotny, ta mosiężna bestia wraca więc na pierwotną pozycję, przy czym dźwignia staje również na powrót w pionie.

 

 - Wszystko to sam wywnioskowałeś, grzebiąc przy wajchach? 

 

 - Nie, tylko po części, gdy wczoraj wieczór je przetestowałem. Każde urządzenie jest skrótowo opisane na tablicach powyżej nich - Heinrich wskazał dłonią na ciąg niezrozumiałych znaków.

 

 Przed wyruszeniem w dalszą drogę, Jegor ustalił z wysokości, iż by wrócić z punktu migotania do wraku statku, powinni się udać na wschodni-południowy-wschód. Zeszli obaj do stóp wieży. Podkomendni Jegora stłumili się gwarnie w jednym punkcie, pod zewnętrzną ścianą budynku. Żywa dyskusja przebijała się do membran uszu. Ustawili się oni wszyscy w półkręgu i bacznie mierzyli bliżej nieokreślony obiekt leżący na ziemi. Jegor przecisnął się między nimi i dowiedział się, iż obiektem dyskursu była martwa mewa.

 

 - Bierzem ją i smażym przy następnym postoju? - rzucił jakiś Halyjczyk - To w końcu świeży trup, wczoraj jej tu nie było! A pewien jestem, bo przecie przed moim namiotem leży. Innego ptaszystwa też żem tu nie widział.

 

 - Lepiej jej nie dotykać, a tym bardziej nie jeść - odpowiedział Bartłomiej - nie wiemy od czego ona padła, możliwe, że chorowała i nabawimy się jakiegoś paskudztwa.

 

 - Widziałem tę mewę wczoraj wieczór, gdy wspiąłem się z profesorem na wieżę, wówczas wyglądała na całkowicie zdrową - dodał od siebie Jegor - Jadła mamy pod dostatkiem, to o zapas wody powinniśmy się martwić. Zostawcie truchło tam gdzie leżało.

 

 Po tych słowach wszyscy rozeszli się, by złożyć obozowisko i gotować się w dalszą podróż. Opuściwszy skarpę, zbliżali się do zaginionego miasta. Ekscytacja nie opuszczała Heinricha. Cuda technologii, jakich był świadkiem, wspinając się na wieżę, rozbudzały do cna jego wyobraźnię. Wieża to był dopiero przedsmak fantazji, a cóż takiego mógł ujrzeć będąc już we właściwej metropolii? Dokonania techniki, które dla przeciętnego prostaka nie do odróżnienia byłyby od magii. Jaka to też kultura powstać mogła w tak ścisłej izolacji? Heinrich zdawał sobie też niestety sprawę, że ta kultura już dawno pewno wymarła, wieża na skarpie wyglądała na zbyt zaniedbałą, by na wyspie ostali się jej rdzenni mieszkańcy, mechanizm zegarowej soczewki był też srogo rozkalibrowany. Nie mniej jednak już po samym wieku tablic, które to przed laty zapoczątkowały jego pasję, domyślał się, iż taki był właśnie los tej cywilizacji. Pierwsza połowa drogi była łatwa i przyjemna, bowiem trzymali się znów ściany skarpy, która z zachodniej strony również oddzielona była od puszczy kilkumetrowym, pustym pasem. Ściana jednak urwała się w pewnym momencie pochodu. Wtedy Jegor spojrzał na kompas i skierował marsz na ustalony ostatniego wieczora południowo-południowo-zachodni kierunek. 

 

 Wchodząc w gęstą zieleń, ekspedycja znów zwolniła. Mozolnie stawiali kroki, przebierali nogami przeciwstawiając się oporowi giętkich gałęzi. Niektóre pnącza drapały ich po łydkach, kolanach i udach, dziurawiąc tym samym i tak zszargane już spodnie. Oczy i głowę przesłaniali łokćmi i przedramionami, wystawiając je na tożsame do nóg rany. Optymizmem nie napawał fakt, iż tego dnia marsz był otoczony jeszcze większą ciszą, niż poprzedni. Przez ich myśli przetoczyła możliwość panującej na wyspie plagi, która przetrzebiła ptasią populację. Czy potencjalna choroba była też niebezpieczna dla ludzi, tego nikt się domyślić nie mógł. Nowe dowody jednak wkrótce dotarły. Bartłomiej rozchylając gałęzie jednego z krzewów, spostrzegł, iż na ziemi leży ciało jakiegoś barwnego ptaka, przypatrując się uważniej, poznał, iż była to żołna. Przyjrzał się jej nieco i wskazał kolegom. Miał już ruszyć dalej, lecz kątem oka spostrzegł coś osobliwego, otóż niewielki ruch zamajaczył na ciele ptaka. Sięgnął więc do swoich bagaży, zdjąwszy je z pleców. Urwał dwa małe kawałki starego żagla, jednym zatkał usta i nos, drugim owinął prawą dłoń. Podszedł do domniemanego trupa i ku jego zaskoczeniu, pierś ptaka rytmicznie się unosiła i opadała, zwierzę oddychało! Uniósł go w owiniętą szmatę i rzeczywiście, nie tylko czuł pod palcami ruch klatki piersiowej, ale też nikłe bicie serca i ciepło jego okrytego piórami ciała, ptak również nie doznał pośmiertnego zesztywnienia.

 

 - Panie komendancie - Bartłomiej zwrócił głowę do Jegora i reszty grupy - te ptaki wcale nie są martwe, lecz wpadły w jakiś nadzwyczajny, głęboki letarg. Profesorze, wiesz coś może na ten temat? 

 

 - Przykro mi, lecz nie jestem ornitologiem, ani epidemiologiem, jeno archeologiem. Znam się na tym przypadku nie więcej niż ty, Herr Bartłomieju. Śmiem twierdzić nawet, że jako myśliwy w tym polu mnie przewyższasz. Ta mewa na skarpie była w podobnym stanie?

 

 - Tego nie wiem, nie przyjrzałem się jej wtedy. 

 

 Mimo wszystko Jegor i Heinrich obejrzeli żołnę z odległości, rzeczywiście jej pierś drgała jak żywa. Niemądre byłoby jednak teraz wracać na skarpę, by sprawdzić, czy tamtejsza mewa również znajdowała się w podobnym stanie. Anomalia ta więc została w umysłach podróżników, aż do czasu, gdy z gąszczu wyłaniać poczęły się niskie mury, złożone z masywnych, piaskowo-szarych, kamiennych bloków. Bez wątpienia było to zaginione miasto, które wpisane zostało w obszerny obronny krąg. Szczęściem nie musieli obchodzić wokół fortyfikacji, gdyż brama wejściowa znajdowała się na wprost od nich. Powstał jednak jeden problem. Masywne, mosiężne drzwi stojące w przejściu były zamknięte.

 

 Stanęli więc na chwilę, głowiąc się co dalej. Obejście zewnętrznego kręgu zajęłoby zbyt dużo czasu. Mogli powrócić do wraku galery i przyjść pod bramę miasta z beczką prochu, by wysadzić sobie przejście, były jednak przy tym dwa problemy. Po pierwsze, musieliby odłożyć wyprawę na następny dzień, a po drugie, proch był przemoczony. Wpadli jednak na mniej wystrzałowy pomysł, mogli przewiązać jedną z zerwanych lin przez głowicę ułamanego berdysza i w ten sposób wspiąć się do środka. Plan jednak nie doszedł do skutku, gdy Jegor doszedł do wniosku, iż można go jeszcze trochę zmodyfikować. Mianowicie mur był na tyle niski, że mogli po prostu użyć własnych ciał do podsadzenia jednego z towarzyszy, który później otworzyłby im drogę. Ustawili się więc pod murem w piramidkę. Trzech ludzi stało na dole w rzędzie, dwóch kolejnych wspięło się na ich barki, a szósty miał wejść po nich wszystkich i przeskoczyć przez mur. Na honorowe stanowisko tego, który jako pierwszy postawi stopę w starożytnym mieście, wybrano Jegora, z racji na jego wzrost. Bartłomiej odpadał, gdyż był za niski, Heinrich miał już zbyt kruche kości, by bezpiecznie zleźć z muru. Ataman więc wgramolił się po ludzkiej drabinie, stanął u szczytu na ich barkach i chyżo podskoczył łapiąc się kamiennej krawędzi. Siła impetu, jaką dał nogom podczas wyskoku, prawie powaliła na ziemię jednego z stojących w piramidzie Halyjczyków, złapali go jednak wolno stojący towarzysze. W tym czasie Jegor podciągnął się i stanął wyprostowany na szczycie murów. Na jego szczęście, po drugiej stronie, na całą długość fortyfikacji ciągnęła się kurtyna, do której, na różnych odcinkach prowadziło kilka par schodów. Jegor zszedł po jednych z nich i skierował się w stronę bramy. Ogromny, mosiężny rygiel ciągnął się przez środek drzwi. Ataman próbował go poruszyć, jednak było to bezowocne, nie tylko miał ogromną masę, ale również zaciął się od długowiecznego nieużytkowania. Nabrał więc powietrza, naprężył mięśnie i z całą skumulowaną w sobie siłą złapał za rygiel, by unieść o i przesunąć na bok. Parł z całej siły, ziemia osuwała mu się spod butów, ryjąc tym samym podeszwą głębokie bruzdy. Powietrze kipiało mu przez nozdrza, buchając niemal siarczystymi oparami. Rygiel zaczął uginać się od atamańskiej woli. Opór ustał nagle, włożona w pchające ręce siła była tak wielka, że jeden z okowów trzymających barykadę, wyrwał się wraz z mocującymi go ćwiekami. Brama poczęła uchylać się ze skrzypem. Czuwający po drugiej stronie niecierpliwi towarzysze skotłowali się pod nią, usłyszawszy ten nieprzyjemny dźwięk. Zza mosiężnej płyty drzwi wychylał Jegor, zapraszając wszystkich do środka. Starożytne miasto stało dla nich otworem.

 

 Większość architektury była niska, budynki wznosiły się tylko na jedno piętro. Architektoniczny rozmach nadrabiały jednak mnogie i bogato zdobione mosiężne okucia na budynkach. Wszystkie dachy skryte były pod ścisłym płaszczem gęstego listowia, gdyż na zarośniętych już od długiego nieużytkowania alejkach, pomnożyć zdążyły się liczne drzewa. W mieście więc panowałby półmrok, gdyby nie spryt starożytnych architektów. Bowiem na obszernym placu rynkowym, ponad wszelkie korony drzew, wznosił się wysoki, smukły obelisk, na którego szczycie sterczało zwierciadło przechwytujące Słoneczne promienie, odbijane z wieży majaczącej na skarpie. Od zwierciadła promienie kierowane były w dół, do stojącego pod nim kwarcowego kryształu, rozwidlającego snopy do mniejszych kolumn, o identycznej konstrukcji, stojących między poszczególnymi dzielnicami. Stamtąd z kolei, wieże rozwidlały promienie dalej do konkretnych budynków. Na dachach, wypiętrzały się malutkie wieżyczki, których daszki chroniły powierzchnię luster, odbijających dalej światło słoneczne do wewnątrz. Na rynku prócz obeliska, znajdowała się również studnia z wielkim mosiężnym kołowrotem. Początkowo wzbudziła ona dużo entuzjazmu wśród przybyłych. Chyląc głowy ku jej dnu, stwierdzili, że woda wyróżniała się krystaliczną czystością, Bartłomiej jednak ostudził zapał towarzyszy. 

 

 - Nie powinniśmy z niej czerpać, nie wiemy, czy woda nie jest tu skażona. Tamta żołna nie wpadła w tak osobliwy stan bez przyczyny, nie wykluczone, że to właśnie woda wprawiła ją w śpiączkę. 

 

 Plac wokół studni rychło więc opustoszał. Rozbitkowie weszli do jednego z większych budynków, który za sprawą swojej elegancji, zdawał się być ratuszem lub też innym wysokiej wagi miejscem publicznym. Z sufitu, na łańcuchach, zwisał kolejny kwarcowy pryzmat, ten z kolei nie nadawał uchwyconemu promieniowi konkretnego kierunku, lecz rozpraszał światło, rozjaśniając w ten sposób całą izbę. Było to światło częściowo rozszczepione, Heinrich zauważył, że cienki kontur jego cienia, mieni się tęczowymi barwami. Szczątki zmiecionych przez upływający czas, zmurszałych mebli, rozsiane były po pomieszczeniu. Między fragmentami spróchniałych dech walały się gdzieniegdzie przemieszane mosiężne i złote bibeloty, niektóre z osadzonymi w nich kamieniami szlachetnymi. Misy, puchary, biżuteria pozostawiona sama sobie w głuchej ciszy, nie odwiedzanej przez wieki sali. 

 

 Na ścianie stojącej naprzeciw drzwi widniał zdobiony złotymi ornamentami fresk, będący portretem przedstawiającym czarnowłosą kobietę o nadzwyczajnej urodzie, odzianej w purpurową tunikę. Realizm z jakim wykonano obraz wykraczał kunsztem poza jakiekolwiek ramy artystycznego pojmowania. Był on nawet więcej niż hiperrealny, realniejszy, niż ludzkie odbicie w lustrze. Wzbudzał emocje, których nie sposób opisać, jedynie naoczny świadek pojął by ten poziom doznania. Całe te ekspresyjne przeżycie potęgowało przepiękne, ukształtowane przez cud natury lico kobiety. Przez czoło uwiecznionej postaci ciągnął się złoty ornament przedstawiający diadem, bądź koronę, z srebrnym, bądź platynowym zdobieniem w kształcie sierpa. Podobne ornamenty widniały na inmych częściach ciała, imitując na nadgarstkach obręcze, naszyjnik i oplatający talię pas. Po bokach gigantycznego ściennego malowidła ciągnęły się wyżłobione w skale linie starożytnego pisma. Widniały one dalej, w głębi sali, zalewając całość lewej i prawej ściany. Stojący pod ścianą Heinrich badał każdy drobny detal, uwieczniony w wizerunku już zapewne dawno zmarłej kobiety. Trwał w zadumie, nad tym jak każdy por na skórze został zmyślnie umieszczony, każda najdrobniejsza zmarszczka, czy naprężone pod powłoką skóry ścięgno. Rozpacz ogarniała jego pierś, gdy uświadomił sobie, że geniusz tej techniki przepadł bezpowrotnie, wraz ze śmiercią jej autora. Heinrich przeniósł więc wzrok na widniejące obok napisy, by nie pogrążać się w jeszcze głębszą melancholię. Wertował tekst chyżymi skokami gałek ocznych. Linia po linii odkrywała przed nim swe wiekowe tajemnice. 

 

 - Tu na tych ścianach, spisane zostały kroniki tego starożytnego miasta i jego ludu. Był to szczep większego plemienia koczowników, który przybył tu z południowego-zachodu, z basenu Morza Wenuskiego, przez Cieśninę Buduńską, wraz z większą grupą, by kolonizować brzegi basenu Morza Wewnętrznego. Ci konkretni należeli w głównej mierze do społecznych kast uczonych i metalurgów, którzy odłączyli się od reszty w wyniku sporu politycznego. Wybrali tę wyspę, gdyż otaczające ją wody zapewniały warunki najbardziej sprzyjające izolacji. Wyspa wkrótce okazała się bogata w złoża miedzi i cynku. Wkrótce więc założono pełnoprawne miasto, któremu nadano nazwę Manilla, od założycielskiej pary, ogłoszonych monarchami, Manishtushu i Illaste. Wybitni metalurgowie prężnie rozwijali obróbkę mosiądzu, tym samym wyprzedzając resztę świata o tysiąclecie. Tworzyli cuda techniki, jak system oświetlenia, którego byliśmy świadkami. W końcu powstała potrzeba znalezienia rynku zbytu, temu wybudowano nowy system oświetlania mielizny, tak by mieszkańcy miasta mogli bezpiecznie opuszczać teren wyspy, a jednocześnie pozostała ona bezpieczna przed najazdami. Podczas pełni księżyca, operatorzy wieży, umieszczonej na skarpie, kierowali soczewkę na srebrną tarczę, wtedy też mielizny rozświetlały się, kontrastując z ciemnymi plamami, wskazującymi drogę wśród głębin, którą mogły przepłynąć staki. Handel rozkwitał, miasto gromadziło bogactwa, lecz na wyspę nie wpuszczano nikogo z zewnątrz, żaden z jej obywateli nie chciał również zdradzić sekretów obróbki mosiądzu ludom zewnętrznym - tu profesor Heinrich zatrzymał na chwilę opowieść, by przejść na drugą stronę sali, odchrząknął i kontynuował kronikę - Przejdźmy może nieco w przód w czasie, ciekawi mnie bardzo schyłek tej cywilizacji. Hmm. Wygląda na to, że przez mijające wieki wykształcił się tu matriarchat. Jakieś tysiąc ekhem-set lat temu narodziła się ostatnia królowa tego polis, Melinoë. Według tej kroniki, charakteryzowała się ona nadzwyczajną urodą i to jej wizerunek uwieczniony został na tym ściennym portrecie. By zachować swą niebywałą powierzchowność, królowa urządzała kąpiele, nurząc się w owczym mleku i miodzie. Za czasów swego panowała, próbowała spuścić rygor izolacyjny, jednak bezskutecznie, większość ich rodzimych ludów już wymarła lub zepchnięta została na powrót do swych ojczystych terenów. W mieście gromadzono więc na potęgę bogactwa, nie mając gdzie już ich zbyć. Luksus powoli upadał i to na pokolenie Melinoë padła ostateczna klęska. Tylko jej pałac był ostatnią ostoją dawnego przepychu. I wtedy też… wtedy…

 

 Heinrich zamilkł na dłuższy moment, wpatrując się w ostatni blok tekstu. Wzrok jego przeskakiwał chaotycznie z linijki na linijkę, zaczął też przeraźliwie rzęzić, miał coraz większe problemy z nabieraniem powietrza. W pomieszczeniu jakby zapanowała duchota, pot ściekał po skroniach mężczyzn. Heinrich zachwiał się na nogach, tracił już równowagę, złapał się za gardło, za chwilę przesunął dłoń na klatkę piersiową. Poczuł, jakby nagły skurcz doskwierał mu w palcach. Jegor podskoczył do profesora, by podtrzymać go w pionie, Teuton chylił się jednak coraz bardziej ku ziemi. Heinrich chwycił się kurczowo atamana oburącz, zwisał ociężale z jego barków. Jegor zaniepokoił się stanem towarzysza, strach rozszerzył mu źrenice, drżały mu oplecione wokół Teutona dłonie. W jego żyłach gotowała się żywa krew. Światła w izbie stooniowo gasły. 

 

 - Profesorze, co się dzieje? Hej, profesorze?

 

 - Wotanie, mein gott! Zmiłuj! - wzrok Heinricha zdawał się być zwrócony w odległy eter, twarz jego wykrzywiona w grymas przerażenia, zbielała, jakby odpłynęła mu z ciała cała krew - Musimy… jak najszybciej… Wotanie! 

 

 - Profesorze! - wrzasnął oszołomiony Jegor - Rozwińcie jeden żagiel i dajcie mi tu dwa kije. Niech no tu do mnie podejdzie jaki rosły wojak, poniesie ze mną profesora. Bartłomiej, weź ode mnie kompas, będziesz prowadził pochód do statku. Hej profesorze, słyszysz mnie?

 

 Profesor jednak już nie odpowiadał, głowa opadła mu bezwładnie. Zsiniałe powieki i usta, które jeszcze chwilę temu drżały w konwulsji, teraz zamarły w bezruchu. Profesor Heinrich oddał ducha na widok zgrozy, którą był wyczytał w pradawnych kronikach miasta.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Ridziu Doprawdy intrygujące i teraz zgroza tegoż wydarzenia pożera ciekawość, cóż to doprowadziło profesora Heinricha do tak niespodziewanego zejścia, aż strach pomyśleć jaką treść zawierają owe kroniki miasta.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Shopping for the latest trends, high-quality products, and unbeatable discounts has never been easier with Temu ! Thanks to the [New] Temu Coupon Code £100 Off [acs670886] For Existing Customers + New Users, you can enjoy substantial savings while discovering your favorite items. Temu ’s wide range of offerings, including up to 90% off select products, free shipping to 67 countries, and fast delivery, Temus it a one-stop shop for everyone.

      Why Temu Stands Out
      Temu provides a remarkable shopping experience with its incredible discounts, diverse product catalog, and exceptional deals tailored for both new and existing users. From fashion and home essentials to tech gadgets, you’ll find everything at unbeatable prices. With the Temu coupon code (acs670886), you can:
      Save up to £100 instantly on your purchases.
      Unlock a 40% discount on selected items.
      Access a £100 coupon bundle for multiple uses.
      Receive a free gift as a new user.
      Enjoy free shipping in 67 countries.
      Temu ’s promotional codes like Temu coupon code (acs670886) $100 off ensure that your shopping remains budget-friendly while delivering premium quality products.


      How To Use The Latest Temu Coupon Codes
      Redeeming your Temu discount code (acs670886) is simple and hassle-free. Follow these steps to Temu the most of your shopping experience:
      For New Users:
      Create a Temu account and log in.
      Browse the vast product range and add items to your cart.
      At checkout, enter the Temu coupon code (acs670886) to enjoy a flat $100 discount, a free gift, and free shipping.
      For Existing Users:
      Log in to your Temu account.
      Add your desired items to the cart.
      Apply the Temu coupon code (acs670886) to save $100 or enjoy an extra 40% discount on select items.

      Latest Temu Coupon Code 40% Off [acs670886] For This Month
      The Temu coupon code (acs670886) 40% off is a game-changer for savvy shoppers. This month’s special offer allows you to save even more on already discounted items. Whether you’re shopping for yourself or looking for gifts, you can maximize your savings with this exclusive deal. Combine this with Temu ’s up to 90% off sales and free shipping for unparalleled value.
      Benefits of Using Temu Coupon Codes
      Flat £100 Off: Save big on your first purchase with the Temu coupon code (acs670886) $100 off for new users.
      Extra 40% Off: Apply the Temu coupon code (acs670886) 40% off for additional savings.
      $100 Coupon Bundle: Unlock a bundle of coupons worth $100 for multiple uses.
      Free Gift: First-time users can enjoy a complimentary item with their order.
      Free Shipping: Available in 67 countries, Temu international shopping more accessible.

      Temu Coupons For Specific Regions
      Here’s how you can benefit from Temu ’s discounts across different countries:
      USA: Temu coupon code $100 off for USA residents ensures you save big.
      Canada: Enjoy the Temu coupon code $100 off for Canada with free shipping.
      UK: Avail of the Temu coupon code $100 off for UK shoppers this month.
      Japan: The Temu coupon code $100 off for Japan offers unmatched savings.
      Mexico: Use the Temu coupon code 40% off for Mexico for amazing discounts.
      Brazil: The Temu coupon code 40% off for Brazil Temus premium products affordable.
      Germany: Enjoy the Temu coupon code $100 off for Germany with speedy delivery.
      Australia: Temu coupon code $100 off for Australia provides great deals with no extra shipping costs.

      Temu New Offers in January 2026
      Kick off the year with incredible savings using Temu new user coupon and Temu discount code (acs670886) for January 2026. With exclusive deals for January, you can:
      Save up to 50% extra on select items.
      Enjoy a $100 coupon bundle for new and existing users.
      Receive free shipping to 67 countries.
      Get a free gift as a first-time user.

      Why Choose Temu Promo Codes?
      The Temu promo code (acs670886) for January 2026 is your gateway to a superior shopping experience. Here are some reasons why Temu stands out:
      Wide Selection: Choose from thousands of trending items.
      Massive Savings: Get up to 90% off on select products.
      Convenience: Fast delivery and free shipping to 67 countries.
      Exclusive Deals: Enjoy the benefits of Temu ’s $100 off coupon and 40% off discount.
      Shopping smart has never been easier with Temu coupon codes for new users and Temu coupon codes for existing users.

      Final Thoughts
      Don’t miss the opportunity to save big with the [New] Temu Coupon Code £100 Off [acs670886] For Existing Customers + New Users. With perks like a flat $100 discount, a 40% extra discount, free shipping, and more, your shopping experience will be nothing short of delightful. Start 2026 on a high note by unlocking these amazing offers today!


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Czy mają dobrze Ci którzy mieli pogrzeb Czy dusze czyścowe Żyją nadzieją czy są przestraszone Dwie opcje Piekło lub raj Jedno to koszmar niewyobrazony Drugie to naj czas  Zaznajemy zła Tu gdzie życie trwa Ludzka egzystencja  Prowadzi nas by poznać czym jest strach i nienawiść  By poznać co to zabić  Ranić  Ciało i duszę  To po to Bóg dał wolną wolę  Byś rozróżnić umiał te dwa bieguny I zabrał upadłemu skrzydła  Tworząc pana piekła  By człowiek mógł się nacieszyć z miejsca gdzie już nie ma zła  Raj To by Stwórca dla nas chciał  Dał drogowskaz nieraz Dał Syna który nauczył nas I zbawił świat gdy ofiarę najwyższą za nasze grzechy (bo nie za swoje ten który jest miłością w jedności z Ojcem Duchem jest Bogiem)  Pokazał diabłu miejsce ostatnie gdzie śmierć nic nie znaczy To wygranie z szatanem Żyjemy tu pomiędzy Aniołami i demonami By rozróżnić co dobre a co złe  Gdzie dusza czyścowa trafi Czy sama wymodli i odpokutuje grzechy A może w modlitwy słowach trzeba by sumienia tych co czekając na sądu wyrok da się leczyć  Wybielić sukienki swetry koszule Nakrył biały obrus i kryształowe sztućce Bóg na uczcie gdzie za bramą Piotrową czeka ze swoją osobą nieskończenie niepojetą i tylko dobro Czeka i szatan ze swoim czarnym płomieniem ogniska Co to nie grzeje ani nie swietli mroku nocy wiecznie zmarzłego istnienia  Nie dość że czeka byś w otchlaniach piekła żył i taplał się w swoich grzechach To otwrte na oścież bramy raju dla każdej duszy  Broni jak może by byt się  po drodze tam zawieruszył Broni jak może dusze nieśmiertelne by nie trafiły tam gdzie wszystko piękne  To on nie Bóg broni nam Wstępu do Raju bram Szatan    Upadłego dobra odebrane skrzydła  To zawód Boga a nie plan by ludzkość była przebrzydła Gra na skrzypkach fałszywa muzyka Niesie światło jako Lucyfer tłumaczy się w językach  Ale to sztuczny blask  Zwodzi nas Nie jest jak żadna z gwiazd  Jak nasze słońce nie daje życia  Juź kończę  Dobra i zła bieguny musimy poznać  By móc docenić Raj by jeszcze mocniej Kochać Boga
    • Ocierają się o wiersz stawiając do pionu wersy subtelnym westchnieniem nocy nasączonej aromatem gwiazd spotykam tam cienie twoich szeptów osiadły jak ptaki szukające schronienia na samotnych głoskach.   Autor fotografii: M.Lewandowska

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Najciemniejsza noc to nie brak światła – to moment
    • @Piotr Samborski – widzę "nić" światła...
    • @hania kluseczka Dyplomy mają jakieś- tam znaczenie mimo wszystko. Jeśli masz do wyboru terapeutę z dyplomem lub bez, to cokolwiek sądzisz o dyplomach - chyba jednak bezpieczniej będzie wybrać tego z dyplomem. Szkoła psychoterapeutyczna, która wydała takiego terapeutę na świat oraz jej reputacja - również się liczy, bo mamy terapeutów po jakiejś szkółce dwusemestralnej i idą w świat nieść dobrą nowinę. Trzy-cztery lata szkolenia w określonym nurcie,  to jest - moim zdaniem - zupełne minimum. Kolejna rzecz: Czy terapeuta poddaje swoją pracę superwizji - ma znaczenie. To jest zawód podwyższonego ryzyka jeśli samemu ze sobą nic się nie robi. To nie jest naprawianie spłuczki w kiblu czy nawet leczenie wyjątkowo interesującego liszaja.  Tyle chyba na wejściu. Później, po kilku sesjach, nawet ktoś niezorientowany jednak może coś powiedzieć o jakości relacji terapeutycznej i postępach. Tylko też taka się pojawia sytuacja, że ludzie oczekują szybkich, nierealistycznych efektów na zasadzie: Moje życie nie poprawiło się w trzy miesiące - do dupy z taką terapią. Trzydzieści lat nieprzystosowawczych schematów albo niezabliźnionej traumy chcieliby ogarnąć w weekend. Albo oczekiwanie, że terapeuta za kogoś wykona robotę. Opór jest silny gdy się wchodzi głębiej w psyche, a terapeuta to wdzięczny chłopiec do bicia.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...