Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Julita.

Julita.

Jeszcze Mogłeś

opowieść poetycka

 

I. Droga Nikogo

Na skraju miasta, gdzie światła bledną,

mieszkał człowiek — bez imienia,

bez pytań, bez pragnień,

ze wzrokiem wbitym w ziemię.

 

Codzienność była jak cień —

nie odchodziła, nie mówiła nic.

On jadł, spał i milczał,

jakby czekał, aż ktoś go zbudzi.

 

Aż raz, gdy deszcz wplątał się w wieczór,

i chodniki stały się lustrem,

zobaczył siebie —

nie twarz, lecz pęknięcie w spojrzeniu.

 

I ruszył.

Nie po klucz, nie po cel,

ale po coś, co drżało w nim cicho

jak liść, który nie chce już być częścią gałęzi.

 

II. Spotkania

Szukał znaków —

w spojrzeniach przechodniów,

w trzasku drzwi,

w krzywym cieniu latarni.

 

Pytał drzew, które milczały,

pytał wiatrów —

te tylko zmieniały kierunek.

 

Zdarzyło się:

spotkał kogoś.

Oczy tej kobiety

mówiły: „Wiem”.

 

Ale on nie umiał już wierzyć

w ciepło bez ceny.

Więc odszedł,

bo był zbyt daleko w sobie,

by dać komukolwiek klucz

do tych drzwi, które sam zamurował.

 

III. Zniknięcie

Aż przyszła noc —

prawdziwa, bezgwiezdna,

i nie było już miasta,

nie było imienia,

był tylko on

i echo jego własnych kroków

znikających w niczym.

 

Cisza odpowiedziała mu pierwsza.

 

IV. Epilog — Po nim

Minęły lata.

Na ławce, gdzie siadał codziennie,

czas wyrzeźbił w drewnie linie —

jakby chciał pamiętać ciężar człowieka.

 

Ludzie mówili:

„Samotny był”,

„Milczący”,

„Dziwny”.

 

Nikt nie znał opowieści

ukrytej w jego spojrzeniu.

 

Tylko pewnej jesieni,

gdy liście opadały

z niepokojącą dokładnością,

dziewczynka znalazła w ziemi

mały kawałek metalu —

blaszany medalion

z napisem:

„Jeszcze mogłeś”

 

Nie wiedziała, co to znaczy,

ale długo go trzymała w dłoni,

czując, jak coś cicho

rozpada się w niej na części,

 

których jeszcze nie znała.

 

 

Julita.

Julita.

Jeszcze Mogłeś

opowieść poetycka

 

I. Droga Nikogo

Na skraju miasta, gdzie światła bledną,

mieszkał człowiek — bez imienia,

bez pytań, bez pragnień,

ze wzrokiem wbitym w ziemię.

 

Codzienność była jak cień —

nie odchodziła, nie mówiła nic.

On jadł, spał i milczał,

jakby czekał, aż ktoś go zbudzi.

 

Aż raz, gdy deszcz wplątał się w wieczór,

i chodniki stały się lustrem,

zobaczył siebie —

nie twarz, lecz pęknięcie w spojrzeniu.

 

I ruszył.

Nie po klucz, nie po cel,

ale po coś, co drżało w nim cicho

jak liść, który nie chce już być częścią gałęzi.

 

II. Spotkania

Szukał znaków —

w spojrzeniach przechodniów,

w trzasku drzwi,

w krzywym cieniu latarni.

 

Pytał drzew, które milczały,

pytał wiatrów —

te tylko zmieniały kierunek.

 

Zdarzyło się:

spotkał kogoś.

Oczy tej kobiety

mówiły: „Wiem”.

 

Ale on nie umiał już wierzyć

w ciepło bez ceny.

Więc odszedł,

bo był zbyt daleko w sobie,

by dać komukolwiek klucz

do tych drzwi, które sam zamurował.

 

III. Zniknięcie

Aż przyszła noc —

prawdziwa, bezgwiezdna,

i nie było już miasta,

nie było imienia,

był tylko on

i echo jego własnych kroków

znikających w niczym.

 

Cisza odpowiedziała mu pierwsza.

 

IV. Epilog — Po nim

Minęły lata.

Na ławce, gdzie siadał codziennie,

czas wyrzeźbił w drewnie linie —

jakby chciał pamiętać ciężar człowieka.

 

Ludzie mówili:

„Samotny był”,

„Milczący”,

„Dziwny”.

 

Nikt nie znał opowieści

ukrytej w jego spojrzeniu.

 

Tylko pewnej jesieni,

gdy liście opadały

z niepokojącą dokładnością,

dziewczynka znalazła w ziemi

mały kawałek metalu —

blaszany medalion

z napisem:

„Jeszcze mogłeś”

 

Nie wiedziała, co to znaczy,

ale długo go trzymała w dłoni,

czując, jak coś cicho

rozpada się w niej na części,

 

których jeszcze nie znała.

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...