Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja lubię proste przesłania bo chcę wiedzieć,  co autor ma na myśli:). Pozdrawiam

Tak jest, ale nie tak dawno skomentowałem wiersz, po czym napisano, że, jak zwykle, odwracam kota ogonem, Mogło tak być, bo ja bardzo wielu wierszu tu nie rozumiem i mój koment wydał się autorowi bez sensu. Pozdrowionka

Opublikowano

@Marek.zak1Ależ Marku, myślę, że ważny jest czytelnik i jego odbiór, nawet jeżeli  nie dokońca zrozumiał autora. Byłam kiedyś na spotkaniu autorskim z pewną poetką, która wydała już kilka tomików. Z jednej strony siedziała moja przyjaciółka, którą wręcz zmusiłam, aby ze mną poszła. A z drugiej strony siedziała starsza pani. Poetka czytała swój wiersz, ja zastanawiałam się, o co w nim chodzi. I wtedy słyszę, jak moja przyjaciółka mówi mi cicho - co za bzdury wygaduje! Jak niebo może być w duszy! A zaraz ta starsza pani szepcze (nie wiem do kogo) - przecież dusza może być w niebie, no to jest proste.  Ja ten wiersz zrozumiałam jeszcze inaczej. Tak więc, poetka nie zdawała sobie sprawy, jak odbierają jej twórczość czytelnicy. I to jest normalne. Czyli nie poddawaj się! Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97 To nie kwestia poddawania, tylko niektórzy twórcy nie lubią, jak czytelnik odczytuje jego utwór inaczej, niż sobie pomyślał, więc skoro nie lubią, to po co mam robić ten wysiłek i komentować, skoro to ich boli. Ja też uważam, że różnorodność interpretacji jest zaletą, a im więcej wpisów, także tych, z którymi mogę się nie zgodzić,  tym lepiej. Nigdy, przenigdy nie zwróciłbym uwagi komentującemu, bo to, co miałem napisać, napisałem a świętym prawem czytelnika jest odczytać po swojemu.

Pozdrowionka

P.S. Książka w drodze, a przy okazji, mój wnuk nosi Twoje nazwisko:). 

Opublikowano

@Marek.zak1Tak na szybkiego o Twojej książce. Historię Gara skończyłam z dziwnym uczuciem. To najbardziej oryginalna i spokojna opowieść z czasów wojny, jaką miałam w ręku. Nie będę już pisać o jego cynicznej postawie, ale autor "zamieścił w nim" za dużo inteligencji, chemicznego i organizacyjnego geniuszu, nadmiaru obowiązków, przewidywania przyszłości, umiejętności w rozkochiwaniu w sobie kobiet, a nade wszystko szczęścia. Myślę, że takich postaw jak Gar było więcej, więc nie wzbudziła we mnie żadnych kontrowersji. Wiele było momentów groteskowych (świadome małżeństwo z agentką gestapo, która pisała na kochanego męża donosy, a potem jej "nawrócenie") i ciekawych konfrontacji. Różnice mentalne między Wielkopolanami a ludźmi z zaboru rosyjskiego, miedzy Warszawą a Krakowem. Gar żył swoim życiem, a wielkie tło historyczne było tylko ...tłem. I to udało Ci się znakomicie - bez wielkiej martyrologii. Ponieważ wiedziałam o kontynuacji, to koniec był trochę przewidywalny. Myślałam, że zabierze do USA nie tylko Claudię, córeczkę ale i Karen. :))) Świetnie wyjaśniłeś, dlaczego Drezno było tak bombardowane, bo do tej pory historycy mają wątpliwości, co było głównym powodem tej akcji. Przecież nie tylko ważny węzeł komunikacyjny. :)))) Niby prawie nic się nie działo, codzienna kawa, komplementy dla Marii i Claudii, wyjazdy do Bawarii i kolejny romans, trochę nudnego seksu, przytakiwanie gestapo i innym przedstawicielom władzy (czasami zachowanie jak Szwejka) a jednak wciąga i nie nudzi. Godna polecenia. 

Opublikowano

I cóż by rzec na tę okoliczność mógł rzec mistrz Jan:

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Warszawa, Księgarnia Krajowa K.Prószyńskiego 1884.

 

 

A czym to ślachetne zdrowie?

Co miał na myśli poeta?

Czy miał być to brokuł na parze?

Znowu wie to cis-kobieta  ;)

 

 

Pzdr  

Opublikowano

@Berenika97 Wielkie dzięki. Ważne. że się dobrze czytało i doczytałaś do końca. jak napisałem, starałem się równomiernie przedstawić dobre i złe strony, zgodnie ze wskazówką mojego profesora i przede wszystkim nie oceniać. Moja praca zawodowa w fabrykach, farmacji i w korporacjach chemiczno - farmaceutycznych bardzo ułatwiła mi opis tła i mechanizmów działania firm, wdrożeń i leków. System, miejsce i sam czas, w którym każdy przeżyty dzień był małym zwycięstwem, a mógł być dniem ostatnim wyzwalał cynizm. Znam po trosze temat, bo moje młode lata były spędzone w komunie, kiedy mówiło się tak i to, żeby uniknąć kłopotów ze strony władzy.  Element Szwejka - jak najbardziej, on też chciał po prostu przeżyć. No i finał, kiedy zdradzona Claudia na pytanie, czy mi wybaczysz, odpowiada: a ty Niemcom?  jest dla mnie kluczowym  zagadnieniem. Nie ukrywam, że inspiracją tego finału był list polskich biskupów do biskupów niemieckich z 1965 roku.  

Dzięki za miłe słowa raz jeszcze. Marek. 

 

 

Opublikowano

@Starzec Inaczej, jak autor by chciał, a jeszcze ze szkoły dźwięczy mi niezadowolony głos polonistki: źle zrozumiałeś i jest to odstępstwo od zrozumienia poprawnego i jest to błąd, grzech. Inaczej jest słowem neutralnym, bo może gorzej, a może lepiej. Wiersz jest reperkusją niezadowolenia niektórych autorów, tu i nie tylko, z odmiennego rozumienia napisanego wiersza. Autor uważa, że on wie najlepiej o czym napisał, a odmienne rozumienie jest niewłaściwe, czyli złe. 

Dzięki za wpis i pozdrawiam. 

Opublikowano

@Marek.zak1Bardzo dobrze się czytało! A fachowość przy opisie powstawania leków i montowania instalacji - rewelacyjna. Dlatego skupiałam się na aspekcie historycznym i mentalnym. W innej książce bohater nie odczuwał bólu, żadnego - ani fizycznego, ani psychicznego. Żadnej empatii - zafascynowany swoją dziedziną - chirurgią. Świat wokół niego to tylko tło, zupełnie go nie interesował , żadnych emocji. Gar był w kilku miejscach trochę podobny. Mówił o miłości ale gdy była mu na rękę i zapewniała komfort życia. :) Sprawa z Karen, szybki rozwód, by chronić siebie - to najlepszy dowód, że nie miał pojęcia, czym jest miłość. No i znowu się rozpisałam - a jednak Twoja książka działa na emocje! Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97 Wielkie dzięki. Dzisiaj wieczorem w TVP1 jest film "Filip" o polskim Żydzie, przebywającym podczas wojny w Rzeszy.  Pracuje, żyje, kocha się, jak w.....Film jest super, a Eryk Kulm, grający główna rolę - genialny.  22 września wchodzi film "Chopin, Chopin" z nim w głównej roli.   M. 

Opublikowano

@Marek.zak1Znam ten film, rzeczywiście przypomina postawą Gara. Ale Twój bohater nie narażał się, uwodził "legalnie". Był zdecydowanie bardziej cyniczny i inteligentniejszy w codziennym funkcjonowaniu, mniej empatyczny i mniej emocjonalny. :) 

Zarówno Twoja książka, ten film i film "Europa, Europa" Holland opowiadają, jak człowiek określany jako "podczłowiek" mógł przeżyć w III Rzeszy. Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...