Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Spoglądanie na poezję w USA - Dariusz Pawlicki


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

klaudiuszu — co jakiś czas w gazetach podają takie dane; ale ty pewnie ich nie czytasz, bo one też uczestniczą w spisku międzynarodowym
nie mówiłem, że obywatel może pozwać prezydenta, w ogóle nie było o tym rozmowy, używanie tego typu nadużyć w dyskusji jest niedopuszczalne
tak sobie myślę, że każda arogancja jest usprawiedliwiona, o ile ma w czymś poparcie — również w przypadku rządu USA, oni przynajmniej mają osiągnięcia, a powiedz mi klaudiuszu, czy w Polsce ktoś pozwał prezydenta Kwaśniewskiego, gdy niezgodnie z prawdą utrzymywał, że ma wyższe wykształcenie? ale cóż — z twoich wypowiedzi wynika, że możesz tego nie pamiętać, nie mam o to pretensji
ja wiem, że ty wypisujesz te bzdury dla jaj, ale że też ci się chce... zająłbyś się czymś twórczym
zmienianiem świata na przykład
pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


widzę że ciągle czujesz urazę, a mi się nie chce kłócić dla samej przyjemności dokopania komuś, możemy sobie pogadać o usa, ale udowadniać sobie nawzajem że nie czytamy gazet (pamiętaj że to ty się pierwszy na nie powołałeś a teraz nie umiesz udowodnić) innymi słowy - twoje nieudolne próby obrażenia mnie (zamiast tego co mówię) świadczą o braku argumentów a więc uważam dyskusję za zakończoną (przynajmniej z tobą)
narka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ukradł i pił, Darku
    • A DNA laika taki Alan da?
    • Akta N. "Mokka jak komnatka"   Akta N. "Mokasyn". A hanysa komnatka
    • Nie pamiętam chwili, w której cisza zaczęła mieć ciężar. Najpierw była tylko brakiem dźwięku, przerwą między jednym oddechem a drugim, niewinną przestrzenią. Potem zaczęła rosnąć. Zajęła ściany, weszła w szczeliny mebli, osiadła na książkach jak kurz, którego nie da się strzepnąć, bo nie jest materią, tylko decyzją świata, by nic więcej nie mówić. Siedziałem naprzeciw drzwi, choć nie pamiętam, dlaczego uznałem je za ważne. Nie prowadziły nigdzie konkretnie. Nie oddzielały mnie od nikogo. A jednak wiedziałem, że jeśli się otworzą, coś zostanie odebrane — nie dodane. Nie było pukania. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć. Nie było żadnego dźwięku, a mimo to wiedziałem, że ktoś stoi po drugiej stronie. Nie „ktoś” w znaczeniu osoby. Raczej obecność, która nie potrzebuje ciała, bo ciało byłoby ograniczeniem. Czekała. I w tym czekaniu było coś bardziej niepokojącego niż jakikolwiek ruch — jakby czas przestał być linią, a stał się spojrzeniem, które nie mruga. Wstałem dopiero wtedy, gdy zorientowałem się, że siedzę tam od zawsze. Nie pamiętam dzieciństwa. Nie pamiętam pierwszego dnia w tym pokoju. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był gdzie indziej. Jakby życie zostało skrócone do tej jednej sceny, powtarzanej bez wariacji. Ręka na klamce nie była moją ręką. Była gestem, który musiał się wydarzyć, bo wszystkie inne możliwości już wygasły. Kiedy drzwi się otworzyły, nie zobaczyłem niczego, co mógłbym opisać. Nie było ciemności. Ciemność jest czymś, co można nazwać. Tam nie było nawet tego. To było miejsce, w którym znaczenie jeszcze się nie narodziło albo już zostało zużyte. I wtedy zrozumiałem, że to nie ja patrzę na zewnątrz. To coś patrzyło na mnie od zawsze, cierpliwie, bez zamiaru wejścia — bo nigdy nie było na zewnątrz. Drzwi nie oddzielały dwóch przestrzeni. Oddzielały dwa złudzenia. Zamknąłem je powoli, z ostrożnością kogoś, kto nie chce obudzić śpiącego w sobie świadka. Ale od tamtej chwili każda powierzchnia stała się podejrzana. Ściany nie są już ścianami. Podłoga nie podtrzymuje — tylko udaje. A cisza cisza nie jest już ciszą. Jest dowodem, że coś przestało potrzebować dźwięku, żeby istnieć.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...