Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

od wybrania - po przepływy
wody czystej (bez podniety)
na dywanach jakby żywcem
tam do beczki tu na kwietnik

lepkość szczypty teł nauczki
cienkie stany wśród depresji
zbite kanty wiecznej włóczki
po rzucanie drętwych wersji

przy czułości swoich dziatek
zamykanych jednym słowem
nad zgrubienie plików kratek
wśród czytania mewy łowiąc

nie ma strącać nurt pupilków
w aksamitach sierści zbytniej;
ani szczęściem nawet w kilku
łut roztapiać chuci w zgrzycie

 

 

(Wy macie kłopot z czytaniem moich wierszyków, ja zaś wielki problem z rozszyfrowaniem niniejszego portalu; chcę normalnie podziękować chociaż poszczególnym osobom za czytanie i próby zrozumienia to pojawia mi się z każdej strony coś innego - dlatego tu publikuję tylko (dodatkowo do sceny: "TW") bez dalszej aktywności. pzdr.!

 

 

Edytowane przez Groschek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@patogenAI

Cześć! Zapewniam Cię, że w moich tzw. wierszach wszystko jest 2x zamierzone, jak i nieprzypadkowe; szczególnie, jeśli chodzi o nieregularność rymów to moja specjalność - czasem nawet kosztem % utraty na dostępności przekazu. Poza w/w cierpię na dziwaczna formę jakby autyzmu, który charakteryzuje się tym, że ciężko jest mi opublikować wiersz, bez zachowania prostokątności strof. Zauważalne tutaj "odchyły" to wybryki spowodowane różnorodnością grafiki.

Często używam nawet tzw. muśnięcia znaczeniowego, gdzie czytający wręcz przekonany jest, że popełniłem błąd, a było to po prostu wymuszenie drugiej płaszczyzny interpretacyjnej. Podam Ci przykład: ułamki mewy pot krwawiły nie raz szarpane wiadomością usta lenia.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Groschek zmienił(a) tytuł na sztafeta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...