Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

"The Road To Now”, to płyta z 2022 roku, której głównym kompozytorem, aranżerem i koordynatorem projektu jest włoski multiinstrumentalista oraz producent muzyczny Saro Cosentino. Ta płyta to esencja smutku i nostalgii. Ten smutek oddają niesamowicie pięknie zaproszeni do nagrania płyty goście, tacy jak: Tim Bowness (No-Man) czy wokalista i filar legendarnej formacji Van der Graaf Generator – Peter Hammill. Obaj dysponują głosami jedynymi w swoim rodzaju. Można ich za nie pokochać albo znienawidzić. Lecz nie można przejść obok nich obojętnie. To płyta o przemijaniu. O końcu drogi jaką jest życie. Wszystko ma swój kres. Choć czasami ten kres przychodzi zdecydowanie za wcześnie. Nic nie możemy na to poradzić.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-01)

 

Skład: Saro Cosentino – instrumentarium, produkcja, Tim Bowness – wokal, Peter Hammill – wokal, Karen Eden – wokal, Gavin Harrison (Porcupine Tree) – instr. perkusyjne, David Rhodes (The David Rhodes Band) – gitara, Trey Gunn (King Crimson, The Robert Fripp String Quintet, The Trey Gunn Band) - gitara, Nicola Alesini (Roedelius Capanni Alesini) – saksofon, Radim Knapp (Žáha) – trąbka, Dorota Barová – skrzypce.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

To wydawnictwo to coś z innej beczki, albowiem nie samym neo-progiem człowiek żyje. No-Man to brytyjski duet założony w 1987 roku przez wokalistę Tima Bownessa i multiinstrumentalistę, kompozytora, producenta, lidera formacji Porcupine Tree, Stevena Wilsona. Duet proponuje mieszankę stylistyczną z pogranicza art-rocka, trip-hopu, dream-popu i ambientu. Charakterystyczna minimalistyczna maniera śpiewu wokalisty nie każdemu może przypaść do gustu, ponieważ to taki trochę szept połączony z pewną formą melodeklamacji. Album Loveblows & Lovecries z 1993 roku to oparty na solidnym rytmie techno-pop. Nie jest to może najlepsza płyta duetu, ale to dopiero początek drogi tej znakomitej formacji do naprawdę wybitnych płyt z późniejszego okresu ich działalności.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-04-24)

 

Skład: Tim Bowness - wokal; Steven Wilson - instrumentarium, drugi wokal; Ben Coleman – skrzypce, Richard Felix – wiolonczela, Richard Barbieri (Japan, Rain Tree Crow, Porcupine Tree) - instr. klawiszowe, Mick Karn (Japan) – gitara basowa oraz Steven Jansen (Japan, Rain Tree Crow, Nine Horses) – perkusja, oprogramowanie perkusyjne.

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Płyta „Flowermouth”, duetu No-Man z 1994 roku, to wydawnictwo o niebo lepsze od poprzedniego. O ile album „Loveblows & Lovecries”, był swojego rodzaju przedpolem, eksperymentem, to „Flowermouth” jest propozycją już przemyślaną pod każdym względem. Owszem, na pierwszym planie występuje mocny rytm, ale to już jest coś innego, nie tylko bezmyślne stukanie sampli. Ta płyta zawiera w sobie rocka progresywnego z domieszką dream-popu, ambientalnego minimalizmu i jazzu. Skład wykonawców jest dużo większy i iście gwiazdorski.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-04-25)

 

Skład: Robert Fripp (lider King Crimson) – gitara, Mel Collins – saksofon tenorowy, flet, Ian Carr - trąbka, Ben Coleman – skrzypce, Richard Barbieri (Porcupine Tree, Japan, Jansen Barbieri Karn, Rain Tree Crow) – instr. klawiszowe, Lisa Gerrard (Dead Can Dance) – wokal, Silas Maitland - gitara basowa, Chris Maitland (Porcupine Tree, Kino, Blackfield) – instr. perkusyjne, Steve Jansen (Japan, Rain Tree Crow, Jansen Barbieri Karn, Nine Horses) – oprogramowanie perkusyjne. Efekt musi być i jest piorunujący!

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Album „Wild Opera”, duetu No-Man, ukazał się w 1996 roku. To płyta niezwykle profesjonalna. Różniąca się od znakomitej acz stonowanej i spokojniejszej poprzedniczki „Flowermouth”, z 1994 roku. „Wild Opera”, jest przepełniona niesamowitymi efektami psychotycznych, niemalże transowych rytmów perkusyjnych z powplatanymi tu i ówdzie fragmentami saksofonowego jazzu Mela Collinsa. Fragmenty te są mocno niepokojące, na granicy schizoidalnego, można rzec schizofrenicznego szaleństwa. Ale to również płynący rozmarzony groove z elementami electro-jazzu. W sumie to taki trochę paranoidalny miszmasz dla niespokojnej duszy. Taka dzika dżungla (opera) z nieokiełznaną muzyczną roślinnością. Z muzycznymi pasażami rozplecionymi na pięciolinii niczym falujące na wietrze liany…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-04-26)

 

Skład: Tim Bowness – wokal. Steven Wilson – instrumentarium, drugi wokal, Natalie Box – skrzypce, Mel Collins – sample, saksofon tenorowy, Richard Barbieri – instr. klawiszowe, sample, Robert Fripp – gitara, Ian Carr – trąbka. Po prostu trzeba posłuchać.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Po 6 latach oczekiwania ukazuje się kolejny album brytyjskiego duetu No-Man. Rok 2001, nowe tysiąclecie i od razu objawienie. Album „Returning Jesus”, w przeciwieństwie do swoich poprzedników jest niemalże pozbawiony bitów. To bardziej zbiór ambientowych, minimalistycznych ballad. Czy to źle? Ależ w żadnym razie! Na tej płycie widać albo raczej słychać twórcze poszukiwania. Pełno tu balladowego smutku z dodatkiem łagodnych elementów jazzu autorstwa znakomitego Theo Travisa, brytyjskiego saksofonisty, współpracującego min. z takimi formacjami jak Gong, Porcupine Tree czy Soft Machine, i Iana Carra, szkockiego trębacza, lidera grupy Nucleus, wykonującej muzykę fusion, rock psychodeliczny i funk. Łyżka dziegciu jest taka, że być może wokal Bownessa jest tutaj nieco jednostajny i monotonny (Bowness to wokalista bardzo charakterystyczny. Można go uwielbiać albo nienawidzić za swoistą manierę śpiewania), niemniej to właśnie Bowness nadaje płycie niezwykłą atmosferę i klimat. Coś w tym jest. To są bardziej pejzaże, obrazy malowane dźwiękami. Bowness, jak nikt inny, potrafi je malować swoim niepowtarzalnym, choć nieco monotonnym głosem.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-04-27)

 

Sklad: Tim Bowness – wokal, Steven Wilson – instrumentarium, kompozycje, produkcja, Ben Christophers - gitara akustyczna, David Kosten – syntezatory, Ian Carr – trąbka, Ian Dixon – trąbka, skrzydłówka, Theo Travis – saksofon, flet, Colin Edwin (Porcupine Tree) – gitara basowa, Steven Jansen – inst. perkusyjne, Rick Edwards - perkusja.

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Album „Together We’re Stranger”, ukazał się w 2003 roku. To album, który albo się pokocha albo znienawidzi. To muzyka trudna w odbiorze. Jednakże jeśli się ktoś do niej przekona to dozna wyciszenia i ukojenia. Tak naprawdę to ten album jest symfoniczną, oniryczną pięknością. Cała energia została poświęcona na tworzenie głębi klimatu oraz na powolne instrumentalne, transcendentalne aspekty. Jednakże trzeba dodać, że potrzeba nieco czasu na docenienie tego albumu. Bo to jest mimo wszystko płyta trudna, wymagająca skupienia oraz dodania czegoś od siebie. Ta płyta oczekuje od słuchacza pełnej interakcji a nie tylko biernego oczekiwania na muzyczne cuda. Z tą płytą trzeba współpracować. Potrzebuje ona od słuchacza umysłowego (emocjonalnego) wysiłku. Pełno w niej melancholii, smutku, zadumy. Ambientalnego minimalizmu. Może nie każdemu to się będzie podobało. Ale jak się ją odkryje i zrozumie, to wynagrodzi ona ze zdwojoną siłą nasze oczekiwania. Muzyka na tej płycie jest tajemnicą tak, jak tajemnicą jest jej okładka. Jakaś głębia. Wieczorny mrok. Zimowa otchłań zaśnieżonego pola? Na horyzoncie nikłe światła jakiejś dalekiej egzystencji, dalekiego życia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-04-28)

 

Skład: Tom Bowness – wokal, Steven Wilson – instrumentarium, drugi wokal, produkcja, Michael Bearpark – gitara, Stephen Bennett - organy, Ben Castle – klarnet, flet, Roger Eno – harmonia, Peter Chilvers – gitara basowa, David Picking – instr. perkusyjne, trąbka.

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Wspomnienie dzieciństwa, młodości. Czegoś, co już dawno przeszło. Zapadło się w nicość. Stało się jedynie duchową aurą. To taka kontemplacja z duchami, ze swoimi własnymi bytami, które przechadzają się szkolnymi korytarzami po podłodze ułożonej w dębową klepkę o nikłej woni woskowej, zwietrzałej pasty. Uchylone drzwi do poszczególnych klas. Porzucone sprzęty, pomoce naukowe, szklane gabloty z eksponatami. Okryte zakurzoną folią zapomniane artefakty. Na tablicach pościerane częściowo nakreślone białą kredą matematyczno-fizyczne wzory, wykresy, fragmenty zdań… Na pożółkłych plakatach szkice, portrety wielkich bohaterów, uczonych… Co to takiego? Portugalczycy nazywają to „Saudade”, czyli nostalgia za utraconą przeszłością. Samotna kontemplacja przemijania, rozkładu. Postępującej nieubłaganie entropii wszechświata, wszelkiego czasu… Smutek i melancholia spada na słuchacza od pierwszych nut, od pierwszych dźwięków, od pierwszych fraz takim szumiącym, perlistym deszczem… - kroplami łez. Niby nic nowego. Przecież Bowness i Wilson przyzwyczaili nas do tego. Wypracowali swój własny, niepowtarzalny styl upajającej aż do szpiku kości tęsknoty za czymś nieosiągalnym, nieuchwytnym. Ot kolejna płyta duetu No-Man, od której wprost bije żal i ból. I ten głos Bownessa… Niby to samo, a jednak nie to samo. Jednak to coś więcej. Mnóstwo tu powietrza i przestrzeni. I szumu upływającego czasu... Nie ma tu natarczywych bitów i schizofrenicznych gitarowych wtrąceń. Nie ma tu szalonego pędu ku nie wiadomo czemu. Rozpędzonej lokomotywy wystukującej jednostajny, transowy rytm. Ta płyta to esencja smutku. Cóż można więcej powiedzieć? „Schooliard Ghost”, to album z 2008 roku. I chyba będący opus magnum duetu. Zwieńczeniem, koroną. Przynajmniej jak do tej pory. Może wymyślą coś jeszcze większego? To będzie trudne, niesamowicie trudne, wręcz niemożliwe, ponieważ poprzeczka jest tutaj ustawiona niezwykle wysoko. Chociaż…

 

(Włodzimierz Zastawniai, 2025-04-29)

 

Skład: Tim Bowness – wokal, Steven Wilson – instrumentarium, drugi wokal, Bruce Kaphan – gitara, Marianne De Chastelaine – skrzypce, Theo Travis – saksofon sopranowy, flet, Fabrice Lefebvre - yangqin, Colin Edwin – bas akustyczny, Pete Morgan - gitara basowa, Pat Mastelotto – instr. perkusyjne, Gavin Harrison – instr. perkusyjne, Rick Edwards – instr. perkusyjne, Andy Booker – instr. perkusyjne, Peter Chilvers – sample, Dave Stewart - aranżacja smyczkowa, Londyńska Orkiestra Sesyjna

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Album „Emergency on Planet Earth”, ukazał się 1993 roku. To pierwszy studyjny album brytyjskiej formacji Jamiroquai. Grupa proponuje żywiołową mieszankę fanku i acid-jazzu z bogatą sekcją instr. dętych z didgeridoo, instrumentem australijskich Aborygenów, na czele. Pełno tu miejskiego powietrza. Powietrza brudnego. Pełnego spalin, kanałowych wyziewów, ulicznego ruchu (nowojorskich autobusów, taksówek?) przechadzających się typów w różnokolorowych dresach, wytartych dżinsach i z wielkimi magnetofonami na ramionach… Lata 70., 80. XX wieku. Dzieci-kwiaty, hippisi… Brudne nowojorskie (londyńskie) kluby, podejrzane speluny, ulice, place. Zakamarki, zaułki przepojone wonią marihuany… Grupie przewodzi gość w niebanalnym nakryciu głowy. Takim śmiesznym, jakby jamajskim kapeluszu. Jego głos to pierwszy, rozpoznawalny znak zespołu. Nie można go pomylić z nikim innym. To Jason Luís Cheetham, a właściwie Jay Kay. Mimo że grupa wypracowała swój własny styl, zagospodarowała stosunkowo wąską muzyczną niszę, to robią to w sposób mistrzowski, niebanalny, nietuzinkowy…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-05)

 

Skład: Jay Kay – wokal, produkcja, Vannessa Simon – drugi wokal, Stuart Zender – gitara basowa, Andrew Levy – gitara basowa, Gavin Dodds – gitara, Glenn Nightingale – gitara, Simon Bartholomew – gitara, Toby Smith – instr. klawiszowe, Mike Smith saksofon, flet, Gary Barnacle – saksofon, John Thirkell – trąbka, flugelhorn, Richard Edwards – puzon, Wallis Buchanan – didgeridoo, Nick van Gelder – instr. perkusyjne, Kofi Kari Kari – instr. perkusyjne, Maurizio Ravalico – instr. perkusyjne, The Reggae Philharmonic Strings

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tym razem kosmiczny przybysz wylądował na srebrnym globie. Zagadkowy kapelusz, marynarka koniecznie z szerokimi klapami, spodnie dzwony... Klimaty prosto z Gorączki sobotniej nocy. Album „The Return of the Space Cowboy”, z 1994 roku to w dalszym ciągu fank, soul i acid-jazz, z całą ścianą smyczkowego-dętego instrumentarium. Dodatkowo spoiwem jest tu swojego rodzaju eklektyzm. Pełno tu inspiracyjnych rozmaitości-znakomitości. Słychać tu echa Jamesa Browna, Steviego Wondera, Herbiego Hancocka, i nawet Michaela Jacksona. I wszystko to zanurzone w syntezatorowym sosie, swoistym lepiszczu klawiszowca i współzałożyciela grupy, nieżyjącego już Toby'ego Smitha. Choć zespół nie wychodzi poza swoje stylistyczne, muzyczne ramy i na tym albumie, to jest to ten rodzaj grania, który nigdy się nie znudzi, mimo że pozornie nie różni się on za wiele od prezentowanego na poprzednim, debiutanckim wydawnictwie z 1993 roku.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-06)

 

Skład: Jay Kay – wokal, produkcja, Toby Smith – instr. klawiszowe, Stuart Zender – gitara basowa, Simon Katz – gitara elektryczna, Derrick McKenzie – instr. perkusyjne, Nick Van Gelder - instr. perkusyjne, Jeffrey Scantlebury – instr. perkusyjne, Maurizio Ravalico – instr. perkusyjne, Wallis Buchanan – didgeridoo, Gary Barnacle – saksofon, Richard Edwards - puzon, John Thirkell – trąbka, Matthew Scrivener – skrzypce, Iain Mackinnon – skrzypce, Owen Little – altówka, Robert Bailey - wiolonczela, Colin Davy, - drugi wokal, Sean Quinn – drugi wokal

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

„Travelling Without Moving”, to trzeci album grupy Jamiroquai z 1996 roku. Album jest niejako kontynuacją dwóch poprzednich płyt. Fantastyczny wokal Jay Keya sprawdza się znakomicie w tym roztańczonym, soulująco- funkowym stylu. Przewija się tutaj cała gama gatunków i podgatunków muzycznych. Muzyczna podróż bez ruszana się z domu. Mijamy tutaj poszczególne stacje począwszy od disco, reggae poprzez latynoskie rytmy pokroju Santany. Aż po etniczne klimaty transowych (szamańskich) aborygeńskich rytmów. Wdychamy sunące przez nieskończone równiny australijskiego buszu nikłe wonie dalekich palenisk... Ta płyta to również szybkie samochody i fantastyczne nakrycia głowy (czy to wyszukane kapelusze, czy to kosmiczne kaski) wokalisty, który pląsa w swoim charakterystycznym stylu. Charakterystycznym tak jak charakterystyczny i nietuzinkowy jest cały ten zespół.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-11)

 

Skład: Jay Kay – wokal, Toby Smith – syntezatory, Stuart Zender – gitara basowa, Simon Katz – gitara, Derrick McKenzie – instr. perkusyjne, Wallis Buchanan – didgeridoo, Sola Akingbola – perkusja, DJ D-Zire – miks gramofonowy, Simon Hale – aranżacja smyczkowa, Gavin Wright – wiolonczela, Max Beesley – wibrafon, Gary Barnacle – saksofon, John Thirkell – trąbka, Londyńska Orkiestra Symfoniczna

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Uwaga, uwaga! Kosmiczny przybysz Jay Kay znowu nadlatuje! Zawisa w powietrzu w tym swoim dziwnym kapeluszu. Waży swoje skrzydła niczym ptak i opada powoli na ognistym pióropuszu, wzniecając chmury pyłu, drobinek kurzu i czego tam jeszcze… Uff, wylądował! Ale robi to z wdziękiem. Takim wdziękiem kosmicznej zagadki.

„Synkronized”, to czwarty longplay formacji Jamiroquai. Album z 1999 roku nie jest być może odkrywczy, czy najwybitniejszy, ale to w dalszym ciągu znakomita dawka muzyki głównie z gatunków funk, acid-jazz i klimatów, nazwijmy to, około-dyskotekowych. Jednakże album to trochę inny od pozostałych. I jest to niejako odpowiedź muzyków na zarzut, że ich płyty nie różnią się zbytnio od siebie. Faktem jest, że zespół wybrał niezwykle wąską ścieżkę muzycznych poszukiwań. Co nieco się zaszufladkowali. Niemniej, robią to wybornie i można tego słuchać w nieskończoność. Na płycie „Synkronized”, urozmaicili zawartość o nowe elementy. Dokonali fuzji nowych gatunków. Mamy tu do czynienia z troszkę mroczniejszym, psychodelicznym klimatem (utwór bonusowy: Deeper Underground”, z filmu „Godzilla”) i z doprowadzonym do perfekcji pulsującym rytmem rewelacyjnie współpracującym z sekcją basową (tu, Stuarta Zendera, zastąpił na basie niemniej znakomity Nick Fyffe) Cóż, to się nazywa groove. Takie kosmiczne, nieokreślone, mające to coś w sobie - groove…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-17)

 

Skład: Jay Kay – wokal, aranżacja, produkcja, Toby Smith - instr. klawiszowe, Derrick McKenzie – instr. perkusyjne, Nick Fyffe – gitara basowa, Simon Katz – gitara, Sola Akingbola – instr. perkusyjne, Wallis Buchanan – didgeridoo, DJ D-Zire - miksy, Erwin Keiles - gitara, John Thirkell – trąbka, skrzydłówka, Katie Kissoon - dalszy wokal, Beverley Skeet - dalszy wokal, Kick Horns – róg, Simon Hale – oprogramowanie.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Po słabej (moim zdaniem) „A Funk Oddysey”, z 2001 roku ukazuje się kolejny długo wyczekiwany album „Dynamite", grupy Jamiroquai. I jest to album bardo dobry. Wydawnictwo niezwykle eklektyczne, zróżnicowane gatunkowo, ale nasycone pulsującym funkowym rytmem, które jest niejako lepiszczem spajającym wszystko w jedną, arcyciekawą całość i jednocześnie znakiem rozpoznawczym tej niezwykle oryginalnej formacji. Generalnie zespół nie odbiega od normy i brzmi tak jak na ten zespół przystało od początku swojej działalności. Ktoś może powiedzieć, że się powtarza, że odcina kupony itd. Niemniej ta produkcja to solidny kawał dynamitu. Wybuchowa mieszanka stylów z szeroko rozumianego nurtu Gorączki sobotniej nocy z echami Earth, Wind and Fire etc… Płyta nagrana w dużo bardziej rozbudowanym składzie:

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-18)

 

Jay Kay – wokal, Rob Harris – gitara, Matt Johnson - instr. klawiszowe, Derrick McKenzie – instr. perkusyjne, Sola Akingbola – perkusja, Alex Meadows – gitara basowa, Derrick McIntyre – gitara basowa, Randy Hope-Taylor – gitara basowa, Miaer Lloyd aka DJ Snare - miksy, Nathan Haines – saksofon, flet, Benjamin Wright - aranżacja smyczkowa, Mike Spencer – oprogramowanie, Bridgette Blades – dalszy wokal, Alexandra Brown – dalszy wokal, Vann Johnson – dalszy wokal, Samantha Smith – dalszy wokal, Valerie Etienne - dalszy wokal, Hazel Fernandez – dalszy wokal, Audrey Martells – dalszy wokal

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zakurzone przedmioty. Rzeźby. Jakieś zdobione wazony. Popiersia… To wszystko już było. Przeszłość zatrzymała się w kadrze nieruchomego czasu. Spoglądają na mnie jakieś twarze. Portrety wiszące na ścianach. Fotografie… Czas się zatrzymał. Czas się zatrzymał. Czas…

Tak. Na albumie „Rock Dust, Light Star”, z 2010 roku, dla formacji Jamiroquai czas przestał istnieć. Stanął w miejscu i ani drgnie. Ech, uparty ten czas. Disco-bity, rozpędzone samochody… Wszystko to już było. I jest nadal. Może trochę pozmieniane tu i ówdzie. Może trochę poprzestawiane. Poprzesuwane tak jak przesuwamy stare meble w starym mieszkaniu. Jest to samo, ale jest i inaczej. Odrobinę? Trochę? Bardziej? Nie wiadomo. Jest inaczej, mimo że mamy do czynienia z tą samą formułą, z tym samym przepisem zanurzonym w tym samym soulowo-funkowym stylu lat 70. XX wieku, który wytyczył albo może bardziej wyrąbał szlak na początku drogi ekipie pod wodzą Jay Keya. To ich znak rozpoznawczy. I nie można go pomylić z nikim innym. Słychać tu całą feerię instrumentów dętych, instrumentów z prawdziwego zdarzenia, choć już bez didgeridoo. Bez tego klimatu australijskich Aborygenów, których zaśpiewy i wołania przepływały tu i ówdzie po równinach cichej ziemi. I odbijały się w pogłosach od pomarańczowych skał Uluru… Wszystko to przykurzone. Pokryte szarym pyłem przeszłości. Lecz i oto rozbłyskują neonowe światła na scenie. Rozbłyska cała kaskada elektrycznych lampionów. Jest rytmicznie, basowo i transowo. Rozbłyska raz jeszcze światło gwiazdy, która wywija się ze szponów przeszłości. Dużo tu sekcji smyczkowej, perkusji i basu. Kosmos jest coraz bliżej. I bliżej. Wydaje się, że bardziej już nie można brzmieć po jamiroquiaiowsku. To już jest takie bardzo w punkt.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-19)

 

Skład: Jay Kay – wokal, Malcolm Strachan – trąbka, Jim Corry – saksofon, James Russell - saksofon, flet, Matt Johnson – instr. klawiszowe, Rob Harris – gitara, Paul Turner – gitara basowa, Simon Hale - skrzypce, Derrick McKenzie – instr. perkusyjne, Sola Akingbola - perkusja, Valerie Etienne - dalszy wokal, Hazel Fernandez – dalszy wokal, Kate Sutherland - dalszy wokal

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
  • 3 miesiące temu...
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Na okładce płyty króluje czarna, magiczna kobieta w wyzwolonej, nonszalanckiej pozie. Obok niej szybuje kobiecy anioł (czerwony?) na brazylijsko kubańskim bębnie timba… Lecz czarna, magiczna kobieta wydaje się być niewzruszona. Ona, bowiem jest tutaj władczynią… „Abraxas”, to drugi album studyjny z 1970 roku amerykańskiej grupy muzycznej założonej przez Carlosa Santanę. Zespół powstał w 1966 roku w San Francisco. I trzeba powiedzieć, że to prawdziwy wulkan ekspresji. To mieszanka rozmaitych stylów od rocka latynoskiego poprzez rock psychodeliczny, jazz-rock, blues-rock i fusion. Mnogość perkusjonaliów przyprawia o dreszcze. Salsa, latynoskie rytmy i amorficzny klimat albumu mogą być na początku zbyt trudne w odbiorze dla kogoś, kto nie zetknął się do tej pory z muzyką tego zespołu. Są tutaj i zbiorowe partie wokalne i wszechobecny pulsujący rytm. Latynoskie rytmy połączone z jazz-rockiem muszą powodować mieszankę wybuchową. Ponadto ciągłe zmiany tempa i nastroju mogą doprowadzać do nieco psychodelicznych czy wręcz schizofrenicznych skojarzeń. Pomimo wrażenia totalnego chaosu, wszystko tutaj współbrzmi i współgra. Z wichury, z fruwających liści, drobinek piasku… wyłania się DZIEŁO.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-23)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, produkcja, Michael Shrieve - perkusja, José Chepitó Areas – instr. perkusyjne, Gregg Rolie – instr, klawiszowe, dalszy wokal, David Brown – gitara basowa, Mike Carabello – instr. perkusyjne, Alberto Gianquinto – fortepian, Rico Reyes – instr. perkusyjne,

 

*

 

Abraxas

---------

 

Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm…

 

Podchodzi do mnie wolnym, kocim krokiem…

Naga, o szerokich biodrach, kusząca wszystkimi zmysłami…

 

W jej oczach pełgają płomienie…

Długie włosy rozgarnia wiatr…

 

… odsłania, co chwila obfite piersi…

 

Ognisko wypluwa

trzaskające iskry…

… stajemy na wprost siebie…

 

Bezwstydni

i chciwi…

 

… pożądający,

 

rozpaleni…

 

… mając taką biel wywróconych oczu!

Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm…

 

Trzaskają wypluwane iskry…

 

… błyszczy od potu hebanowa skóra…

 

Na sklepieniu groty

rozedrgane cienie,

narkotyczny sen…

 

Drżące, rozpalone,

wyginające się ciała…

… dyszące ze zmęczenia ciała…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-25)

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
  • 3 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pod wielkim, przytłaczającym wszytko słońcem pustyni, sunie powoli karawana wielbłądów. Wszystko tu jest ociężałe i zanurzone w jakiejś substancji nieskończonego czasu. Droga donikąd, podróż donikąd, wieczna czasoprzestrzeń, nieosiągalny kres… Dużo tu przestrzeni i powietrza. Nagrzanego, falującego w promieniach rozpalonego słońca. Zmęczeni podróżnicy zmierzają w kierunku upragnionej oazy. Zacienionej palmami i pełnej wody. Do takiego przydrożnego zajazdu, w którym mogą odpocząć.

„Caravanserai”, to czwarty album grupy Santana. Został wydany w 1972 roku. Skład płyty się tutaj nieco zmienił. Odeszło z zespołu kilku muzyków, którzy brali udział w nagraniach pierwszych trzech płyt. Byli to: grający na gitarze basowej David Brown, i mistrz perkusjonaliów Michael Carabello. Ponadto już podczas prac w studio odeszli: klawiszowiec Gregg Rolie i gitarzysta Neil Schon. Ta płyta różni się od poprzednich swoim klimatem. Nieco bardziej subtelniejszym i główne instrumentalnym graniem. Stylistyka zespołu zmieniła kierunek i podążyła w stronę jazz-rocka i szeroko rozumianego jazz-fusion, choć oczywiście elementów latynoskich tutaj nie brakuje. To nadal wulkan latynoskiego rocka, salsy i innych południowoamerykańskich rytmów.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-24)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, produkcja, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, José Chepitó Areas – instr. perkusyjne, Gregg Rolie – instr. klawiszowe, Doug Rauch – gitara basowa, Rico Reyes – instr. perkusyjne, Neal Schon – gitara

 

*

 

Caravanserai

-----------

… krok za krokiem… ―

powolny chód…

 

Otaczają mnie wokół piaszczyste wzgórza, niczym wielbłądzie garby…

 

Tańczą w wietrze drobinki kwarcu…

 

Uderzają

w twarz…

 

Kłują

i drapią…

 

… wybijają rytm…

 

Ogromne

słońce…

Rozdęte…

― oślepiające…

 

Osiadający

na karku,

na barkach

― jaskrawy żar…

 

… wtłaczający w ziemię rozpalony piec…

 

Idę przed siebie, idę wciąż… -

 

Pot zalewa

moje oczy…

 

… szczypiąca sól…

Jest mi coraz

trudniej…

 

… zatyka mi dech…

 

Gdzie ja

jestem? ―

 

… nie wiem…

 

Wiatr osusza

skronie i łzy.

 

Gdzie ja

jestem?

… jestem sam…

 

Poprawiam na plecach bagaż z dotychczasowym życiem…

 

Zwilżam popękane usta ostatnimi kroplami wody…

 

… krok za krokiem… ―

powolny chód…

 

Złote pałace majaczą w migoczących strumieniach falującego nieba…

Tańczą w wietrze drobinki kwarcu…

 

Uderzają

w twarz…

Kłują

i drapią…

… wybijają rytm…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-17)

 

 

 

 

 

***

 

 

Witamy! Kogo witamy i kto wita? Witamy, witamy, zdaje się mówić echo… Niby nic. Na białym tle jedynie tytuł i nic więcej, żadnych dodatków, nawet nazwy zespołu. „Welcome”, to piąty album studyjny grupy Santana, z 1973 roku. Króluje tu latynoskie fusion i jazz (prog-jazz, acid-jazz…?) Pełno tu niesamowitego grania na najwyższym poziome. Improwizacja muzyków połączona ze wzajemną interakcją sprawia, że ich gra wydaje się być bardzo naturalna. Grają bez przesady, bez zbędnego popisywania się. Skład muzyków został poszerzony chociażby o gitarzystę Johna McLaughlina z legendarnego Mahavishnu Orchestra, czy wokalistkę Flore Purim i flecistę Joe Farrella z nie mniej legendarnej formacji Return to Forever Chicka Corei. Skład genialny. Wybitni muzycy i absolutna wirtuozeria. Czego chcieć więcej?

 

(Włodzimierz Zastawniaak, 2025-05-24)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, produkcja, Tom Coster – instr. klawiszowe, Richard Kermode – instr. klawiszowe, Doug Rauch – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, José "Chepito" Areas – instr. perkusyjne, Armando Peraza- instr. perkusyjne, Leon Thomas – wokal, Alice Coltrane – instr. klawiszowe, Wendy Haas- wokal, Flora Purim – wokal, John McLaughlin – gitara, Joe Farrell – flet, Bob Yance – flet, Mel Martin – flet, Douglas Rodriguez – gitara rytmiczna, Tony Smith – instr. perkusyjne, Jules Broussard – saksofon sopranowy, Greg Adams – aranżacja smyczkowa

 

*

 

Welcome

-------

Budzę się…

 

Ostre słońce oświetla moją twarz… Staję na środku pokoju…

 

Senna maligna majaczy mi w głowie

 

― pod zapiaszczonymi, ciężkimi powiekami…

 

TAŃCZĘ!

 

Podnoszę ramiona

i kręcę się wkoło…

 

… coraz szybciej wiruje świat…

Wiruje nade mną żyrandol…

Wirują obrazy na ścianach…

 

… prostokątne, kwadratowe plamy…

 

TAŃCZĘ!

 

Oblepia mnie wilgotne, przesycone kurzem powietrze…

 

Coś jest nie tak!

 

Podłoga ucieka mi spod nóg…

 

Zaraz stracę równowagę.

Lecz nie zwracam uwagi

na ten niepewny stan rzeczy!

 

TAŃCZĘ!

 

Ocieram

dłonią

spocone czoło…

 

Przede

mną

― OKNO!

 

Co za widok,

dla kogoś

w narkotycznym zwidzie!

 

Otwieram pierwszą parę skrzydeł, drugą…

Gorące, przesycone spalinami powietrze zatyka mi dech…

 

TAŃCZĘ!

Biegnę wzdłuż

szumiącej

autostrady…

 

… w łopoczącej koszuli…

 

Ogromne

słońce

pali mi kark…

 

Mijają mnie trąbiące,

uskrzydlone stwory,

zdzierające z piskiem asfaltowy pyl…

 

TAŃCZĘ!

 

Nade mną ― ogromne ― płomieniste słońce … ― Muzyka w mojej głowie…

 

Ktoś mnie wciąż wita…

Kogoś wciąż żegnam…

Ktoś mnie wciąż żegna…

Kogoś wciąż witam…

 

Ktoś mnie

wciąż…

Kogoś wciąż…

 

Ktoś…

 

Kogoś...

 

TAŃCZĘ!

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-26-08)

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla...

„Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty

 

*

 

Borboletta

-----------

 

Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…

 

Dobiega z oddali głęboki

puls rozgrzanej ziemi

― cichy transowy rytm…

 

… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…

 

W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy

wilgotnych roślin,

pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…

 

… duszne powietrze spowalnia oddech…

 

Mrugają do mnie porozumiewawczo ―

prześwity całkowitego odprężenia

― jakby po intensywnym orgazmie…

 

Błogi, usypiający spokój…

 

Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…

 

Nie mam siły

poruszyć

palcem ―

a co dopiero

― całym sobą…

 

Bezwład i luz…

 

… a b s o l u t n y  r a j!

 

 

Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…

 

… wchłania mnie wir unicestwienia…

 

Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…

Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…

 

… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki

róż…

 

Wiję się w sobie…

 

Konam

… umieram…

 

Wchodzę

raz jeszcze…

 

… w szaleństwo…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zbliżają się stopniowo do siebie. Roztańczeni. On i ona. Powoli. Krok za krokiem jak dwie neutronowe gwiazdy. Wirują. Wirują… Soul. Salsa. Gorące, latynoskie rytmy… Aż w końcu wpadają w siebie, w ramiona, w usta, w rozgorączkowane, pulsujące, rozedrgnae ciała, powodując niesamowity rozbłysk, całą feerię fal grawitacyjnych. Niemalże -- boski orgazm… W 1975 roku ukazał się album „Amigos”, grupy Santana. Okładka płyty nawiązuje do hindusko-buddyjskich klimatów. Ale nie. Muzyka tutaj nie ma nic wspólnego z Indiami czy tamtymi regionami świata. Choć muzyka to pozytywna, prosto z hippisowskich korzeni z ulic San Francisco z lat 60. i 70. XX wieku. Repertuar jest tutaj typowy dla tego zespołu. A więc zwariowana mieszanka oscylująca pomiędzy latynoskim rockiem, soulem, fusion, jazz-rockiem i odrobiną bluesa, i z wielkim przebojem „Europa (Earth's Cry Heavens Smile) Od rozpalonych klimatów po niezwykle melancholijną aurę jesieni z kroplami deszczu. Album nagrany w nieco innym składzie niż poprzedni. Co zresztą Carlos Santana zdążył nas już do tego tasowania przyzwyczaić.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-06-07)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, perkusja, dalszy wokal, Greg Walker – wokal, Tom Coster – instr. klawiszowe, dalszy wokal, David Brown - gitara basowa, Leon "Ndugu" Chancler - instr. perkusyjne, dalszy wokal, Armando Peraza - instr. perkusyjne, dalszy wokal, Ivory Stone – dalszy wokal, Julia Tillman – dalszy wokal, Maxine Willard Waters – dalszy wokal

 

*

 

Amigos

-------

 

Tańcz ze mną! … Omiatają mnie długie, pachnące kwiatami włosy…

 

Pragnę ujrzeć w twoich oczach jaskrawe słońca…

 

… niech wiruje świat…

 

Salsa, latynoski rytm…

 

… gorący oddech na twarzy!

 

Szybciej,

mocniej…

… och, tak!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

Zbliżasz usta do mojego ucha… ―

słyszę szept…

 

Wiatr szeleści liśćmi

wielkiego drzewa…

 

… energetyczny krok, puls złączonych ciał!

Salsa, latynoski rytm…

 

… gorący oddech na twarzy!

 

Szybciej,

mocniej…

… och, tak!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

*

 

Idę przed siebie…

 

Migoczą słoneczne prześwity w gałęziach ― pełgające blaski u mych stóp…

 

Powracające

obrazy…

 

… unoszę twarz… ―

 

Jesienny chłód osusza łzy, rozwiewa zwiędnięte już resztki lata…

 

Błękitne

niebo,

białe obłoki…

 

Wstrząsa mną ziemista woń umierających kwiatów w bagnistym rozlewisku krzyczącego

świata…

 

Idę w pochyleniu…

 

… za mną ―

krok

za krokiem

― idzie mój cień…

 

… idzie

tak ―

krok

― w krok…

 

… jesienny wiatr osusza łzy…

 

(Włodzimierz Zastawniak,2018-08-25)

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

A więc karnawał! Karnawał… Tańczą wszyscy. Tańczą ludzie ptaki. Tańczą. Tańczą. Wiruje świat…

 

Album „Festival”, grupy Santana ukazał się w 1976 roku. I jest to album nieco zapomniany, a szkoda. Rock latynoski (folk) z elementami fusion miesza się tu wciąż z soulem, jazz rockiem, ale... słychać już echa nadchodzącej nowej ery. Sporo tu latynoskiego popu z elementami świata, samby, rumby i flamenco. Dużo, lecz mimo wszystko album traci nieco na wyrazistości w porównaniu do poprzednich dokonań zespołu i staje się przez to amorficzny. Przyczyna? Skład zespołu zmienił się tutaj diametralnie. Poza liderem, ostał się jeszcze tylko klawiszowiec Tom Coster i wirtuoz perkusjonaliów Jose„ '”Chepito” Areas oraz powrócił dawny wokalista Leon Patillo. Grupa zaczyna coraz bardziej ewoluować w stronę prostszego grania, bardziej przebojowego (ze znakomitym Verao Vermelho) Nieustanne tasowania składem, ciągłe poszukiwania nowych kierunków muzycznych itd. Oczywiście, mimo tego Santana to nadal jeden z najbardziej oryginalnych zespołów na świecie, który ma wciąż to coś, co jest nieodłącznym znakiem rozpoznawczym. A płyta Festival, mimo że nie najwybitniejsza, jest nadal bardzo dobrą płytą. O niebo lepszą od całej serii płyt zespołu z lat późniejszych, szczególnie tych z lat 80.i 90., aż do 1999 roku, kiedy to została wydana płyta Supernatural. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-06-10)

 

Skład: Carlos Santana – gitara, perkusja, dalszy wokal, Tom Coster - instr. klawiszowe, dalszy wokal, Pablo Tellez - gitara basowa, perkusja, dalszy wokal, Gaylord Birch - instr. perkusyjne, Raul Rekow – instr. perkusyjne, dalszy wokal, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Leon Patillo – wokal, Francisco Zavala – dalszy wokal, Joel Badie - dalszy wokal, Julia Waters – dalszy wokal, Maxine Waters – dalszy wokal, Orin Waters – dalszy wokal, Paul Jackson – gitara basowa

 

*

 

Festival

 

Nie przerywają gry… Prężą się spalone przez słońce ― spocone męskie torsy ― kobiece

uda…

 

… spadająca piłka rozsypuje piasek, wyciska z oczu łzy…

 

Uniesione w geście tryumfu ręce zasłaniają

opuszczone głowy przegranych…

 

Oddech oceanu przytłacza zapachem soli…

 

… w szalonej kanonadzie bębnów czas zatacza koło…

 

Cykl…

 

… zaczyna się od początku…

 

*

 

Tańczą na błyszczącej

wilgotnej plaży…

 

Rozmywają się w karmazynowej czerwieni gorącego lata, w napływającej fali…

 

… wszędzie wokół uśmiechnięte twarze…

 

Muzyka, latynoskie

rytmy…

 

Wesołe

― wołania…

 

Samba, samba, samba!

Verão vermelho,

Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!*

 

 

Zachodzące powoli słońce

jest takie ogromne…

 

… pociemniałe, rozpłomienione…

 

Kołyszą się na falach oświetlone lampionami żagle… Wirują bez pamięci ― ludzie-ptaki…

 

Muzyka, latynoskie

rytmy…

 

Wesołe

― wołania…

 

Samba, samba, samba!

Verão vermelho,

Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-26)

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Natuskaa   Monolog udaje dialog - przebiera się w jaskrawe kolory, stara się wyglądać na coś więcej, niż jest. Ale prawdziwa komunikacja to nie przedstawienie, to codzienne odkrywanie drugiej osoby na nowo, bo "światło każdego ranka inaczej pada". Piękna i gorzka refleksja o tym, jak często mówimy, nie rozmawiając.
    • @tie-break   Twój wiersz wzrusza.  Tak,  dom to nie architektura, lecz uczucia. Szczególnie przejmujące jest zakończenie- prawdziwe bezpieczeństwo to nie tylko miejsce na oddech, ale przestrzeń, gdzie wolno nam być słabymi, płakać bez strachu przed odrzuceniem. To definicja domu, której często szukamy całe życie. "Noszony na dnie serca, codziennie wymyślany od nowa" - to przepiękna definicji domu. Piękny wiersz!
    • @Mr stainer   To poezja pokory i ufności, że nawet w najtrudniejszych warunkach możliwy jest nowy początek.
    • @APM   Wiersz o nieuchwytności straty. To "Coś" nie ma imienia, bo może nie ma już słów - zostało tylko echo dotyku, cień obecności. Powtórzenia budują napięcie, a finałowe rozbicie na pojedyncze wyrazy to doskonałe oddanie rozpadania się pamięci, tego jak coś ważnego wymyka się między palcami. O tęsknocie za czymś, co było i czego już nie ma.
    • Carpe diem, chwytaj dzień, bo to są dni przelotne jak sen. On ci nie powie, jaki jest twój cel, musisz sam wyruszyć w świat, żeby poznać, jaki jest twój życia smak. Gdy nie zrobisz kroku, nie poznasz świata uroku. Dlatego wstań i pójdź tam, gdzie serce bije za dnia, bo dni są ulotne i rozpuścisz ten życiowy smak. Korzystaj z chwili i spełniaj swoje pragnienia, bo wody coraz mniej i suchy staje się twój dzień, a czas jest kwintesencją twego życia. Dlatego mówię z całym głosem: kochaj i żyj, bo jak nie uchwycisz dnia, to tak jakbyś stał w miejscu i umierasz, a twoje ciało powoli się rozkłada i jest pokarmem dla robactwa.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...