Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Leszczym + Krzysztof Czechowski + Agata Lucjana Dmitrzak + AI. 

 

Fasady prawdy

 

Fasady prawdy, ach fasady prawdy

 

Ref.

Powiem wszystko, mnóstwo wyśpiewam

ale ale ale ale

muszę pilnować ważnych fasad

prawdy i kłamstwa i tak nie oddasz

 

Dzisiaj ponownie rozdrapuję liczne miraże

przeszłość nie zastygła w żaden szczegół

blizny nie chcą przestać ciebie ranić

cudzymi własnych oczu nie wypłaczesz

(zresztą warto pilnować się gry pozorów)

 

Ref.

Powiem wszystko, mnóstwo wyśpiewam

ale ale ale ale

muszę pilnować ważnych fasad

prawdy i kłamstwa i tak nie oddasz

 

Kazano nam od najmłodszych - wielu od wielu lat

co wzięło początek w przedszkolu i podstawowej

pytać tego świata nieustannie kto jest kim

gdy rówieśnicy nas uczyli – jesteśmy strukturą

(po czterdziestce i tak musisz już być złożony)

 

Ref.

Powiem wszystko, mnóstwo wyśpiewam

ale ale ale ale

muszę pilnować ważnych fasad

prawdy i kłamstwa i tak nie oddasz

 

Śpiewam kolejny wodnisty autoportret

a chciałbym żebyś spojrzała jak we własne lustro

uśmiech jest twój, ma się taki sam smutek

wiedz że i tak władają tutaj niedomówienia

(ilość tych zwrotek nie ma już żadnego znaczenia)

 

Ref.

Powiem wszystko, mnóstwo wyśpiewam

ale ale ale ale

muszę pilnować ważnych fasad

prawdy i kłamstwa i tak nie oddasz

 

Muzykuję byś tańczył po fajnych okolicach

rapuję byś bansowała do bardzo wielu taktów

nawet nie wiesz jak w ten oto zwykły sposób

przed całym światem taktownie uciekam

(czy jako DJ puszczam niewłaściwą muzykę?)

 

(ha ha, że ho ho, że hej hej, bo ohoho, bo ohoho)

 

 

 

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

  Pan pozwoli, że się wypowiem. Dla mnie, z naciskiem DLA MNIE

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

...

Brzmi to po pierwsze bardzo podobnie do poprzedniego utworu "Wydajność".

Muzyka ma dwa style: reggae i rap.

Słowa – bardzo dobre, ale jak dla mnie – do spokojniejszego rytmu. W tekście czuć kobiecą "rękę".

Głos – wokal

Tekst – bardzo tak, wokal – bardzo tak, ale nie ten gatunek muzyki. Al się nie popisał, doradzając.

Kończąc, posłużę się cytatem Wisławy Szymborskiej:

"Nic dwa razy się nie zdarza

I nie zdarzy, z tej przyczyny..."

Czyli - po mojemu dwa praktycznie te same kawałki.

 

Oraz muzycznym dziełem jej wiersza.

 

 

 

Opublikowano

@Leszczym    

   

No to, jeśli o to chodziło, to się wycofuję.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tomik wierszy pisze się, tworzy w jednym temacie...

Płytę tworzy się "chaotycznie" - czyli każda piosenka różni się tekstem, rytmem, tempem, przesłaniem. Jeśli wszystko będzie bardzo do siebie podobne, to zleje się, nałoży na siebie i będzie nudne. Każda płyta ma swój numer jeden, czyli utwór promujący, i tym utworem jest u Ciebie "Wydajność". Reszta ma być dopełnieniem. Jeśli mogę doradzić, to... Za dużo jest "ale, ale, ale". Wnioskuję, że obraliście już swój gatunek muzyczny. "Tabu" brzmi do Was podobnie.

Moje wywody możesz potraktować funkcją "kasuj - usuń". Ty - Wy tu decydujecie. Z góry przepraszam za wtrącanie nosa.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

 

 

 

Opublikowano

@Domysły Monika Płytę zdaje się reklamuje 3, 4 bengerami. Ale to długa jeszcze droga. Piosenka pt. Fasady prawdy są dopiero moim 2 numerem ever. Ja w ogóle nie wiedziałem, czy będę w stanie, w ogóle czy to możliwe, że napiszę piosenkę. No cóż udało się, a Tabu mi się podoba więc bardzo dziękuję za to porównanie... 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...