nokturn pękającej szklanki –
odbita od podłogi
rozbija czas
tak było
niedzielna seria pozornie
niedomkniętych gestów
fruwająca firanka
ażurowa
wykrochmalona
nasączona zapachem wiosny
sięga do garnków
i patelni
wrzących życiem równoległym
sito liczy czas w skali wody
krople leniwe
nie chcą kapać wstecz
gdzieś obok radio
łowi głosy-widma
jakieś pianino
brak kuchennego patosu
tylko gorący rosół
fartuch matki fruwa
goni bliki światła po kątach
substancje do chwytania
drobinek kurzu
widzę przez nie
pływające wąsy ojca
ulotność
zostawia posmak
nawet rybie ości
nie były tylko śladem
po posiłku…
za oknem deszcz
radio –
grają Satie