Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

uderzył grom 
świat się zawalił  
pozostały zgliszcza

 

jak wyobrazić mam sobie tę chwilę 
gdy twoje serce już dla mnie nie bije 
mam iść do pracy może zostać w domu
lub się powiesić w kącie po kryjomu

 

Boga przeklinać przeciwności losu
wrogowi pięścią wygrażać w ten sposób 
już nigdy w życiu nie będę gromadził 
zwierząt i ludzi by potem ich zdradzić

 

czy żyć bez ciebie nauczę się kiedyś
a może zmysły postradam a wtedy 
już obojętne mi będzie co było 
życie ulotną nad wyraz jest chwilą 

 

nadzieja ponoć umiera ostatnia 
jeszcze się tli gdzieś nikły promyk światła
jeszcze są ludzie którzy wierzą święcie 
że na tym świecie kiedyś lepiej będzie
 

ja do tych ludzi nie należę zgoła
choćbyście mi dali dwa skrzydła anioła
to nic to nie zmieni - ciemność dookoła

 

 

Opublikowano

Emocje mijają, a każdy koniec świata jest jego początkiem. Ale jak się wkręcę to masakra. Szczególnie w temacie: odejście i strata, więc to wyżej to tylko pobożna teoria. ;) 

 

Dojrzewając coraz częściej sprawdzam na żywo. Energię na gdybanie zamieniam na morsowanie. Albo inne głupotki. a h... co ma być to będzie. Wskakuję do lodowatej wody. Może fajnie będzie?

 

Fajny wiersz. Podoba mi się. Bb

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Celibat w Kościele został wprowadzony dopiero w XI wieku. Swoją drogę Kościół w ten sposób pogwałcił i zdeptał jedno z najświętszych praw Natury (Boga) - prawo do zmysłowej miłości człowieka i jego prokreacji. Skutkiem czego Kościół jest dzisiaj tak pełną wszelkich seksualnych wynaturzeń i zaburzeń instytucją. No ale tak to jest, kiedy walczy się z Naturą (Bogiem), jej odwiecznymi prawami.  "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się..." - słowa ich religijnego Boga, które duchowni przypominają, sami mając je gdzieś - nakaz bezżeństwa w ich przypadku.  Co do aborcji to sama jestem jej przeciwniczką uważając, że to jednak zabijanie, a traktowanie aborcji jako antykoncepcji to zwyczajnie barbarzyństwo. Niemniej uważam, że są sytuacje, kiedy powinna być uwzględniana.  Dlaczego Kościół tak broni celibatu? Bo od wielu wieków przewodzą mu homoseksualiści i poniekąd to elitarny klub zrzeszający "takich" właśnie panów, bo Kościół systemowo gardził i gardzi kobietami. Wszak jeszcze w XIX wieku Kościół dywagował nad tym, czy kobiety mają duszę, czy są jedynie "workami krwi i kości". Bo gdyby księża mieli żony i dzieci majątek przechodziłby na nich, a tak zostaje w strukturach Kościoła, dzięki czemu Kościół jest dzisiaj najbogatszą instytucją na świecie. A więc tak naprawdę pogarda wobec kobiet, instytucji małżeństwa i pragmatyzm Kościoła. Nawet z Jezusa zrobili pozbawionego naturalnych cech męskich eunucha, który kobietami się "nie kalał".  Dlaczego Kościół jest przeciwnikiem aborcji? Bo jest takie przykazanie: Nie zabijaj - w myśl którego Kościół spalił na stosach setki tysięcy kobiet (i nie tylko kobiet...) i organizował regularne rzezie, czyli Krucjaty. ;)  Nie każdy to sobie uzmysławia, ale Kościół przez 1 000 nie tylko aktywnie uczestniczył w międzynarodowej polityce, ale i decydował o chociażby tym, kiedy barankom wolno jeść mięso a kiedy nie (posty), kiedy i jak wolno uprawiać im seks, jak i gdzie wolno im zwracać się do swojego Boga...  @Łukasz Jasiński  przepraszam, że nie odniosłam się do wszystkich pana pytań, ale jest wczesny ranek, a obowiązki czekają. Miłego dnia panu życzę. :)
    • @iwonaroma Iwonko :):):)
    • Cierpienie czy tym jest właśnie żyjcie? Czy życie już mamy odgórnie narzucone by żyć jakbyśmy przechodzili przez ogrody cierniowe? Bo jeśli tak to czemu nadal tak ciężko nam docenić chociażby nawet te krótkie momenty gdy jest dobrze i cieszyć się nimi bez oporu, mając świadomość że to minie w mgnieniu oka? Czy można się do niego przyzwyczaić że nawet nie dostrzegamy tego krótkiego dobra?może warto się zatrzymać i zastanowić a co jeśli nie zawsze tak być musi?
    • @Nata_Kruk   Czasem i tak się układa. Pozdrawiam.    
    • 25-letni  hydraulik Roman C. ma żonę I w tym fakcie nie ma nic nadzwyczajnego, bo przecież bardzo wielu mężczyzn w tym wieku posiada męża lub żonę, ale sytuacja Romana C. jest o tyle nietypowa, że posiada on żonę tylko w stosownych dokumentach bo w rzeczywistości to ona uciekła do 50-letniego architekta Vincenta Z., a konkretnie odjechała jego mercedesem klasy S. Było tak, późnym wieczorem, kiedy zwykli ludzie chodzący rano do. pracy już dawno śpią, Vincent Z. jechał samochodem głównymi ulicami stolicy. Jechał do domu z małego przyjęcia po wernisażu malarskim swojego przyjaciela kiedy nagle w świetle ulicznych lamp zobaczył smukłą dziewczynę ubraną tylko w majtki. Jedną ręką zasłaniała sobie piersi a dłoń drugiej trzymała na łonie chociaż miała przecież już ochronę w postaci majtek. Takie podwójne zabezpieczenie wrażliwych miejsc może świadczyć o szczególnej cnocie kobiety, ale kiedy będący po dwóch kieliszkach szampana w doskonałym humorze architekt zatrzymał wóz i wysiadł pytając cnotliwą dziewczynę czy może jej jakoś pomóc ta bez chwili zwłoki wskoczyła na przednie siedzenie jego samochodu. Noc była dla lekko starzejącego się Vincenta Z. jak bajkowy sen, ale były też następne noce i dni i na okoliczność otrzymanego od losu takiego szczęścia architekt wziął sobie urlop w swojej własnej pracowni. Wiedział już, że jego nowa miłość ma na imię Ania i kiedy była na basenie jakiś bezwzględny złodziej ukradł jej wszystko co miała łącznie z ubraniem. Po zamknięciu basenu przesiedziała  godzinę w krzakach i kiedy ją architekt zobaczył przemykała ulicami do domu. Powiedziała też swojemu wybawcy, że ma męża. On spytał kim jest. Odpowiedziała, że hydraulikiem pracującym w wodociągach miejskich. Ach tak, powiedział architekt a w duchu pomyślał, że oto trafiła mu się świetna dziewczyna, której mąż jest jakimś tam zwykłym hydraulikiem. Cóż za przeciwnikiem  może być dla mnie hydraulik. Zjadłam takich frajerów na śniadanie. Ale to był błąd. Nie minęły nawet dwa tygodnie a już w odwiedziny do Vincenta z przyszedł hydraulik, który nieznanymi nam sposobami szarpanego zazdrością męża zdobył adres domowy architekta. Bez zapowiedzi więc nie został wpuszczony, tym bardziej, że nikogo nie było w domu, bo zakochani jedli akurat kolację w luksusowym lokalu. Ale hydraulicy mają złe nawyki, szczególnie gdy są po pracy i nie odchodzą od drzwi kiedy zadzwonią i nikt im nie otworzy. Ten akurat monter instalacji wodno-kanalizacyjnej był po robocie i nie dał się łatwo spławić banalną nieobecnością gospodarza. Zakochani wrócili wczesną nocą. Hydraulik nie został jednak wpuszczony pod okna pod którymi mógłbym wykrzykiwać swoje lamenty, stał bowiem przy furtce a uruchamiana pilotem brama była kilkadziesiąt metrów dalej bo przecież posiadłość była nadzwyczaj okazała. Gdy dobiegł brama była już zamknięta. Przez płot bał się wejść, bo gospodarz wypuścił z kojca dwa wielkie psy. Tak więc tego wieczoru nie spojrzał nawet w oczy swojej niewiernej żonie, na co jak się wydaje miał wielką ochotę. Stojąc przy ogrodzeniu ale na ulicy miotał wyzwiskami pod adresem nie tylko architekta ale również własnej żony. Był bardzo głośny i jego lamenty przeszkadzały widać wysublimowanym lokatorom stojących wokół willi, bo ktoś wezwał straż miejską a ta zabrała rozhisteryzowanego Romana C. Następnego dnia zaraz po pracy przybiegł pod dom złodzieja swojej własnej żony racząc się wcześniej alkoholem pitym wprost z butelki dla podniesienia sobie widocznie otuchy. Ale architekt ze swoją kochanką a żoną hydraulika pływał cały dzień żaglówką. Wrócili późnym wieczorem i już Vincent Z. miał naciskać pilota uruchamiającego bramę, kiedy pod jedną z choinek zobaczył zaczajonego pod nią mężczyznę. Z samochodu zadzwonił po policję i już po niedługim czasie napompowany alkoholem hydraulik pojechał do izby wytrzeźwień, a zakochani do rana baraszkowali na puszystym dywanie. 50-letni Vincent,  architekt nie był przecież już młodzieniaszkiem i pewnie seksowna kobieta chcąca akurat przewietrzyć pościel, a nie mająca pod ręką trzepaka czy nawet grubego sznurka  nie miałaby z niego pociechy przy wieszaniu prześcieradła czy inne kołdry na przykład, ale Ani C. architekt imponował spokojem cechującym ludzi zamożnych, bukietami kwiatów, podarunkami, miłymi słówkami, urokiem życia i stylem bycia bardzo różnym od nudnego i nerwowego bo konwulsyjnie poskręcanego zazdrością życia z własnym mężem. Praca hydraulika nie wymaga intelektualnej wprawy i nie jest twórcza, żeby taki intelekt pobudzać. A więc drogi myślowe montera instalacji wodno-kanalizacyjnych nie dają się łatwo ogarnąć normalnym ludziom. Roman C. doszedł do wniosku, że musi zaalarmować cały świat aby tylko ta skończona łachudra, jego żona wróciła do domu. Sięgnął więc po pióro i zaczął pisać listy do sejmu i senatu, policji,  związku architektów, różnych rzeczników, gazet i tygodników tych kolorowych również. Prosił w nich o pomoc bo ten Vincent Z. zamieszkały tu i tu ukradł mu żone którą niewoli i czy złodziej żon może w ogóle być architektem, dopytywał adresatów retorycznie. Napisał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pisał do różnych agent Unii Europejskiej. W liście do królowej brytyjskiej Elżbiety drugiej żalił się, że nikt nie chce mu pomóc a przecież ten łobuz który uwiódł mu żonę jest pedofilem bo uwięziona ma dopiero 23 lat. Biuro prasowe królowej przysłało na papierze Pałacu Królewskiego słowa pociechy. Ponadto królowa kazało mu być dobrej myśli. List był po angielsku więc go nie przeczytał, bo akurat tak się przypadkiem zdarzyło, że w tym języku nie był biegły. Nie chciało się jednak odpisać cierpiącemu hydraulikowi ani papieżowi ani prezydentom kilku państw z różnych kontynentów, ani nawet pani Merkel, która przecież jest tak egzotycznie i nienaturalnie wyczulona na losy polskich obywateli. Jeden list zrobił jednak na kimś wrażenie i to na kimś w siedzibie Narodów Zjednoczonych. Trafił 9 Nowym Jorku jako tłumaczka. Zanim to się jednak stało bardzo zniesmaczony dotychczasowymi rezultatami swoich działań hydraulik napisał kolejny list do ministra spraw wewnętrznych. Pisał w nim, że widział jak ktoś zakopuje w lesie niedaleko drogi tej a tej, przy dużym ciemnym kamieniu zwłoki zamordowanej kobiety. Do listu dołączył szkic sytuacyjny. Listy tego nie podpisał wszystko natomiast starannie wytarł łącznie z kopertą. Na taką informację policja zareagowała natychmiast. Miejsce było tak dokładnie opisane, że grupa dochodzeniowa dotarła tam natychmiast. Na miejsce w płytkim grobie niezbyt starannie zamaskowanym leżały zwłoki kobiety z ranami po nożu w okolicach serca. Niemłoda już kobieta ubrana była wyjątkowo odświętnie jakby wprost odeszła od świątecznego obiadu. Zwłoki przewieziono natychmiast do zakładu medycyny sądowej zajmującego się szukaniem przyczyn śmierci rozbierając badane osoby niemal  na czynniki pierwsze. W kieszeniach garsonki znaleziono dwa listy. Jeden ze stacji serwisowej mercedesa w którym serwisant udzielał rabatu na swoje usługi panu Vincentowi Z. zamieszkałemu tu i tu, drugi zaś był rachunkiem za usługi telekomunikacyjne na kwotę 376 zł i 35 gr i był wystawiony na pracownię architektoniczną z siedzibą w centrum miasta, a przesłanym na domowy adres Vincenta Z.właśnie. Porywacz żony hydraulika został zatrzymany i po przeprowadzonej w willi rewizji przewieziony do aresztu. Podczas przeszukania willi do domu weszła elegancka i pachnąca kobieta. Policjantom przedstawiła się jako Teresa Z żona właściciela pracowni architektonicznej o uwodzicielskiej i zwodniczej nazwie PHANTOM. Vincent Z. został tymczasowo aresztowany. Nie można było ustalić kim jest odkopana w lesie kobieta. Na przesłuchaniach Vincent Z. kierował uwagę policjantów w stronę męża swojej kochanki, bo przecież jaki mógłby mieć cel architekt o jego klasie aby mordować starsze niewiasty. Policjanci podążyli tropem wskazanym przez siedzącego w więzieniu architekta. Podczas wielogodzinnego przesłuchania hydraulik zeznał, że sam zbrodnie zaplanował kierując poszlaki na architekta, aby tylko wyrwać ukochaną i niewinną żonę z rąk tego starego zboczeńca. Poszedł mianowicie na cmentarz, znalazł świeży grób, wykopał ciało i zawiózł je swoim fiatem 126p do lasu i wrzucił je we wcześniej wykopany dół. Zanim to zrobił kilkakrotnie dźgnął kobietę w okolice serca nożem monterskim, jaki w jego przedsiębiorstwie pracodawca rozdaje hydraulikom. W kieszeń garsonki wsadził ukradzione ze skrzynki pocztowej architekta listy. Vincenta Z. natychmiast zwolniono z aresztu a hydraulika oskarżono o zbezczeszczenie zwłok, wprowadzenie policji w błąd, kradzież korespondencji i z kilku jeszcze artykułów kodeksu karnego. W konsekwencji tej sprawy niewierna żona wróciła do hydraulika wykonującego instalacje wodno-kanalizacyjne a on sam został skazany na więzienie w zawieszeniu i grzywnę bo sąd pod wpływem biegłego psychologa dopatrzył się okoliczności łagodzących wynikających z jego głębokiej desperacji. Niestety ten brak altruistycznych pobudek w dzieleniu się żoną z innymi mężczyznami sprawi mu, biorąc pod uwagę temperament jeszcze kłopot,  ale to jest jego własna melodia przyszłości. Najgorzej na używaniu cudzej żony wyszedł architekt Vincent Z. Jego własna żona bez zbędnych ceregieli wywaliła go z domu który stanowił jej własność i tak było zapisane w przedmałżeńskiej intercyzie. Odjechał więc swoim wyładowanym rzeczami osobistym mercedesem klasy S bogatszy o wrażenia które przecież dla każdego człowieka są najbardziej wartościową kolekcją życia.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...