Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dostrzegam cień wielkiego mistyka. W jakiejś niedorzeczności wyłania się zza drzewa. Wypełza smugą czarną. Czarną plamą, jakby rozwierała się przede mną paszcza czarnej mamby. Nie! Uciec gdzieś w błękit przybladły od żaru upalnego lata. Zniknąć…

 

Zaciskam powieki...

 

Ech, jakoś miało być pięknie. O miłości. O… Sam już nie wiem, dlaczego…. W zmysłach tonę. W pieśni… Nie. Nie… To, tylko… Szarpie mnie za rękaw koszuli jakaś mara. Nachyla się nade mną mamidło wyzbyte sennej tkliwości. Szarpie mnie, kiedy leżę. Kiedy siedzę na ławce w parku. Nade mną drzewa. Baldachim utkany z gałęzi. Szelest liści dębów, klombów, kasztanów… Nade mną migoty słońca i wokół. Kiedy leżę. Kiedy próbuję się podnieść. Kiedy… Szumiące podmuchy, gwizdy w uszach. Szmery, szmery. Jakże ich wiele. O, mój Boże… Oczy twoje widzę. Jak wtedy, w tamtej sennej godzinie. Lecz teraz są zimne i zimne są coraz bardziej. Oczy martwe, niewidzące, wykute w kamieniu. Twarz kamienna, jakieś popiersie. Stojąca na cokole postać… Jasna. Prawie biała aż do oślepienia w słońcu padającym z ukosa. I w tym blasku cień zasnuwa usta, które mogłyby być drżące. Które mogłyby się skradać do ust mych wilgotnych i ciepłych. Które za życia…

 

Gdzieś tam, daleko. Nie wiem. Coś… Kwiaty pachną o wieczorze. Mdleją w aptecznej woni ziół nasączonych niedawnym deszczem. I kiedy widzę... Patrzę poprzez przymknięte powieki.. Świat przenika do wnętrza. Postrzępiony światłem, natarczywy całun rozedrganych widm. Nie było ciebie i nie ma. Wiem. W tej bezsensownej treści nigdy nie było niczego. Albowiem nie było. Lecz, gdy tylko najlżejsze nawet poruszenie, drgnięcie gałązki w powiewie, muśnięcie łodygi, trawy... Nasłuchuję w oczekiwaniu. W napięciu… Wiesz, tam byliśmy. I byliśmy wszędzie. Jesteśmy. W każdym refleksie. I tonęliśmy, jak mogliśmy tylko tonąć w słowach i szeptach. W westchnieniach… Jesteś tak daleko. Jesteś tak blisko, na wyciągnięcie ręki, że dotknąć cię, musnąć raz jeszcze. I jeszcze… Jak wtedy po wielokroć. Bo wtedy… I tylko wtedy. I -- nigdy więcej… Wiesz, w powietrzu piszę. W powietrzu słowa ważę jak ptak, co rozpościera skrzydła. Wiesz, kiedy nie było cię tutaj.. I kiedy tonąłem w samotności... I kiedy wchłaniałem ciszę i szepty… Wiesz, kiedy nie było cię tutaj, próbowałem uchwycić strugi światła spadające z wysoka. Widziałem je, mrużąc oczy i przesłaniając je dłonią… Lecz przechodziły przez palce nitkami blasku. Lecz przenikały jak twoje spojrzenie do głębi…

 

I nie wiem, co teraz. Tylko oczy widzą. Drzewa rosną w szeleście liści, w migotach gwiazd rozprysłych wokół. Lecz znowu... Nie, to tylko przewidzenie… Choć przysiągłbym, że słyszę szelest jedwabnej sukni, gdzieś obok. Blisko. Nie! Dobiega z innej przestrzeni, z innego czasu, co tutaj nie jest nawet tchnieniem. Wszystko się tutaj w kamień zrosło i zrasta. W ten głaz najtwardszy i zimny. Mchem porosły w wilgoci. Miało być inaczej. W dłoni ściskam zmiętą kartkę. Coś na niej było. Pisałem, lecz zapomniałem, co… Nie ważne. Nie było. Nie ma… Rozmiękło. Rozmazało się w deszczu. A więc w letnim wieczorze. W zbliżającej się podstępnie nocy rozchodzą się kroki kogoś nieobecnego, kogoś z opaską księżyca na skroniach. W aureoli blasku. A więc to już tak późno? A więc to już było? Minęło? Przeszło w zapomnienie?

 

Zniknęło prędko, niestety. Rozminęły się nasze usta i dłonie. Słowa zaklęte w czasie… Choć przysiągłbym, że widzę nadal. Że widzę włosy twoje rozpięte na strunach wiatru, gdzieś wysoko. Warkocze…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-01-19)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @karenka bardzo dziękuję za piękne słowa ♡
    • @Bożena De-Tre Oh...wow! Takiego komentarza się nie spodziewałem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Bardzo dziękuję Pozdrawiam, G.
    • „Parkowy poeta”   Usiadł na ławce pośród starych kniei, gdzie park w zieleni szeptem koił świat. Z kieszeni wyjął notes pełen nadziei, by schwytać słowa, które niesie wiatr.   I wtedy usłyszał cichy, dziwny ton, jak gdyby ktoś mu czytał świeży wiersz. Nie było nikogo — tylko liści plon, co szeptem splatał niewidzialną pieśń.   Spojrzał wokół siebie w każdą stronę, lecz pustka tylko trwała pośród drzew. Czyżby gałęzie były ożywione? Czy las przemawiał? Czyż to jego śpiew?   Na tej ławce siadał przecież tyle lat, a dzisiaj park przemówił pierwszy raz, jakby otworzył jakiś tajny świat, skrywany cierpliwie po dzisiejszy czas.   Wyjął zielony notes, ołówek w dłoń i wsłuchał się w milczenie leśnych dróg. Natchnienie miękko spłynęło niczym toń, jak dar, który nagle zesłał mu Bóg.   Lecz znów usłyszał niewyraźny szept, rozglądał się daremnie poprzez gęsty cień, jakby ktoś obok cicho składał rym, a park odpowiadał jemu w liści drżeń.   — To zwidy chyba... albo leśny czar? — Chochliki stroją sobie ze mnie żarty? Pytał ciszę, zapatrzony w lasu jar, lecz echo wróciło w swój notes otwarty.   Gdy wszystko ucichło, westchnął cicho sam: „To tylko wyobraźni cichy głos.” I wzrok uniósł ku niebu ponad las, gdzie obłok niósł poezji lekki los.   Wtem przyszła myśl jak jasny letni brzask, a ołówek zatańczył w jego dłoni. „Szła ścieżką dziewczyna, piękna niczym blask, którą poranek w złotych barwach chronił.   Mówiła wierszem, jakby każdy krok był nutą zapisaną w leśnym śnie. Deszcz ozdabiał jej włosy, zakręcając lok, a słońce wplotło tęczę w jej jasny dzień.   Szła coraz wolniej poprzez mokry szlak, gdzie błoto więziło zmęczone nogi. Już nie płynęła lekko niczym ptak, lecz brnęła cicho przez leśne bezdrogi.”   Nagle poeta ocknął się ze snu, uśmiech rozjaśnił zamyśloną twarz. — Już wiem, kto szeptał tutaj pośród drzew... — To wena ci przyszła, właśnie ją masz.   Choć dzisiaj rymy były ciężkie jak kamień, a wers nie zawsze trafiał prosto w cel, to zabrał z parku przesłanie natchnień, by w domu stworzyć poetyczną biel.   Leszek Piotr Laskowski
    • @karenkaDziękuję 
    • @andrew Dziękuję za zaproszenie. :) Bardzo mi miło, że mój wiersz doczekał się własnej odpowiedzi. Pozdrawiam serdecznie! :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...