ewan_mcteagle Opublikowano 29 Maja 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 29 Maja 2005 w tej skórze, w tym mieście nie mam szans poprzez węglo- aktywny filtr z jej papierosa nie ujrzę księżyca w pełni uśmiechu nie przykuwam już uwagi dziewczyn tak kiedyś jak i teraz ręka, która wyrosła z tego pisania nie ma już wyczucia w jej oczach są ciemne, bezkształtne linie uwiecznione soplami lodu na porannych chmurach, których nie potrafię nazwać (nawet z tej odległości) gdyby imię cokolwiek znaczyło tak kiedyś jak i teraz pisanie o śmierci nie uczyni jej istotną
Vera_Ikon Opublikowano 29 Maja 2005 Zgłoś Opublikowano 29 Maja 2005 Coś w tym jest. Nie powiem, że mnie powalił, ale coś mi się spodobało. pozdr
Bea Nefer Opublikowano 30 Maja 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Maja 2005 no tak bym jeszcze przez wiersz przeszła ku zastanowieniu się. osobiście mam zarzuty co do zasadności niektórych metafor, które udziwaczniają efekt i wprowadzają zamieszanie. w epilogu: okrągłe oczy i rybka z ust:-) - trochę to zagmatwane i nieczytelne. pozdr.Bea
Michał Ziemiak Opublikowano 30 Maja 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Maja 2005 Czytając Twoje wiersze, doszedłem do wniosku, że potrafisz w nich (lirycznie, albo na pograniczu liryki, w ciekawy sposób...) budować obrazy jakby z opowiadań Hemingway'a... Coś jest w metaforach klimatu, pogody, otoczenia etc., co sprowadza mysli na ten tor... Poza tym sytuacje, w których aranżujesz "ludzką parowość" są bardzo sugestywne, wieloznaczne - dają do myślenia. To odanjduję w powyższym utworze... Jedyne co mi zgrzyta, to wersyfikacja ;-) POZDRAWIAM!
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się